10 lat Magazynu Perkusista!

Dodano: 08.01.2019

We wrześniu 2008 roku w warszawskim wydawnictwie AVT zapadła decyzja, że prężnie rozwijający się magazyn Gitarzysta będzie miał „brata” w postaci magazynu, skierowanego do perkusistów. Żeby nie kombinować, nazwa miała być prosta – „Perkusista”, a termin wydania pierwszego numeru przewidziany był na listopad 2008 roku.

Spójrzmy… Rok 2008. Nie wygląda jakoś specjalnie odlegle, prawda? Mimo, że minęło już przecież całe 10 lat, to jakoś nie czuć tej skali. O tym, jak świat się zmienił przez ten czas, można przekonać się dopiero, gdy sięgniemy pamięcią i przypomnimy sobie, jak wyglądała scena perkusyjna.

ROK 2008

W tym czasie na rynku istniały już dwa magazyny o tematyce perkusyjnej. Pierwszym był pionier prasy stricte bębniarskiej magazyn Perqsja, drugim zaś spadkobierca legendarnego periodyku Gitara i Bas plus Bębny, czyli magazyn Top Drummer pod wodzą doskonałego muzyka Jacka Pelca. Czasami gościmy Jacka na naszych łamach z bardzo ciekawymi artykułami. Innymi słowy – przez krótką chwilę na polskim rynku istniały aż trzy czasopisma perkusyjne! Tyle samo, co na wielkim niemieckim rynku. Z tą różnicą, że u nas środowisko perkusyjne tak naprawdę raczkowało i próbowało się uniezależnić od reszty działu muzycznego.

Miło wspominamy Avant Drum Session. Władek Suława prezentuje pierwsze modele Czarciego Kopyta.

Funkcjonował już prężnie sklep DrumCenter, który organizował warsztaty takiej rangi jak te Virgila Donatiego. Od dwóch lat działały Avant i DrumStore, które powoli się rozwijały. Szczególnie ten pierwszy zapisał się w historii cyklicznymi, bardzo sympatycznymi imprezami Avant Drum Session, pamięta ktoś? Perkusiści zaopatrywali się jeszcze aktywnie w sklepach Riff, gdzie wiele fajnych akcji organizował Paweł Kuhn, czy też w poznańskim Music Store, który miał, jak na owe czasy, świetny dział perkusyjny, kierowany przez bardzo kreatywnego Wojtka Hołysza. Wraz z odejściem obu panów znaczenie sklepów wśród perkusistów zaczęło słabnąć. Nie było Pro Drum i Śląskiego Centrum Perkusyjnego, które razem z DrumCenter stanowią obecnie absolutną czołówkę w tej części Europy.

Wreszcie Internet, obecnie jedno z najważniejszych źródeł informacji. A jak to wyglądało 10 lat temu? YouTube funkcjonował, ale zasób filmów był jeszcze ograniczony, chociaż można było już korzystać z ciekawych lekcji, głównie zza oceanu. U nas panował Furman i jego Funny Drum Lessons…. No cóż. Problemem wciąż było nagrywanie w dobrej jakości. Nie mieliśmy dostępu do przyzwoitych kamer w jeszcze przyzwoitszych cenach. Ci, którzy zaczynali swoją aktywność w tym okresie, rozbijali bank i tworzyli kanały, które śledziły i wciąż śledzą setki tysięcy widzów z całego świata. Teraz wybicie się w świecie perkusji z nowym kanałem perkusyjnym na taką skalę, jak to zrobiła – nie ukrywajmy – bardzo przeciętna Meytal Cohen jest wręcz niemożliwe (nawet Drumeo nie dobiło jeszcze do jej wyniku!). Co ciekawe, nikt wtedy jeszcze nie zarabiał z publikowania filmów na tym serwisie. O czymś takim, jak media społecznościowe, nikt nie miał zielonego pojęcia, ponieważ zwrot ten w zasadzie u nas nie funkcjonował. Facebook miał ledwo stworzone polskie amatorskie tłumaczenie, a na świecie rządził bardzo statyczny serwis Myspace. W Polsce mogliśmy pogadać ze starymi znajomymi, znalezionymi na Naszej Klasie, poprzez komunikator Gadu-Gadu.

Polskie strony perkusyjne nie powalały jakością, ale były chętnie odwiedzane i świadczyły o wielkim głodzie interakcji wśród bębniarzy. Sami często wspominamy w redakcji pierwsze wywiady, jakie ukazały się w sieci. Jak chociażby wciąż dostępny wywiad z Docentem na stronie perkusja.rockmetal.pl z 2002 roku!

Skoro nie mieliśmy mediów społecznościowych z grupami na skalę Polish Drummers, to gdzie perkusiści wymieniali się uwagami? Oczywiście fora internetowe. Tutaj należy przypomnieć sobie dwa najważniejsze, nieistniejące już perkusjaonline.pl oraz perkusja.org, które jeszcze się tli. W tamtym czasie były to główne miejsca wymiany uwag, sporów, kupna-sprzedaży sprzętu itd. Prawdziwe okno na świat. A tam największymi hitami były kolejne edycje festiwalu Modern Drummer, gdzie występowały gwiazdy bębnów, jak i zupełnie młodzi perkusiści, którzy mieli się stać gwiazdami w przyszłości, ponieważ festiwal był wielką bramą do kariery.

A co działo się z muzykami? Mało kto słyszał o Bennym Grebie, który wybił się w 2010 roku właśnie po festiwalu Modern Drummer. Czy ktoś wiedział, kim jest Anika Nilles? Mike Portnoy wciąż nagrywał z Dream Theater i był rok po płycie Systematic Chaos, a w Slipknot zasuwał do góry nogami Joey Jordison. Żył jeszcze Louie Bellson, który należał do Wielkiej Trójki bębniarzy w kompanii z Buddym Richem i Genem Krupą. Lars Ulrich za to bez zmian! A w Polsce? Daray nie był jeszcze w zespole Hunter, a w Vader za bębnami siedział Pavulon.

W kwestii sprzętu warto przypomnieć o targach Music Media, które miały swoją edycję w Krakowie i były ostatnimi godnie reprezentowanymi przez świat bębnów. Od tego czasu nie było żadnych spotkań perkusyjnych w Polsce, które zgromadziłyby taką ilość sprzętu różnych firm, jak wówczas podczas Music Media. Obecnie najpopularniejszy dystrybutor sprzętu perkusyjnego w Polsce, czyli firma Meinl Distribution nie działała na naszym rynku. Meinl Cymbals miała firma GBM, a bębny Tama legendarny, trójmiejski Interton, który tak na marginesie z firmy posiadającej największe marki na rynku spadł do rangi drobnego handlarza gitarami akustycznymi i klasycznymi. W tym okresie dużą popularnością cieszyły się w Polsce talerze brazylijskiej firmy Orion, a rynek szturmem zdobywała Amedia. Ich sukces związany był oczywiście z niską ceną i bardzo przyzwoitą jakością brzmienia, szczególnie u Amedii. Teraz w zasadzie co sklep to inny „Turek”. Jeżeli chodzi o zestawy perkusyjne, niepodzielnie rządził Mapex (ze starym logo), dystrybuowany przez Music Info, który wprowadzał na rynek zestaw Meridian (!). Tu także największą rolę odegrał stosunek jakości do ceny, a przy tym siła polskiego dystrybutora. To nie mogło się nie udać.

Powoli jednak polscy perkusiści zaczęli się rozglądać za bębnami z półki premium i za chwilę jak z procy wyskoczył DW Drums, stając się – o dziwo – najpopularniejszą marką perkusyjną w niezbyt bogatej Polsce. Był to efekt kolosalnej pracy dystrybutora, którego posądzano wręcz o opłacanie testów w Perkusiście! W ofercie DW mieliśmy także 3 Drumsticks. Były to komplety, składające się nie – tradycyjnie – z dwóch, a trzech naprawdę niezłych pałek. Wśród talerzy Sabian chwalił się szklistą serią APX, której dziś już chyba nikt nie pamięta. Zildjian chwalił się poszerzeniem wprowadzonej dwa lata wcześniej serii K Custom Hybrid, które wydają się, że są w katalogu od zawsze. Jeżeli chodzi o polskich producentów to często przewijała się nazwa solidnej pracowni Bertrand. Wśród pałek chciał namieszać producent o nazwie Sebasticks, ale nie bardzo wiedział, jak sobie poradzić na rynku. Silną pozycję miała za to firma Osca, wydawało się, że będzie liderem rynku na długie lata z bardzo przyzwoitymi pałkami, którymi grali m.in. Piotrek Pniak czy Robert Luty. W 2018 roku firma funkcjonuje już bardziej jako miłe wspomnienie. Za to w tamtym czasie rodziła się firma, którą możemy się chwalić dziś na całym świecie – Czarcie Kopyto.

W takich okolicznościach powstawało nowe polskie czasopismo perkusyjne.

NOWE CZASOPISMO

Na samym początku magazyn miał być grubym dwumiesięcznikiem z załączoną płytą i plakatem. Wsparciem merytorycznym dla zbieranego stopniowo grona redakcyjnego miał być rewelacyjny brytyjski magazyn Rhythm i materiały źródłowe do wykorzystania. Była to bardzo ważna pomoc z racji świetnej jakości Rhythmu i dostępu do znacznie większej ilości artystów światowego formatu.

Kolejnym silnym punktem była płyta DVD, na której miały znajdować się materiały edukacyjne i wszelkiej maści prezentacje. Wreszcie plakat, który pojawił się jako ostatni punkt w całej rozpisce pierwszego numeru. Twórcy wyszli z założenia, że gitarzyści mogą grać w zasadzie wszędzie, za to perkusiści potrzebują przestrzeni, żeby rozstawić swój zestaw, a tym samym potrzebują rodzaju salek, ćwiczeniówek, kanciap, których ściany można oblepić plakatami perkusyjnych bohaterów.

Spis treści pierwszego numeru Perkusisty, to było stanowczo niezłe wejście.

Opakowany w foliowy woreczek magazyn, plakat i płyta trafiły do sprzedaży w listopadzie 2008 roku. Pierwsze reakcje były w ogromnej większości pozytywne, ale widać było, że trzeba włożyć jeszcze bardzo dużo pracy w całość.

DO PRZODU

Pierwsze numery magazynu miały załączoną płytę, na której główną rolę odgrywał Tomasz Łosowski z serią swoich warsztatów. Wspólnie z artykułami z serii Raport o Stanie Polskiego Bębnienia były to dwa najważniejsze filary pierwszych edycji magazynu. Raporty były olbrzymimi wywiadami z uznanymi polskimi bębniarzami. Na pierwszy ogień poszedł Piotr Pniak, później Beata Polak, Inferno, Robert Luty, Ślimak itd. Jednym z najpopularniejszych wywiadów tej serii była rozmowa z Markiem Surzynem (numer 5/11), który absolutnie nie powstrzymywał się przed rzucaniem konkretnymi przykładami niekompetencji w branży muzycznej. Wywiad jest oczywiście dostępny na naszej stronie.

Próbki testów sprzętu nagrywane na płytę w studio NPP.

Płyta miała różną zawartość. Znajdowały się na niej podkłady, warsztaty, relacje oraz próbki dźwiękowe testów. Powoli jednak znaczenie tego nośnika zaczęło maleć i nie było sensu ponoszenia kosztów za coś, co można było sprawniej i łatwej przedstawić w sieci. Ostatecznie opcję załączania jej do magazynu zakończyliśmy wraz z pojawieniem się numeru wrześniowego w 2015. Od tej pory materiały pomocnicze do magazynu zamieszczone są albo na stronie media.avt.pl albo od razu na kanale YouTube Magazynu Perkusista.

Dwustronne plakaty zawsze cieszyły się dużą popularnością.

Numer wakacyjny 2012 roku był ostatnim numerem w formie dwumiesięcznika, chociaż idea numerów wakacyjnych na dwa miesiące pozostała do dziś. Wrzesień 2012 to przeobrażanie Perkusisty w miesięcznik, co wiązało się z lekkim uszczupleniem zawartości, ale zaledwie o 8 stron. Plakat stał się dodatkiem dla naszych wspaniałych prenumeratorów jako bonus za wybranie takiej formy zakupu magazynu.

Ważną rolę odgrywały i wciąż odgrywają konkursy. Takiej ilości sprzętu perkusyjnego nie rozdał w Polsce nigdy nikt! Formy konkursów były różne i czasami specjalnie wybierano opcję kartek pocztowych celem wyselekcjonowania tych, którym naprawdę zależy na nagrodzie, a nie siedząc przed komputerem ze ściekającym majonezem z kanapki kliknie sobie w konkursie, aby wygrać nagrodę, którą zaraz wystawi na aukcji. Przy okazji uprzedzamy, że takie praktyki będą stosowane częściej. Więcej konkursów dla prenumeratorów i więcej konkursów, gdzie będzie się liczyć aktywność.

Zestaw lekcji przy współpracy ze wspaniałym kanałem Drummers From Hell.

Pojawiły się też numery specjalne. Był to naturalny proces transformacji numerów tematycznych. Pierwszym numerem tematycznym był 2/2011, gdzie było podsumowanie plebiscytu na najbardziej inspirującego polskiego perkusistę (wygrał Ślimak, drugi był Michał Dąbrówka, a trzeci Jurek Piotrowski). Ale numerem z tematem z prawdziwego zdarzenia był chwilę potem wakacyjny 2011 pt. „Bębnić i zarabiać”. Przez lata pojawiały się różne tematy, niektóre dość brawurowe (np. „Osobowości Polskiego Rynku Perkusyjnego” 6/2016), ale zawsze utrzymane w normalnej konwencji magazynu.

Zmiana nastąpiła w styczniu 2017 i było to mocne uderzenie – „101 najważniejszych polskich perkusistów wszech czasów”. Magazyn był grubszy i zawierał tylko tę listę, bez stałych rubryk.

Kolejny był numer wakacyjny, który w redakcji uznajemy za jeden z najlepszych numerów Perkusisty w historii i jednocześnie – nieskromnie – za jedną z ciekawszych publikacji perkusyjnych w Polsce w ogóle. „Najważniejsze wydarzenia w historii bębnów” to gruby zbiór niesamowitych ciekawostek, w większości niezbędnych informacji dla każdego sympatyka perkusji. Wiele informacji tam zawartych nie jest do zdobycia w Internecie.

 

Numer 1/2018 to hołd dla wszystkich perkusistów, czyli podkreślenie widowiskowości perkusji, był to też – jak do tej pory – najgrubszy numer Perkusisty. Dodajmy, że skrzętnie zakosił nam jeden egzemplarz Lars Ulrich, a sam magazyn bardzo chętnie był przeglądany przez niemal każdego podczas targów NAMM Show.

Regularne wizyty na targach Musikmesse. Jedne z pierwszych na jakich byliśmy, a tam Billy Cobham i (jeszcze) Igorek Falecki.

Targi NAMM to także stały punkt w naszym kalendarzu. Pamiętny konkurs, kto ukrywa się za magazynem. Poznajecie?

Targi Musik Messe i NAMM były regularnym punktem odwiedzin redakcji magazynu. Na tych pierwszych Perkusista był 10 razy, a na NAMM 9. We wcześniejszych numerach na płytach były przedstawiane relacje video z obu imprez.

Nasza pierwsza wizyta w fabryce perkusyjnej. Wyjazd do Tajlandii do fabryki Tycoon. Z przygodami…

Skoro o wizytach mowa, to pierwszą fabryką, jaką odwiedziliśmy był tajski producent perkusjonaliów Tycoon, który w 2008 roku był dystrybuowany przez firmę Gewa. Ponadto byliśmy w fabrykach: Paiste, Istanbul Agop, Meinl Cymbals, DW Drums, Remo, Tama Drums, Zildjian, Sonor Drums, a lista wciąż się powiększa.

Widok o jakim marzy wielu perkusistów. Przywitanie w fabryce Zildjian

Przez 10 lat patronowaliśmy olbrzymiej ilości imprez i zdawaliśmy relację z setek wydarzeń nie tylko w Polsce. Zawsze były to szczere opinie, pozbawione często zbędnej poprawności politycznej, przez co czasami nie każdemu one pasowały. Tak też jest z naszymi recenzjami płyt, które są jedynymi na rynku skoncentrowanymi na rolę perkusisty w zespole.

Meinl Festival w Warszawie był największą perkusyjną imprezą w historii polskich bębnów. Przyłożyliśmy się znacząco do tego sukcesu.

OKŁADKI Z PRZYGODAMI

Pierwszą okładką, na której gościliśmy perkusistkę, był numer z Beatą Polak. Zresztą – z drobnym wyjątkiem – cały numer wypełniony był wspaniałymi bębniącymi kobietami. Dlatego też pokusiliśmy się o drobną korektę nazwy na okładce. Tego typu działań było bardzo dużo.

Mieliśmy łańcuchowe logo z Genem Hoglanem oraz puchate ze Zwierzakiem z Muppetów. Ten temat był zresztą bardzo trudny, ponieważ właścicielem praw do wizerunku Zwierzaka, jak i wszystkich Muppetów, jest „drobna amerykańska firemka” o nazwie Disney i to z nimi trzeba było ustalić wszystkie warunki. Najbardziej uciążliwe było jednak to, że trzeba było to załatwić z samym głównym biurem w USA poprzez korespondencję listowną, zawierającą podpisane grube umowy. Dodatkowe zgody wymagane były jeszcze przy dwóch okładkach, które ukazały się stosunkowo niedawno.

Najpierw management zespołu Metallica dokładnie wypytał, jak będzie wyglądać wykorzystanie słynnej czcionki zespołu w logo Perkusisty. To także była korespondencja z biurem amerykańskim, na szczęście wystarczyło to zrobić drogą mailową. Sam Lars, wspominany tu już kilkukrotnie, powiedział, że w razie czego zrobi tak, że nikt nie będzie sprawiał problemów.

Drugi przypadek, bardzo podobny, był z Nicko McBrainem. W numerze wrześniowym 2018 tak samo zastosowaliśmy słynny font Iron Maiden w naszym logo, o co musieliśmy zapytać management zespołu. Nicko powiedział podczas rozmowy, że zgoda jest wydana tu i teraz, więc jak chcę to mogę pisać do ich biura, ale nie mamy się czym przejmować.

Jedną z najdziwniejszych okładek była ta z Ianem Paicem z Deep Purple, która została wykonana w bardzo steampunkowym stylu, do takiego stopnia, że ciężko odczytać niektóre napisy. Miało to podkreślić 40 rocznicę wydania legendarnej płyty Machine Head. Pomijając numery z tematami specjalnymi, jak ten o zarabianiu, solówkach, momentach, perkusistach niedocenianych, na jednej okładce pojawił się solo muzyk, który nie jest perkusistą.

Był to numer poświęcony perkusistom Michaela Jacksona. Rewelacyjne zdjęcie dodało magazynowi wiele ognia i energii.

Najbardziej kontrowersyjną okładką była bez wątpienia ta z trójką naszych perkusistów, specjalizujących się w ekstremalnym metalu – Daray, Inferno i Pavulon. Podczas sesji zdjęciowej Inferno w pewnym momencie zapozował z wystającym „fuckiem” i powiedział: „A zróbmy wszyscy tak…”. Początkowo pomysł potraktowany był jako żart i zdjęcie miało wejść do środka, ale ostateczny efekt był tak dobry, że zdecydowaliśmy się dać to na okładkę. Numer robił furorę podczas targów NAMM. Amerykanie ze zdziwieniem i podziwem patrzyli na pierwszą stronę magazynu. Zgodnie twierdzili, że coś takiego nie przeszłoby w ich wolnym kraju i środkowe palce muzyków musiałyby być rozmazane. Nie mogli pojąć, że w Polsce taka forma wypowiedzi artystycznej jest dopuszczalna. Przedstawialiśmy im to w takim świetle, mimo, że do redakcji spłynęły opinie kilku zbulwersowanych osób, które zbyt dosłownie przyjęły to zdjęcie.

Ciekawa jest też historia okładki z Virgilem Donati. W zasadzie zdjęcie i sama okładka były już gotowe, ale muzyk podesłał nam jeszcze paczkę zdjęć, jakie zrobił sobie dzień wcześniej na plaży w Venice. Jedna fotka idealnie nadawała się do tego, żeby przerobić Virgila na „człowieka witruwiańskiego”. Autorem słynnej grafiki jest Leonardo Da Vinci, co świetnie nam pasowało do nowatorskiego podejścia do gry Virgila. Żeby uzupełnić cały koncept, czcionka, jaka jest wykorzystana do prezentacji muzyka, wykonana jest z oryginalnych liter pisma Leonardo.

Okładkę z Michałem Dąbrówką, Czarkiem Konradem i Tomkiem Łosowskim redakcja wspomina bardzo miło. Pomijając już sam aspekt takich gigantów perkusji, była to dobrze zrealizowana sesja.

Ciekawa była też sesja do okładki o sekcji rytmicznej z maja 2014 roku. Wykorzystaliśmy prostą grę słów, a w rolę modelki, która w fachowym uniformie dokonuje autopsji naciągu Remo, wcieliła się… nasza pani od marketingu.

Interesująca jest okładka z Drumeo, na której światowy gigant medialny w świecie bębnów Jared Falk z Drumeo przegląda Perkusistę. Jared od razu podłapał pomysł.

Kilka pomysłów nie wypaliło, jak chociażby Tico Torres, który miał być zaprezentowany na tle swoich obrazów. Management zespołu, zresztą bardzo pomocny, stwierdził jednak, że ludzie nie zrozumieją, o co chodzi. Cóż, Amerykanie zmierzyli Polaków swoją miarą, podczas gdy my byliśmy przekonani, że fani złapią, o co chodzi. Dlatego Tico jest taki samotny na tej okładce.

Słynna fotka Michała Dąbrówki, która była rozpatrywana jako okładka, oczywiście za zgodą artysty.

Najciekawszy jest jednak pomysł na jeden ze starszych magazynów, chodzi tu dokładnie o styczniowy numer z 2010 roku i Michała Dąbrówkę. Michał dostarczył kilka zdjęć i szczególnie jedno było bardzo ciekawe. Muzyk ucharakteryzowany jest na nim na kloszarda. Redakcja w porozumieniu z Michałem postanowiła spróbować zrobić taką właśnie okładkę, ale jednak pomysł upadł, bo brakowało jeszcze odwagi i śmiałości w szeregach Perkusisty.

Okładką, która wspominana jest bardzo mile, jest ta z kwietnia 2016 roku z Mikem Portnoyem i polskim szalikiem. Zdjęcie zostało zrobione w warszawskim klubie Progresja przed koncertem Winery Dogs. O ile klub gości świetnych muzyków to jego pomieszczenia nie są najlepszymi do robienia sesji. Aleksander Ikaniewicz jednak poradził sobie wyśmienicie i wszystkie zdjęcia, jakie wykonał, powstały w niecałą minutę!

PO CO DRUK?

Jest to częste pytanie, ale tak, jak częściej zaczęło ono padać ostatnimi czasy, tak samo częściej zaczęły się pojawiać prośby o recenzje, relacje i przede wszystkim wywiady w drukowanej wersji! Nadmiar materiałów w Internecie powoduje zmniejszoną szansę na wyróżnienie się z tłumu, a drukowany magazyn nie jest czymś, co tworzy się łatwo, no i przede wszystkim jest to kosztowne przedsięwzięcie. W związku z tym zamieszczanie materiałów w cyklicznym czasopiśmie ma stanowić duże wyróżnienie. Jest to wielka odpowiedzialność, bo trzymając się tego kursu zmuszeni jesteśmy baczniej uważać na to, co mamy zamieścić w kolejnym numerze.

Mike Portnoy przed swoim ostatnim koncertem z Dream Theater w Polsce.

Idąc z duchem czasu zawęziliśmy grono możliwych materiałów do druku, ograniczając się do tych, które uznajemy za wyjątkowe i istotne do przedstawienia w takiej formie. Przecież idiotyzmem byłoby robienie prostych newsów, które w sieci potrafią zginąć po kilku godzinach. Resztę materiałów pozostawiliśmy naszym miejscom online, gdzie przecież też aktywnie uczestniczymy. Ale i tam mimo wszystko staramy się być przedłużeniem ideologii magazynu i trzymać poziom zarówno merytoryczny, jak wizerunkowy. Z dala od polityki i bezproduktywnych sporów. Na te potrzeby stworzyliśmy chociażby #PerkusistaPoleca.

Drumfest stał się naszym drugim domem. Festiwal w 2010 roku i koncert laureata konkursu z 2009 roku. Poznajecie?

Paradoksalnie zmniejszony rynek magazynów drukowanych podnosi rangę wszystkich tych, które dbają o zawartość, podnoszą swoją jakość i działają w oparciu o to, co niesie Internet. Przez 10 lat rynek w Polsce rozwinął się znacząco, w czym także i my mamy trochę udziału. Razem z nami narodziło się kilka nowych osobistości rynku, pojawili się nowi dystrybutorzy, rozwinęli się utalentowani perkusiści. Na naszych oczach dochodziło też do bolesnych upadków i wielkich katastrof. To było pracowite 10 lat i jeszcze pracowitsze zapowiada się 10 kolejnych.

Serdecznie pozdrawiamy – redakcja magazynu Perkusista