Calvin „Cee-Rod” Rodgers - warsztaty w Polsce

Dodano: 06.09.2018

Warsztaty z Calvinem odbędą się 2 października w CK w Grodzisku Mazowieckim, ul. Spółdzielcza 9 o godzinie 19.00. Poniżej prezentujemy fragment wywiadu z Calvinem Rodgersem. Całość ukaże się w numerze wrześniowym Perkusisty.

Jeśli nie jest wam obca twórczość zmarłej przed kilkoma dniami królowej muzyki soul Arethy Franklin to istnieje duże prawdopodobieństwo, że niejednokrotnie słyszeliście tego faceta za bębnami. Latami był odpowiedzialny za rytm m.in. u króla R’n’B R. Kellego, a na co dzień występuje z legendarnymi The Isley Brothers. Jednak to muzyka gospel jest jego prawdziwą pasją i miłością. W jego muzycznym CV można znaleźć nazwiska gigantów tego gatunku: Byron Cage, Fred Hammond, Kirk Franklin, Marvin Sapp czy Donald Lawrence.

Co myślisz o wszędobylskich chopsach? Czy to jeszcze w ogóle gospel? Ludzie na całym świecie wciąż inspirują się gospelowymi drummerami, ale dla niektórych to staje się monotonne...

Szczerze… Myślę, że określenie „gospel chops” jest bardzo mylące. Sama nazwa gospel chops i odwołanie się do poszczególnych „licków” i „chopsów” - to nie ma nic wspólnego z gospel chops. Ten styl gry został nam zaprezentowany przez młodsze generacje muzyków, którzy niekoniecznie są muzykami gospel. Była taka popularna płyta DVD „Gospel chops VOL 1” z Tonym Roysterem Jr. i Thomasem Pridgenem w rolach głównych, którzy owszem zaczynali od grania gospel, ale nie są perkusistami gospel. Ich wpływy i sposób, w jaki grają muzykę i te wszystkie informacje, które chcieli nam przekazać, przekazali przez to DVD właśnie, ale jeśli mam być szczery to to ma korzenie jeszcze wcześniej. Np. Chris Dave jako jeden z pionierów w mojej generacji zapoznał nas z graniem „poza kreską taktową” czy graniem fraz double time w stylu half time. Chris Dave nam to pokazał, choć oczywiście było kilku poprzedników, którzy zaczynali to kreować: Gerald Heyward, Jeff Davis. Wielu muzyków i artystów głównego nurtu nie znałoby tego stylu, gdyby nie właśnie to pamiętne DVD. Ci, którzy grają w tym wideo, nie są jednak muzykami gospel, a to nie są gospel chipsy. Dzięki temu video mogliśmy po prostu poznać ich nazwiska. Odpowiadając na twoje pytanie, tak, granie zbyt wielu chopsów jest zbędne i monotonne. To się robi na zasadzie: słyszałem to już, to już było. Dużo bębniarzy gra trzydziestosekundowe 64-ki, to brzmi podobnie, różni się tylko najwyżej frazą. Myślę, że muzycy muszą zrozumieć, że nie ma nic złego w pozostawieniu przestrzeni w muzyce. Słucham wielu perkusistów i czasem próbuję nadążyć za nimi, grają bardzo szybko, ale gdybyś wydrukowała to, co grają - tam nie ma przestrzeni na NIC.

Co jest dla ciebie ważne w graniu muzyki? Na co kładziesz największy nacisk?

Najwięcej uwagi poświęcam znajdowaniu tego „czegoś”, co mogę zaoferować danemu utworowi od siebie, jak mogę dołożyć swoją cegiełkę i podzielić się z piosenką swoimi najlepszymi stronami. Nieważne, czy to kawałek instrumentalny czy wokalny, czy to ballada czy szybki utwór - moim głównym zmartwieniem i celem jest jak mogę najlepiej spełnić swoją rolę i dorzucić od siebie to, co mam najlepsze. Później pracuję nad dźwiękami, a także tym, jakie chcę uzyskać brzmienie. I w końcu decyduję, co chcę naprawdę zagrać.

Co chcesz zaprezentować polskim fanom i uczestnikom kliniki? Na czym chcesz się skupić?

Chcę pokazać, jak ważne jest to, by mieć wiele opcji jako muzyk. Jak być perkusistą, który będzie w stanie zagrać wiele stylów i w każdym być naprawdę dobrym. Myślę, że to jest w jakimś sensie klucz do sukcesu. Jeśli możesz grać jazz, gospel, muzykę country – to moim zdaniem odniesiesz sukces. Rób to, co kochasz i to, co robisz naprawdę dobrze i rób to z dobrych pobudek i powodów. Nie skupiaj się na rzeczach, które mogą cię rozpraszać, skup się na muzyce i miłości do muzyki, wszystko inne, co idzie za tym, przyjdzie naturalnie później. Nie rób tego dla pieniędzy czy endorsementu, dla lanserskich sesji zdjęciowych, dla popularności w social media. Wszystko, co robię, robię dlatego, że to kocham.

Czego oczekujesz od publiczności w Polsce, czego się spodziewasz po tej klinice? Masz jakieś ulubione momenty w prowadzeniu warsztatów?

Uwielbiam robić kliniki! Najbardziej lubię prowadzić warsztaty z jeszcze jednym bębniarzem, szczególnie za granicą, gdzie muzyka jest inaczej odbierana i bardziej doceniana niż w Stanach Zjednoczonych. Energia i percepcja jest zupełnie inna, kocham energię, jaką otrzymuję z grania tu w Europie czy gdziekolwiek indziej poza Stanami. Czuję, jak ludzie cieszą się tym, co robię, jak naprawdę czerpią z tego garściami. To daje mi niesamowity zastrzyk energii! To jest chyba moja ulubiona rzecz w robieniu klinik właśnie, ta wymiana pozytywnej energii i oczekiwania ludzi względem mnie, które mam nadzieję spełniać.

Co poradziłbyś młodym, aspirującym muzykom i perkusistom? Nie tylko jako ceniony perkusista, ale przede wszystkim jako człowiek.

Po pierwsze - spędzaj tyle czasu z instrumentem, ile to możliwe. Jako młody chłopak spędzałem masę czasu za zestawem. To mi się naprawdę, naprawdę opłaciło. Byłem pracowity pod tym względem. Koszykarz trenuje bez względu na to, czy jest zima, lato, jesień czy wiosna. Jak jest lato, to wychodzi na boisko na zewnątrz. Myślę, że to bardzo ważne, by spędzać jak najwięcej czasu ze swoim instrumentem bez względu na wszystko. Czasem siedziałem za bębnami po 6 albo więcej godzin dziennie i nie odchodziłem od nich do momentu aż naprawdę musiałem. Ćwicz tak dużo, jak możesz. A jak już nie możesz, to jeszcze sobie poćwicz. I powiem to jeszcze raz: odkryj i rozwiń w sobie miłość do muzyki i tego, co robisz. Niech to będzie zawsze twoją motywacją.

Rozmawiała: Emilia Benedykcińska
Foto: Archiwum artysty