stdClass Object
(
    [id] => 4198
    [categories_id] => 2002
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 0
    [ulubionykiosk_id] => 3392
    [users_last_edit_id] => 770
    [assets_id] => 
    [name] => Pablo Music Djembe
    [alias] => pablo-music-djembe
    [introtext] => 

Bęben djembe, który dofrunął do „Perkusjonisty” z podlubelskiej wsi, gdzie znajduje się kultowa dla polskiego bębniarstwa pracownia Pablo Pawła i Mikołaja Myczkowskich, ma średnicę zaledwie 20 cm, ale z kielicha po slapach leci ogień... To nie jest zabawka!

[fulltext] =>

Kto z nas nie przerabiał zabawkowych bębnów djembe? Takich „na start”, żeby zobaczyć, czy ten instrument nas w ogóle interesuje. Prywatnie, po latach bębnienia, uważam, że to jednak błąd kupować takie „zabawki”, bo lepiej jest kupić solidny, duży bęben djembe, by poznać pełnię możliwości tego instrumentu niż mały i bardzo tani bębenek djembe, który traci dużo na wartości. Znam przypadki, że po porzuceniu słomianej pasji robi w domu za kwietnik.

Kiedy zamawiałem u Mikołaja Myczkowskiego instrument, trafiłem na taki moment, że miał w pracowni tylko średniej wielkości korpusy. Oczywiście, natychmiast zacząłem wybrzydzać: „ – Łeeee... 20 cm średnica... To za mały... Mój kot jeszcze nie gra na djembe...”. „ – Ale Wojtek, te jawory mają takie kielichy, że przy koziej skórze leci z nich naprawdę ogień!” – przekonywał. A że nigdy mnie nie oszukał – zamówiłem. W ciemno. No i z myślą o was, o czym dalej...

Kurier wnosząc karton wielki, jak po kuchence gazowej, nie omieszkał zgryźliwie skomentować: „– Co, znów pan żonie kupił jakiś bęben, co?”. Po zignorowaniu zazdrosnego marudy i dokopaniu się do instrumentu przez warstwę zabezpieczeń, djembe było gotowe do grania. A że akurat kurier zawitał do mnie do redakcji Angory, instrument błyskawicznie zwołał 80 procent zainteresowanej solóweczką załogi. Zwołał to dobre określenie, bo wcześniej testowany bęben djembe od Pablo miał średnicę membrany 26,5 cm, a ten jedynie 20 i choć jest o 1/3 mniejszy, wybrzmiewa łudząco podobnie do mojego instrumentu.

Zabawka nie dałaby rady zwołać ludzi, więc Mikołaj nie kłamał. O ile w biurowcu z kielicha jaworowego „średniaka” leciały tylko iskierki, żeby redaktora naczelnego za bardzo nie zdenerwować, tak w mojej starej XIX-wiecznej hali fabrycznej, gdzie hałasuję (ile fabryka dała) po godzinach, pozwoliłem sobie na więcej szaleństw łapami i... był ogień. A że i starszy brat od Pablo z tego samego drzewa był pod ręką, miałem okazję poddać rewizji swoje poglądy na temat wielkości bębnów względem ich możliwości brzmieniowych.

O ile, rzecz jasna, wygodniej pracowało mi się dłońmi na moim bębnie djembe – tym większych rozmiarów, tak średniak – mimo 20 cm membrany, mniejszego kielicha i węższej oraz krótszej nogi – nie odstawał brzmieniowo przy dźwięku slap. Bas oczywiście był krótszy, ale też minimalnie płytszy niż w dużym bębnie djembe. W istocie jedyną uciążliwością pierwszego kwadransa pracy z nowym instrumentem, było oswojenie się z zauważalnie mniejszą membraną. Inaczej trzeba było pracować dłońmi, bez ryzyka karykaturalnej formy wybrzmiewania, bo i takie w życiu na własne oczy widziałem.

Brzmieniowo ci dwaj jaworowi bracia byli bardzo spójni. Średniak z uwagi na to, że nie wyrósł zbyt wysoko, sprawiał mi trochę problemów podczas grania w pozycji siedzącej. Noga bębna po prostu nie pozwalała na to, by kielich znalazł się na pożądanej wysokości. Szukałem go gdzieś między kolanami. Dlatego rekomenduję wam od razu zainwestować w szeleczki do zawieszenia bębna na plecach, bo gra się wówczas wybornie. O ile starszy brat to pospolity, jaworowy kloc i ciężko go dłużej utrzymać na plecach, tak testowane djembe jest lekkie i bardzo przyjemnie grało mi się na nim, gdy wisiał na szelkach. Jawor to rodzaj klonu, a więc drewna, które ma doskonałe właściwości akustyczne i jest twarde.

Instrument ten będzie solidnym i trwałym narzędziem do pracy i rozrywki. Jak wspomniałem, pracownia Pablo szykując dla was instrument, wyposażyła go w naciąg z koziej skóry. Napina go 20 oplotów (na obręczach i pionach) ze sprawdzonego sznura poliestrowego o grubości 5 mm. Instrument wytworzony został z jednego pnia, a następnie solidnie i – co ważne – estetycznie zaimpregnowany bezbarwnym olejem do drewna. Obręcze, mocujące naciąg, zostały odlane ze stali nierdzewnej.

Podsumowując, jaworowy bęben djembe średniej wielkości, to niepozornie wyglądający, lecz bardzo poważnie brzmiący instrument, który dostarczy dużo radości podczas amatorskiego jammowania. Pod okiem dobrego akustyka sprawdzi się także w zastosowaniu profesjonalnym.

Tekst i fot. Wojtek Andrzejewski

[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2020-02-07 10:07:57 [date_created] => 2020-02-06 13:46:53 [date_publish] => 2020-02-07 09:46:53 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => [firmId] => [firmAlias] => [firmWww] => [categoryTitle] => Perkusjonalia [link] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia/4198-pablo-music-djembe [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/perkusjonalia )

Pablo Music Djembe

Dodano: 07.02.2020
Rodzaj sprzętu: Perkusjonalia
Wojtek Andrzejewski

Bęben djembe, który dofrunął do „Perkusjonisty” z podlubelskiej wsi, gdzie znajduje się kultowa dla polskiego bębniarstwa pracownia Pablo Pawła i Mikołaja Myczkowskich, ma średnicę zaledwie 20 cm, ale z kielicha po slapach leci ogień... To nie jest zabawka!

Kto z nas nie przerabiał zabawkowych bębnów djembe? Takich „na start”, żeby zobaczyć, czy ten instrument nas w ogóle interesuje. Prywatnie, po latach bębnienia, uważam, że to jednak błąd kupować takie „zabawki”, bo lepiej jest kupić solidny, duży bęben djembe, by poznać pełnię możliwości tego instrumentu niż mały i bardzo tani bębenek djembe, który traci dużo na wartości. Znam przypadki, że po porzuceniu słomianej pasji robi w domu za kwietnik.

Kiedy zamawiałem u Mikołaja Myczkowskiego instrument, trafiłem na taki moment, że miał w pracowni tylko średniej wielkości korpusy. Oczywiście, natychmiast zacząłem wybrzydzać: „ – Łeeee... 20 cm średnica... To za mały... Mój kot jeszcze nie gra na djembe...”. „ – Ale Wojtek, te jawory mają takie kielichy, że przy koziej skórze leci z nich naprawdę ogień!” – przekonywał. A że nigdy mnie nie oszukał – zamówiłem. W ciemno. No i z myślą o was, o czym dalej...

Kurier wnosząc karton wielki, jak po kuchence gazowej, nie omieszkał zgryźliwie skomentować: „– Co, znów pan żonie kupił jakiś bęben, co?”. Po zignorowaniu zazdrosnego marudy i dokopaniu się do instrumentu przez warstwę zabezpieczeń, djembe było gotowe do grania. A że akurat kurier zawitał do mnie do redakcji Angory, instrument błyskawicznie zwołał 80 procent zainteresowanej solóweczką załogi. Zwołał to dobre określenie, bo wcześniej testowany bęben djembe od Pablo miał średnicę membrany 26,5 cm, a ten jedynie 20 i choć jest o 1/3 mniejszy, wybrzmiewa łudząco podobnie do mojego instrumentu.

Zabawka nie dałaby rady zwołać ludzi, więc Mikołaj nie kłamał. O ile w biurowcu z kielicha jaworowego „średniaka” leciały tylko iskierki, żeby redaktora naczelnego za bardzo nie zdenerwować, tak w mojej starej XIX-wiecznej hali fabrycznej, gdzie hałasuję (ile fabryka dała) po godzinach, pozwoliłem sobie na więcej szaleństw łapami i... był ogień. A że i starszy brat od Pablo z tego samego drzewa był pod ręką, miałem okazję poddać rewizji swoje poglądy na temat wielkości bębnów względem ich możliwości brzmieniowych.

O ile, rzecz jasna, wygodniej pracowało mi się dłońmi na moim bębnie djembe – tym większych rozmiarów, tak średniak – mimo 20 cm membrany, mniejszego kielicha i węższej oraz krótszej nogi – nie odstawał brzmieniowo przy dźwięku slap. Bas oczywiście był krótszy, ale też minimalnie płytszy niż w dużym bębnie djembe. W istocie jedyną uciążliwością pierwszego kwadransa pracy z nowym instrumentem, było oswojenie się z zauważalnie mniejszą membraną. Inaczej trzeba było pracować dłońmi, bez ryzyka karykaturalnej formy wybrzmiewania, bo i takie w życiu na własne oczy widziałem.

Brzmieniowo ci dwaj jaworowi bracia byli bardzo spójni. Średniak z uwagi na to, że nie wyrósł zbyt wysoko, sprawiał mi trochę problemów podczas grania w pozycji siedzącej. Noga bębna po prostu nie pozwalała na to, by kielich znalazł się na pożądanej wysokości. Szukałem go gdzieś między kolanami. Dlatego rekomenduję wam od razu zainwestować w szeleczki do zawieszenia bębna na plecach, bo gra się wówczas wybornie. O ile starszy brat to pospolity, jaworowy kloc i ciężko go dłużej utrzymać na plecach, tak testowane djembe jest lekkie i bardzo przyjemnie grało mi się na nim, gdy wisiał na szelkach. Jawor to rodzaj klonu, a więc drewna, które ma doskonałe właściwości akustyczne i jest twarde.

Instrument ten będzie solidnym i trwałym narzędziem do pracy i rozrywki. Jak wspomniałem, pracownia Pablo szykując dla was instrument, wyposażyła go w naciąg z koziej skóry. Napina go 20 oplotów (na obręczach i pionach) ze sprawdzonego sznura poliestrowego o grubości 5 mm. Instrument wytworzony został z jednego pnia, a następnie solidnie i – co ważne – estetycznie zaimpregnowany bezbarwnym olejem do drewna. Obręcze, mocujące naciąg, zostały odlane ze stali nierdzewnej.

Podsumowując, jaworowy bęben djembe średniej wielkości, to niepozornie wyglądający, lecz bardzo poważnie brzmiący instrument, który dostarczy dużo radości podczas amatorskiego jammowania. Pod okiem dobrego akustyka sprawdzi się także w zastosowaniu profesjonalnym.

Tekst i fot. Wojtek Andrzejewski