Rafał Habrajski

Dodano: 25.10.2018
Autor: Maciej Nowak

Jest to bezdyskusyjnie największy polski kanał perkusyjny na portalu Youtube. Drummers From Hell nie ocenia, nie indoktrynuje, niczego nikomu nie narzuca, nie bawi się w dziennikarstwo. Drummers From Hell po prostu prezentuje. Wszystko to prowadzi niezmordowanie jeden człowiek.

Bębny to nie tylko ekwilibrystyczne wyczyny w stylu Virgila Donati i Thomasa Langa, nie tylko kanonada czopsów w wykonaniu Aarona Spearsa i Chrisa Colemana, nie tylko świetne lekcje Mike’a Johnstona i Josta Nickela, czy też jazzowe malowanie w stylu Gary’ego Novaka i Czarka Konrada. To także wielka grupa perkusistów, dla których najważniejszą wprawką jest trzepanie blastów i gonitwa na dwie stopy.

Drummers From Hell to ponad 21 tysięcy subskrybentów z całego świata, to wynik prawie 6-krotnie większy od kolejnego polskojęzycznego kanału o dużych aspiracjach BeatIt. Nie są to jakieś profesjonalne studia nagrań na miarę Drumeo, nie są to kilkunastoosobowe zespoły. Drummers From Hell to przecież jedna osoba – Rafał Habrajski. Jeden człowiek, który wpadł na w sumie prosty pomysł. Dlaczego prosty? Nie ma tu mowy o wielkiej strategii marketingowej, tylko szczerej realizacji swojej pasji, realizacji, która z czasem osiągnęła w naszym środowisku perkusyjnym spory sukces i cieszy się wielkim uznaniem. Oczywiście porównując to do branży mody, sportu, motoryzacji, wynik nie jest tak imponujący, ale mówimy tu o perkusistach, reprezentujących ekstremalny styl gry. Koncerty nie odbywają się na stadionach, nawet ciężko tu o duże hale. Głównie są to różnego rodzaju kluby i czasami większy zorganizowany festiwal plenerowy dla maniaków szybkich ciosów, gdzie Rafał może skosić dobre żniwo ekstremalnych wykonań przy dziennym świetle.

No i wreszcie bębniarze – zazwyczaj schowani mocno z tyłu, bardzo słabo oświetleni, niekiedy zadymieni, dla przeciętnego fana muzyki często anonimowi. Zazwyczaj są to samouki, bez szkół muzycznych i godzin spędzonych na studiowaniu książek perkusyjnych. Nie oznacza to, że są w jakiś sposób gorsi, bo jakim prawem ktokolwiek może tak podchodzić do tematu, a zdarzają się pyszałkowate opinie, głównie tych, którzy natrzepali milion fakultetów i oczekują, że powinni dostawać zaproszenia na poduszkach do najbardziej intratnych projektów. Ekstremalni bębniarze mają w sobie więcej pokory, wiedzą, co potrafią i jakimi środkami wyrazu operują. Jeżeli ktoś spróbował sił w takiej grze, to wie, że nie jest to takie proste, jakby się mogło wydawać.

Rafał prezentuje tych muzyków całemu światu. Dzięki niemu perkusiści, którzy nie są bębniarskimi celebrytami na miarę Aniki Nilles czy Luke’a Hollanda, mają bardzo ładne filmowe wizytówki.

Maciek Nowak: Ustalmy na początku jedno – jesteś perkusistą, aktywnym bębniarzem i nie jest to jazz.

Rafał Habrajski: Zgadza się. Jestem perkusistą. Aktywnym. Od ‘98 roku kontakt z instrumentem. Samouk. Aktualnie udzielam się w zespole Formis (od 2010 r). A od 2000 r. było parę załóg po drodze. Wszystkie grające różne odmiany szeroko pojętego metalu.

Rafał, kiedy kanał Drummers From Hell stał się kanałem Drummers From Hell, czyli jak to się stało, że zrobiłeś taki kombajn?!

Kanał rozpoczął swój żywot w sierpniu 2012 r., ale dużo wcześniej nagrywałem proste „drum camy” z ręki. Pierwsze podejścia to już 2007/2008 r. Nagrywałem nieśmiało kolegów z okolicy. Nie planując nic więcej. Umieszczałem to na swoim kanale z filmami z koncertów. Wszystko z miłości do bębnów. I z powodu radości, jaką dawało mi oglądanie perkusistów w wersji „live”. Aż tu nagle przyszedł wspomniany 2012...

Zdajesz sobie sprawę, że dzięki tobie wielu ekstremalnych perkusistów dostało możliwość pokazania się?

Powoli zaczynam sobie zdawać sprawę. Ale bardzo powoli. I szczerze... Przeraża mnie to. I zastanawia. Bo nie tak miało być. Coś tu się wymknęło spod kontroli. Coś spieprzyłem po drodze (śmiech).

Ale poważnie, docierają do ciebie takie sygnały...

No tak. Docierają. Powiem ci, że dostaję na kanał bardzo dużo wiadomości z zapytaniami i linkami, „czy nie umieścilibyśmy tego czy innego video na DFH”. Są to zapytania z nawet najbardziej odległych miejsc naszego globu. Jest też wiele maili z prośbą o nagrywanie. I naprawdę są to często zaskakujące nazwiska ze świata metalu. Kiedyś bym nawet nie pomyślał, że te osoby będą się ze mną kontaktować w jakiejkolwiek sprawie. Aktualnie DFH stało się rozpoznawalne i już mało kto ze świata ekstremalnych dźwięków przechodzi koło tej inicjatywy obojętnie. Bardzo mnie to cieszy. Ja mam co robić. A ludzie mogą cieszyć oczy tymi „sportowcami”.

Nie jesteś zbyt wylewny w takich sytuacjach, co? Wolisz być z drugiej strony kamery…

Wiesz dobrze, że bardzo lubię rozmawiać. Ale wolę na żywo. I nie chcę też zanudzać ludzi. Co do drugiej strony kamery... Aktualnie jak najbardziej pasuje mi to miejsce. Kiedy jadę na koncert, już tylko oglądać, brakuje mi nagrywania i adrenaliny związanej z tym. Czy wszystko się uda, czy zadziała. Czy dany perkusista dobrze wypadnie. Czy będzie to dobry materiał do edycji. W czasie rzeczywistym staram się planować. I na ile się da – kontrolować sytuację, związaną z całą realizacją.

Jak wygląda to pod kątem technicznym? Chodzi mi o obraz. Przez lata twoje podejście do realizacji ewoluowało.

No tak. Ewolucja jest widoczna, jeżeli chodzi o realizację. Pod kątem obrazu, sposobu samego filmowania, jak i edycji filmów. Również sprzętowo jest lepiej, niż na samym początku działalności. Na początku był to jeden mały recorder audio/video. Aktualnie dysponuję paroma kamerami sportowymi. I czasem używam też lustrzanki.

Dźwięk to druga sprawa, cholernie niewdzięczna, bo to najgłośniejszy instrument na scenie. Jak to załatwiasz?

Oj tak... Dźwięk z koncertów do tego typu filmów to wręcz batalia. Raz jest lepiej, czasem gorzej. Ale zawsze walka do końca. Kiedyś posiłkowałem się głównie dźwiękiem z samego recordera. Ale przestało mnie to zadowalać. Postanowiłem sobie utrudnić życie, prosząc zespoły i dźwiękowców o możliwość wpięcia się do konsolety w celu nagrania, „sumy” (stereo lewy prawy kanał). Zazwyczaj spławiali mnie, mówiąc, że nie mają kabli. Po sytuacji, kiedy nie zrealizowałem dźwięku do bardzo ważnych dla mnie nagrań, zainwestowałem w tego typu kable. I teraz trudniej im odmawiać. To jedno. No i popularność kanału to drugie. Większość już zna i wie, o co chodzi. Są bardziej przychylni i pomocni.

Jak oceniasz polskich bębniarzy ekstremalnych na tle świata? Masz potężną skalę porównawczą.

Mamy niesamowitą scenę ekstremalną. Co za tym idzie, rewelacyjnych perkusistów. Aktualnie nie ma żadnego kontrastu w stosunku do reszty świata. Wręcz coraz więcej polskich perkusistów metalowych jest zatrudnianych w zagranicznych bandach. Bardzo mnie to cieszy. I daje nadzieję na jeszcze większy rozwój tego zjawiska. A to, co robi aktualnie młodzież za bębnami… W ekstremalnym bębnieniu... Aż się boję, gdzie jest granica.

Żyć z tego byłoby ciężko, prawda? Zarówno chodzi mi o kanał, jak i granie takiej muzyki. W obu sytuacjach ciężko byłoby utrzymać rodzinę...

Jeżeli chodzi o granie, sam zdajesz sobie sprawę, jak jest. W naszym kraju jest garstka perkusistów i ogólnie muzyków ekstremalnych, którzy mogą sobie pozwolić na życie tylko z grania. Większość z nich w przerwach w trasach/koncertach najczęściej udziela lekcji na instrumentach, nagrywa sesyjnie płyty itd. Jeżeli chodzi o kanał, nie byłbym w stanie się z tego utrzymać. Nie na tym etapie. Choć i tak tendencja jest lepsza niż w początkowej fazie. Zdarzają się perkusiści, którzy choćby symbolicznie chcą wynagrodzić moją pracę. Czasem wychodzę na zero i uda mi się nie dokładać, co bardzo cieszy. Przy zakładaniu kanału aspekt finansowy nie był brany w ogóle pod uwagę.

Czyli możemy od razu rozwiać wątpliwości, że kokosów z tego nie ma. Nie masz zgłoszeń nagrania za opłatą?

Kokosów z tego nie ma. Wydaje mi się, że dzięki łatwej dostępności do sprzętu, mediów itd. większość chce to zrobić na własny koszt. Czy ich nie stać...? Myślę, że to też nie to. Jeżeli chodzi o moje działanie, może nauczyłem ludzi, że nie trzeba za to płacić. Ale tendencja się poprawia. Jak już wspominałem, jakaś część chce za to zapłacić, choćby symbolicznie. Więc zdarzają się realizacje odpłatne. Ludzie sięgają również po „merch” Drummers From Hell. I najlepsze, że często są to osoby, które nie grają na bębnach. Często gitarzyści, jak i inni muzycy. Jak i też w ogóle ludzie niegrający. Czy nie myślą i nie dbają o to? W dobie Internetu, jeżeli chcesz gdzieś tam istnieć, trzeba o tym myśleć. Pokazywać się, nagrywać etc.

Rafał, ta muzyka jest mocno specyficzna, nie czujesz się dziwnie, jak widzisz takiego Mazurkiewicza z Cannibal Corpse? Chłop ma 50 lat, a wciąż łomocze w zespole, co drze ryja.

Sam mam dopiero 37. Ale nie... Nie czuję się dziwnie, patrząc na to. Wręcz przeciwnie. Bardzo mnie cieszy, że im się dalej chce to robić. Nie zastanawiam się, czy dlatego, że już muszą to robić, bo często nie potrafią nic innego? Czy dlatego, że to kochają? Po prostu cieszy mnie widok 50-latka, grającego death metal!

Podpromujemy znajomych od Czarciego Kopyta? To nasz eksportowy produkt, spotykasz go często, robiąc ujęcia na nogi…

Jasne, że podpromujemy! Reakcja jest oczywista. Zawsze mnie to cieszy i napawa ogromną dumą. Że często najbardziej popularni/najlepsi perkusiści ekstremalni świata sięgają właśnie po Czarcie Kopyto. Sam jestem użytkownikiem tej stopy od 2011 r. Jest to mechanizm nie do „zarżnięcia”. Doskonała konstrukcja, jeżeli chodzi o wytrzymałość, jak i pracę. Pod nogami najlepszych jest to na prawdę broń doskonała. No i coraz częściej spotykana. A że dużo przebywam na scenach, w okolicach bębnów, coś tam widzę.

Finalne pytanie. Marzenie do nagrania z tych realnych i nierealnych.

Marzenia... Może bardziej ambicje? Na pewno Gene Hoglan, Dave Lombardo, Paul Bostaph – z tymi dwoma to wygląda tak, że głównie chciałbym ich nagrać w Slayerze. Lombardo w Slayer... Chyba niemożliwe. A z tych nierealnych, no i niestety nieżyjących, to Krzysztof „Docent” Raczkowski. Nikt w tamtych latach nie grał jak on. I nie tylko w Polsce. Pewnie jest jeszcze wielu, których chciałbym „zrealizować”. Ale czas pokaże.

Poprosiliśmy o wymienienie pięciu ulubionych lub szczególnych nagrań, jakie stworzył Rafał. Reakcja mogła być tylko jedna:

5 nagrań? Mało, ha ha ha! Mam taką bazę, że wielu z perkusistów poczuje się urażonych. Można by rzec – niekończąca się opowieść. Oni i dziesiątki innych. Dlatego pomijam kolejność, a przytaczam najbardziej zapamiętane przeze mnie przykłady. Do samej realizacji do każdego perkusisty podchodzę z takim samym zaangażowaniem. Na 100%!

Ken Bedene – Aborted. Ten facet to jakiś kosmita! Technika, szybkość, groove, dokładność, odpowiednia siła uderzenia... To się nie może dziać naprawdę (śmiech). No i realizacyjnie się wszystko zgodziło. Obraz, dźwięk. Oj, tak.

 

James Stewart i nagrania Vader z Metalmanii. Na przestrzeni lat widać niesamowity progres we wszystkim, co ten facet robi. Przyjrzyj się, gdzie ma tom 8” i jak robi przejścia.

 

Inferno i nagrania z Krakowa 2014 i 2016 z Behemoth, jak i z trasy 2017 z Azarath. Tu już chyba wszyscy wszystko wiedzą. Poezja, pomijając utarte schematy i kanony sztuki perkusyjnej. Nieładnie, a jednak ładnie (śmiech).

 

 

Pavulon i Antigama. Istne tornado.

 

Krimh i Septicflesh. Zdolniacha.

 

Samuel Santiago i Arkhon Infaustus. Powiedz mi... On jest lewo – czy praworęczny? To samo z nogami.

 

Stormblast i Infernal War. Co z tego, że nie ma tu nieskazitelnej techniki? Całość to pogrom!

 

Darkside i Mgła. Wiele ciekawych smaczków. Poezja.

 

Eric Morotti i Suffocation. Ciekawostka. W stosunkowo krótkim czasie rekord wyświetleń na kanale DFH.