Gretsch Vinnie Colaiuta

Dodano: 09.05.2018
Rodzaj sprzętu: Werble
Dostarczył: GRETSCH DRUMS

Jeden z najlepszych perkusistów w historii sygnuje swoim nazwiskiem dwa werble. Współpracując z prawdziwym maniakiem werbli – Tomkiem Łosowskim, postanowiliśmy przyjrzeć się bliżej tym dwóm instrumentom. Niby wiadomo, czego się można spodziewać, ale…

Mamy przed sobą dwa werble. Są to instrumenty o wymiarach 14”x5” i 12”x4”, czyli niezbyt potężne gabarytowo. Zanim przekażemy głos naszemu testerowi, kilka suchych technicznych faktów. Oba werble to 6 warstw drewna maple/gum, obręcze typu Die Cast, plakieta sygnatury. Większy ma podwójne ścięte krawędzie pod kątem 45 stopni, 8 lugów i maszynkę Lightning Throw Off. Mniejszy ma 6 lugów, krawędzie ścięte pod kątem 30 stopni i maszynkę Micro Sensitive Throw Off.

Jakie wnioski z użytkowania wyciągnął Tomek Łosowski? Oddajemy mu głos.

PUNKT ODNIESIENIA

„W ostatnim czasie przyszły do mnie – a raczej przypłynęły – dwa werble Gretsch USA Custom, sygnowane przez wielkiego mistrza zakonu perkusistów Vinniego Colaiutę. Vinnie z przerwami był zawsze w „mocy Gretsch’a”. Wspomnę, że na ostatnich targach NAMM zaprezentowano jego legendarny „żółty zestaw” z czasów, kiedy zaczynał swoją zawodową karierę z Frankiem Zappą. Natomiast całkiem niedawno firma stworzyła dla niego bębny w wykończeniu niebieskim – ze względu na pewien artystyczny koncept, związany z koncertami Stinga i Petera Gabriela. Ja w swojej kolekcji posiadam już jeden werbel Vinniego z 2002 roku. Sprowadziłem go kiedyś z Anglii. Dopiero po sprowadzeniu i przyjrzeniu się bliżej stwierdziłem, że werbel ma nazwę – jest to tzw. „Millenium” Snare Drum na 75 rocznicę wprowadzenia serii USA Custom.

14” x 5”, klon/ gum. Wykończenie – naturalny, drewniany kolor w wersji satin. Ten werbel brzmi naprawdę fenomenalnie. Ma kilka świetnych cech, takich, jak strzał, „chrupkość” (brak nadmiernego gongowania, brzydkich przydźwięków). Ma w sobie ten „sos”, o którym magazyn Perkusista czasami wspomina przy okazji testów różnego fajnego sprzętu. Producent twierdzi, że Vinnie wybierał ten model do nagrań studyjnych w 9 na 10 przypadków. Co ciekawe – korpus jest celowo dwa razy grubszy niż w standardowym USA Custom. Myślę, że ten czynnik może mieć znaczenie w ostatecznym rozrachunku (w aspekcie brzmieniowym). Wielu ludzi zwracało uwagę na ten werbel (kiedy używałem go na różnych sesjach czy koncertach).

 

WERBEL 14” x 5”

Ciekawy byłem wobec tego, jak zaprezentuje się nowa odsłona werbla Vinniego 14” x 5”. Od strony wizualnej od razu rzucił się w oczy niebieski kolor. Dla wielu może będzie atutem, mnie on się niezbyt fajnie kojarzy. Pamiętam, jak byłem mały i łaziłem po zomowcach, stały tam przerdzewiałe komunistyczne samochody – Nysa, Żuk, garbata Warszawa… Większość tych wozów była właśnie w tym kolorze (he he), ale już dobrze, nie będę się czepiał, bo jeszcze pomyślicie, że jakaś żyłka uciska mi mózg.

Obręcze odlewane, tabliczka z podpisem Vinniego, słynna gretschowska maszynka do sprężyn. Korpus to tradycyjnie klon/gum, ale o wiele cieńszy niż w starszej wersji. 45 stopni – kąt „ścięcia” korpusu. Od razu nastroiłem werbel i zacząłem grać. Jest czuły, dość otwarty w brzmieniu. Dla porównania nastroiłem moją starszą wersję. Sporo czasu je testowałem, zamieniając raz jeden, raz drugi. Mój jest bardziej skupiony, suchy i ma potężniejszy strzał. Myślę, że to może być sprawa grubszego korpusu, choć głowy nie dam. Są to niewątpliwie dwa różne instrumenty. I wiadomo, że jest to też kwestia gustu. Ja wybieram mój stary werbel, komuś może bardziej podobać się nowy…

WERBEL 12” x 4”

Natomiast miła niespodzianka to mniejsza odsłona nowego werbla Vinniego – czyli piccolo 12” x 4”. Fenomenalny werbelek! Lubię rozmiar 12”, bo jest on ciekawym dopełnieniem dla 14”. Mając dwa werble o takich rozmiarach można je nastroić tak, że jest fajna różnica pomiędzy nimi w wysokości brzmienia. Werbelek ten ma świetny strzał i chrupkość. Ta chrupkość w brzmieniu to zapewne robota tzw „gum”, czyli eukaliptusa pomiędzy warstwami klonu – jest to odwieczna procedura Gretscha. Jedyną niedoskonałością jest maszynka (której może jeszcze nie rozgryzłem) – jak spuszczam sprężyny, jej ustawienie, póki co nie pozwala mi osiągnąć brzmienia pozbawionego sprężyn (słychać je trochę mimo wszystko). Dla kogoś, kto lubi używać werbla bez sprężyn – może mieć to znaczenie.

PODSUMOWUJĄC

Wszystkie te werble to niewątpliwie instrumenty wysokiej klasy. Czy warto je mieć? Trzeba wybierać – posłuchać, porównywać. Mamy przecież własne uszy (a nie czyjeś komentarze!). Mamy rozum, no i musimy rozważyć stan naszego konta. Cena nie jest mała, ale to jest Chopin! Przepraszam, Gretsch!”.

PODSUMOWANIE

Słowa Tomka można zweryfikować z materiałem video, który ukazał się na kanale YouTube magazynu Perkusista.

 

Wracając do naszego słowa wstępu do niniejszej prezentacji, wiadomo, że Gretsch i Vinnie Colaiuta to miks, który musi trzymać wysoki poziom. Gretsch jest legendą, Vinnie również i nie ma mowy, żeby podano nam jakiś bubel. Z drugiej strony nie jest to gwarant instrumentu idealnego, uniwersalnego dla każdego. Ale to dobrze, bo Gretsch jest fabryką, która ma dostarczać rozwiązania jedyne w swoim rodzaju, a i Vinnie nie jest przecież perkusistą jakich wielu.

Instrument dostarczył dystrybutor: Gewa Drums (pl.gewamusic.com)