Paweł Ostrowski

Dodano: 30.08.2018

Nie mamy ich dużo na naszym rynku, dlatego każda polskojęzyczna publikacja edukacyjna przykuwa mocno naszą uwagę. Tym razem mamy pozycję, która podchodzi bardziej naukowo do kwestii ćwiczeń na bębnach. O tym wszystkim dokładnie opowie autor, doskonale znany wszystkim czytelnikom Perkusisty – Paweł Ostrowski.

Paweł przez wiele lat współpracował z naszym magazynem, obecnie działa w portalu Infodrum.pl. Jego działanie zawsze opierało się o precyzyjne rozpoznanie terenu, na jakim operuje i dokładne przygotowanie do postawionego wyzwania. Efekty tego słychać w grze, bardzo przemyślanej, gdzie widać, jak dużo pracy muzyk poświęcił na szlifowanie poszczególnych aspektów gry. Innymi słowy jest to perkusista, który jak najbardziej posiada kompetencje do tego, by swoim nazwiskiem podpisywać perkusyjne wydawnictwo edukacyjne. Nauczać próbuje teraz wielu, często z mizernym skutkiem, o zorganizowanym materiale już nawet nie wspominając. Zacznijmy naszą rozmowę właśnie od tej kwestii.

Perkusista: O wydaniu szkoły myślałeś już jakiś czas, nie mylę się? To dość odważny krok.

Paweł Ostrowski: Dobrze, że o to pytasz. Przez wiele lat myślałem, że jestem niegodny, że nie wypada, czy wręcz nie powinienem nawet myśleć o wydaniu szkoły, w końcu jest tylu wybitnych wirtuozów. No, ale przychodzi taki moment z wiekiem, że przestajesz się przejmować tym, co powiedzą inni, ale zaczynasz iść drogą, którą czujesz, robiąc to, co uważasz za stosowne – najlepiej, jak umiesz. I wtedy jesteś najbardziej autentyczny zamiast próbować sztucznie dopasować się pod publiczkę. Poza tym wiele z tego, co robisz, zaczyna wreszcie układać się w spójną całość. Książka właściwie powstała przez przypadek, a wydanie własnej szkoły pozostawało długo w sferze marzeń. Nie do końca wierzyłem w zasadność szkoły papierowej w dzisiejszych czasach, ale wydawnictwo Absonic bardzo ucieszyło się, gdy zapoznano nas ze sobą.

Jaka jest geneza tego wydawnictwa edukacyjnego?

Osobiście uczę grać na bębnach od dobrych kilkunastu lat, a sam jestem dla siebie najtrudniejszym przypadkiem – ucznia i trenera w jednym. Ostatnie 3 lata to był bardzo intensywny czas w poszukiwaniu konkretnego systemu treningowego, który nie tylko daje wiedzę, ale przede wszystkim zachęca do ćwiczenia. Setki godzin spędzonych na planowaniu systemu nauki, na rozpisywaniu w sumie tysięcy ćwiczeń, na dopasowywaniu poziomu trudności materiału do stopnia zaawansowania ucznia, czy wreszcie na wstępnej realizacji projektu lekcji video… Filmowe nagrania zaplanowanych lekcji w końcu nie doszły do skutku, ale wypadkową tej pracy stała się moja książka właśnie – Kompletny Trening. To zebranie w całość materiału, nad którym pracowałem długo. Praca nad książką też nie była łatwa. Trzeba było zebrać wszystko razem i skondensować do najbardziej przydatnych treści. Całość prac nad książką od momentu pomysłu jej napisania do chwili wydania zajęła dokładnie rok.

Grać czy nauczać? Oto jest pytanie.

Chociaż często jestem postrzegany jako edukator, udzielając się wcześniej w Perkusiście, a teraz w portalu InfoDrum, to jednak zdecydowanie czuję się przede wszystkim praktykiem bębnów, czyli od zawsze po prostu lubiłem grać z ludźmi. Scena to dla mnie naturalne środowisko, jak pustynia dla wielbłąda, więc takie były moje początki. Nigdy nie czułem bębnów jako instrument solowy, w pełni kompletny, a ćwiczenie było dla mnie po prostu drogą do tego, by nauczyć się tego, co potrzebuję zagrać z zespołem niż sztuką samą w sobie. Dlatego też nie umiałbym ćwiczyć czegoś, co byłoby dla mnie nieprzydatne, może też dlatego nigdy nie nauczyłem się żonglować pałkami, grać blasty czy używać rąk i nóg w zawrotnie szybkich tempach. Oczywiście bardzo doceniam tego typu umiejętności, ale po prostu czułem, że mam inną drogę, a i tak od zawsze było nad czym pracować i nadal jest. Przekonałem się, że z wiekiem wcale nie słabną marzenia, przeciwnie – jesteśmy bardziej zdeterminowani, by je realizować

Podsumowując, przyjemność z samego grania muzyki jest dla mnie absolutnie najważniejsza, ale jako w dużej mierze samouk, czuję od lat potrzebę, by wspierać swą praktykę teorią. A ponieważ lubię mieć porządek przynajmniej w głowie, więc nawet nasze wspólne lekcje, jak sam dobrze wiesz, wolałem opakować w osobne szufladki – lekcje „Ghostbusters” dotyczyły grania ghostów, „Kobiety do garów” opisywały zagadnienia teoretyczne, związane z graniem, „Kobiety przy garach” uczyły, jak lepiej groove’ić, a cykl „Pod Lupą” to praca na coverach. Oprócz tego moje własne projekty, jak „Do Rytmu”, podnoszący precyzję grania czy „Graj Lepiej” – mentalny trening muzyka… Sporo tego było i trochę pewnie jeszcze będzie, bo nie ma się co oszukiwać – granie na bębnach to sport interdyscyplinarny! Ale dzięki temu to nam się nigdy nie znudzi.

Opisz swoimi słowami Kompletny Trening, ciekawe, na co zwrócisz uwagę (śmiech).

To zbiór najważniejszych umiejętności muzycznych, które trenujemy po to, aby stawać się dobrymi perkusistami. Aby trening rzeczywiście był kompletny, pracujemy nie tylko nad techniką gry, ale także nad własnym zdrowiem, kondycją fizyczną, nad rozwojem muzykalności, emocjami itd. Główną ideą było stworzenie systemu treningowego, ułatwiającego pracę i zachęcającego do ćwiczeń. Tak, jak trening sportowy składa się z pewnych etapów, tak i moje lekcje zawarte w książce skonstruowałem w oparciu o konkretne części modułowe. Zachętą jest nie tylko odpowiednia budowa lekcji, konkretny plan pracy i dosyć czytelny system poszerzania wiedzy, ale też nagrania, których w mojej szkole jest nieprzyzwoicie dużo.

Przede wszystkim nagrałem wszystkie ćwiczenia ze szkoły (ponad 600 ćwiczeń), poza tym zbudowałem ćwiczenia rytmiczno-melodyczne do trenowania precyzji gry, rytmiki i koordynacji (ćwiczenie do prostych motywów melodycznych jest mimo wszystko przyjemniejsze niż granie do samego klika). Kolejnym udogodnieniem są groovy basowe, nagrane przez basistę Karola Kozłowskiego. Kilkuminutowy groove z dodanym instrumentem harmonicznym pozwala trenować podziały, zawarte w każdej lekcji. Zbudowałem też kilka rodzajów metronomu, wspomagającego efekty ćwiczenia – metronom „muzyczny” z wgranymi akordami, aby ćwiczyło się bardziej muzycznie i metronom z pauzami różnej długości – do ćwiczenia wyczucia rytmu i stabilności time’owej. Materiał audio dostępny jest na załączonej do książki płycie CD w formie plików mp3. Jest tego całkiem sporo, bo ponad 7 godzin nagrań mp3 na samej płycie + materiał, który się nie zmieścił na płycie i jest do ściągnięcia z mojej strony pawelostrowski.pl.

Do kogo skierowana jest ta szkoła? Do jakich perkusistów? Zaawansowanych, początkujących?

Szkołę tworzyłem z myślą o tych, którzy chcą zacząć, ale jest na tyle uniwersalna, by każdy (lub prawie każdy) znalazł w niej coś dla siebie. Obszerny wstęp teoretyczny wprowadza młodego adepta w świat perkusji krok po kroku. Część teoretyczna, bogata w podstawową wiedzę współczesnego perkusisty, zilustrowana została dużą ilością zdjęć, które ułatwiają czytelne przyswajanie informacji. Sercem szkoły jest oczywiście część praktyczna, obfita w ćwiczenia, zilustrowana nagraniami i zapisem nutowym. Nie jest to szkoła dla perkusistów, ceniących sobie jedynie efektowne sztuczki za zestawem. Szczerze mówiąc, nie znam się na „sztuczkach”, bo nigdy nie były mi potrzebne. Za to efektywne granie to coś, co daje nie tylko masę frajdy, ale także na poziomie zawodowym daje nam muzykom po prostu – chleb.

Jak długo pracowałeś nad opracowaniem materiału? Czy szybko pojawiła się konkretna wizja?

Wizja, jak wspomniałem, wyklarowała się sama jako wypadkowa moich działań praktycznych aktywnego perkusisty, utrzymującego się od lat z muzyki. Wszedłem w edukację tak bardziej na poważnie około 3 lata temu, gdy zacząłem systematyzować swoją wiedzę, pracując nad stworzeniem najbardziej efektywnego i przyjemnego zarazem systemu rozwijania umiejętności perkusyjnych. Oczywiście jako nauczyciel i uczeń w jednym, cały czas kompletuję swój trening, ale myślę, że przeorałem tematy związane z edukacją na tyle wnikliwie, by z pełną odpowiedzialnością dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem w temacie lekcji perkusji. Z drugiej strony wciąż zauważam, jak wiele nauki jeszcze przede mną, ile jeszcze nie potrafię zagrać, choćbym chciał, a to daje niezbędny napęd i pokorę.

Co sprawiło ci największy problem, jeżeli chodzi o zawartość merytoryczną?

Ograniczenie do niezbędnego minimum treści, skondensowanie wiedzy i podanie jej w formie gotowych – spójnych ze sobą – porcji ćwiczeń. Szkoła zawiera 44 lekcje treningowe, a poza tym 10 lekcji funkcyjnych. Starałem się nie tylko zachować spójność i logiczną konsekwencję każdej lekcji, ale zależało mi także na tym, by poszczególne lekcje były ze sobą powiązane i wynikały w pewien sposób z siebie, dopełniały się treścią i swoją użytecznością. Do tego trzeba było starannie rozplanować wzrastający stopień trudności – tak, żeby w jak najprostszy sposób przekazać to, co proste, ale także te trudniejsze technicznie treści.

A co było technicznym problemem wydania?

Problemów było co niemiara. Tak naprawdę cała treść była gotowa już latem 2017 roku. Kolejne kilka miesięcy zajęło nam redagowanie szkoły – począwszy od wielokrotnej korekty tekstu, wyłapywania błędów, edycji zdjęć, kilkukrotnego projektu wersji okładki, po przygotowanie zapisu nutowego i jego edycję (jak obliczyłem, sporządzenie samych tylko nut ilustrujących każde ćwiczenie zajęło mi około 26 godzin! Mimo, że zdobyłem już wcześniej dużą sprawność edycyjną..). Kolejnym sposobem na pozbycie się kilku tygodni z życiorysu było przygotowanie materiału dźwiękowego – nagranie wszystkich ćwiczeń, sporządzenie podkładów rytmicznych, basowych, metronomów… Jeśli cierpisz na chroniczną nudę i nadmiar wolnego czasu mam dla ciebie rozwiązanie – zacznij pisać książkę… W zasadzie pracując nad tą szkołą podjąłem się pracy o każdej porze doby i w wielu skrajnych warunkach środowiskowych i atmosferycznych. Zdarzało się, że ustawiałem budzik na 3 w nocy, bo wtedy nikt mi nie przeszkadzał… Montowanie nagrań w busie, jadąc na „dżoba” to był standard, pisanie nut lub robienie jakichś opisów w przerwach pomiędzy setami, granymi na imprezach firmowych, to była codzienność. Można by tak wyliczać w nieskończoność. Najtrudniejsze jednak było nieustanne poprawianie samego siebie. Samo już czytanie własnych wypocin bywa niełatwe, a wielokrotne poprawianie i szukanie najlepszej wersji… to dopiero sztuka pracy nad sobą i swoją wytrwałością!

Jako pomysłodawca i autor szkoły musiałem oczywiście większość prac wykonać sam. Bardzo pomocni okazali się także ludzie, bez których nie poradziłbym sobie ze wszystkim: Piotr Marchewka zaprojektował okładkę, Magda Marcula i Bartosz Maz zrobili piękne zdjęcia, które uzupełniłem kilkoma swoimi zdjęciami (ciekawostką jest to, że zdjęcia, na których siedzę za kilkoma różnymi zestawami w dziale „Ewolucja zestawu perkusyjnego” zrobiłem sobie sam). Nieoceniona w pracy nad szkołą była pomoc wydawnictwa, które złożyło całość do kupy i czujnie wyłapywało każdy błąd lub niedopatrzenie. Krótko mówiąc – jest mnóstwo pracy, którą musisz wykonać, ale i masę ludzi dookoła, bez których sobie nie poradzisz.

Wydawnictwo Absonic, znane w świecie muzycznym. Jak wyglądało poszukiwanie wydawcy?

Właściwie nie szukałem wydawcy. Tak, jak i nie myślałem, by napisać książkę. Pomysł narodził się spontanicznie, chyba nawet przy kilku lampkach wina, gdy kolega, redaktor naczelny Infogitara.pl Krzysztof Błaś spytał mnie pewnego wieczoru, dlaczego nie chcę napisać książki. Skontaktował mnie z wydawnictwem Absonic, które jak się okazało wyczekiwało od dawna jakiegoś śmiałka, chcącego napisać szkołę na perkusję. A później to było już po prostu za późno, by się wycofać (śmiech).

Jak wygląda twoja styczność z innymi szkołami perkusyjnymi – książkowymi i DVD? Które polecasz, co uznajesz za wzór, a co cię rozczarowało?

Mam specyficzne podejście do życia. Oczywiście zawsze dostrzegam plusy i minusy, ale nauczyłem się czegoś bardzo cennego życiowo – zamiast rozpamiętywać to, co złe i wylewać swoje pretensje, lepiej szukać tych dobrych stron i wykorzystać je najlepiej, jak się da. To bardzo budująca postawa – zarówno wobec ludzi, z którymi pracujesz, sprzętu, który dostajesz do testu, bliskich, którymi się otaczasz, czy wreszcie wszelkich materiałów edukacyjnych, koncertów, pokazów, w których bierzesz udział itd. Ponieważ żyję bębnami od ponad dwudziestu lat, wiele szkół zrobiło na mnie wrażenie – tak, jak na wielu z nas.

Są też i takie, które traktuję wyłącznie jako efektowny popis prowadzącego, z którego nie wynikają żadne korzyści dla obserwatora. Szybko wymazuję jednak takie tytuły z pamięci… Pamiętamy początki edukacyjne w naszym kraju. Szkoła Jurka Piotrowskiego, którą wszyscy kochamy do dziś. Nie pamiętam już dokładnie treści szkoły, bo minęły wieki, ale do dziś pobrzmiewa mi w głowie solo Jurka i pierwsze słowa szkoły, nagrane na dołączonej do niej kasecie. Kolejna przełomowa pozycja, którą pamiętam do dziś, to młodziutki Łosiu w swoich szkołach na kasetach video – światowe granie! W międzyczasie poznałem Jurka Łabę, autora kolejnej szkoły na perkusję, który też mocno mnie ukształtował muzycznie (i nauczył dystansu do samego siebie). Pamiętam świetną szkołę Piotra Pniaka… Oczywiście na arenie światowej zafascynowanie szkołami Dave Weckla, Dennisa Chambersa, zjechałem kasety video, oglądając je dziesiątki razy. Bardzo ceniłem sobie szkoły Omara Hakima, Steve Gadda… Pat Petrillo pokazał mi przed laty, co znaczy umieć grać na werblu itd. Można by tak jeszcze wymieniać wiele niesamowitych produkcji – Benny Greb i jego otwierające głowę myślenie o budowie podziałów i przejść, kompendium techniczne Jojo Mayera, wspaniała wirtuozeria Chrisa Colemana …

Natomiast często miałem takie poczucie, że oglądam coś, co totalnie mnie nakręca, ale ten zachwyt po jakimś czasie mijał, a ja czułem, że nie robię żadnych postępów. Właściwie z perspektywy czasu oceniam te mniej efektowne szkoły jako bardziej efektywne w moim osobistym rozwoju. Teraz właściwie tak sobie uświadamiam, że bardziej nawet wpłynęły na mój sposób myślenia i rozwój techniki nie szkoły video / dvd, ale szkoły książkowe takie, jak: „Linear Time Playing” Gary Chaffee, „Advanced Concepts” Kima Plainfielda, „Stick Control” George Lawrence’a, „Rhythm and drumming demystified” Dave Dicenso i jeszcze kilka innych, które skrywam w swym perkusyjnym sejfie. Szkoła papierowa jest trochę jak nowe bębny – początkowo wielu ćwiczeń nie rozumiemy, nie czujemy, z czasem dopiero zaczynają nabierać sensu, docierać się i rozgrywać w naszych dłoniach. Tak, jak drewno nowego instrumentu nabiera szlachetności po latach.

Jak będzie wyglądać dalsze „życie” twojej szkoły?

Mam dość mocno poukładane w głowie to, co chciałbym jeszcze zrealizować edukacyjnie, chociaż liczę, że jeszcze w życiu na coś wpadnę, o czym teraz nie mam pojęcia… Jeśli chodzi o szkołę „Kompletny Trening”, być może podejmę się realizacji filmowej. Planuję też cykl warsztatów, choć na razie trudno mówić o szczegółach, jestem na etapie rozmów z partnerami i sklepami muzycznymi. Warsztaty będą promować oczywiście moją książkę, ale także kompleksowe podejście do nauki gry na bębnach ze szczególnym uwzględnieniem roli sportu w treningu perkusyjnym. Tak, jak wspomniałem na końcu mojej książki, materiał treningowy to „pakiet ogólny”, mający zastosowanie w niemal każdym gatunku z wyłączeniem tych ekstremalnych, których nie czuję, ale mam już gotową koncepcję na drugą, odmienną szkołę – w której dla odmiany uczymy się konkretnych gatunków muzycznych i pracujemy na konkretnych stylistykach. W każdym razie jest to dalszy etap moich działań, podobnie, jak bardziej ogólny projekt DrumTrener, nad którym pracuję od kilku lat, więc chętnie opowiem o tym za jakiś czas, gdy jeszcze mnie zaprosisz na strony Magazynu.

Naczelny już zaciera ręce, wiadomo dlaczego (śmiech). Słowo na koniec?

Życzę czytelnikom owocnej pracy z moją szkołą „Kompletny Trening”. Poświęciłem jej nie tylko sporo pięknych dni i nocy z życia, ale czuję, że wlałem w jej treść solidny kawałek siebie, więc cytując klasyka polskiej kinematografii: „Trzymać w okładce, nie giąć, nie niszczyć… i przez lata będzie służyć!”.

Materiał przygotowali: Artur Baran i Maciej Nowak
Zdjęcia pochodzą z książki "Szkoła na Perkusję – Kompletny Trening"