stdClass Object
(
    [id] => 2530
    [categories_id] => 1979
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 152
    [ulubionykiosk_id] => 0
    [users_last_edit_id] => 768
    [assets_id] => 
    [name] => Roland HPD-20
    [alias] => roland-hpd-20
    [introtext] => 

Najnowszy HandSonic HPD-20 od Rolanda dostępny od 1 września. Zapraszamy na krótką prezentację sprzętu japońskich mistrzów.

[fulltext] =>

Roland - czy to się komuś podoba, czy nie - jest królem perkusyjnego sprzętu elektronicznego. Różnorodność i innowacyjność, a także jakość i klasa sprzętu znana jest wielu perkusistom. Po kolejnych odsłonach bębnów serii V-Drums przyszedł czas na odświeżenie tematu instrumentów perkusyjnych. Wcześniejsze instrumenty HPD-10 i HPD-15 doczekały się wreszcie swojego następcy. Przyznam szczerze, że uważałem to za kwestię czasu, kiedy "ręczne" bębny zostaną odświeżone po tym, jak w pięknej nowej odsłonie pojawił się świetny SPD-SX.

BUDOWA


Podobnie, jak SPD-SX, tak samo nasz HPD- 20 przyjął bardziej drapieżny wygląd w postaci czarnej obudowy. Swoim wyglądem zbliżony jest do HPD-10, jednak nasza nowość wygląda masywniej mimo, że waży mniej, bo 2,5 kilo (2,9kg HPD-10) i wbrew swoim gabarytom (311mmx404mmx102mm) jest wygodna w transporcie. Zamontowanie na statywie wymaga oddzielnej wkładki mocującej, ponieważ pad nie ma w sobie żadnych gwintów, pasujących do statywów.

Elementy grające umieszczone są w dwóch miejscach. Jest to pad główny - uderzeniowy, składający się z 5 stref głównych i 8 stref "palców", drugim miejscem jest kontroler D-Beam. Rim padu ma szary kolor, podobnie jak przyciski. Na środku wyraźny wyświetlacz. Z tyłu mamy cały arsenał możliwości podłączeń. Port USB celem zapisania swoich ustawień i załadowania instrumentów użytkownika, port komputerowy, dzięki któremu możemy nagrywać nasze kompozycje jako audio lub w midi. Dalej mamy tradycyjnie port midi, mix in - celem podłączenia innych urządzeń, z którymi możemy grać, output - byśmy mogli podłączyć się np. do jakiejś "paczki" i na koniec wejście słuchawkowe.

Sprzęt nie posiada wbudowanych głośników. Ciekawie jest w dolnym rzędzie, ponieważ możemy podłączyć interesujące dodatki. Footswitch pomagający nam w kontroli, trig in czyli możliwość podłączenia np. stopki lub triggery oraz hh Carl czyli opcja podłączenia hi-hatu. Jak widzicie, możliwości jest od groma, przez co możemy mieć sprzęt, dysponujący olbrzymim arsenałem funkcjonalności, a biorąc pod uwagę bank brzmień stworzymy jednoosobową sekcję perkusyjną.

OPCJE


Instrument ma pełną gamę funkcji, możliwości dopasowania i modulowania brzmień i innych bajerów. Możliwości HPD-20 są w tej kwestii kolosalne i dostosowanie brzmienia danego padu zależą od naszego zaangażowania, ponieważ kwestie wysokości, przestrzeni, czułości, głośności, a nawet ustawienia banków zestawów w potrzebnej dla nas kolejności (15 łańcuchów o 50 ogniwach) są w pełni dostępne. Pamiętajmy też o wspomnianych wcześniej możliwościach podpięcia zewnętrznych urządzeń i dodatkowych instrumentów, bo wtedy okazuje się, jak szerokie są nasze możliwości. Wszystko to mamy w pełni sterowane i kontrolowane w opcji menu urządzenia, więc nie ma tu możliwości, by coś pozostało pod dyktando odgórnie narzuconych standardów. Możemy operować wśród domyślnych 200 zestawów perkusyjnych lub, jak kto woli, między 850 pojedynczych brzmień. To dużo. Zważywszy na to, że HPD ma koncentrować się na instrumentach perkusyjnych (conga, djembe, cajon itd.). Dodając do tego opcję regulacji barw… mamy zabawę na baaardzo długo. Opcja D-Beam (mówiąc krótko, machamy w powietrzu ręką i wywołujemy dźwięk), znana już z wcześniejszych wersji, także ma pełne opcje ustawień. Opcje 3 systemów multiefektów (25 typów) na pierwszy rzut oka mogą się wydawać nieco zawiłe, ale jest to wywołane po prostu ich różnorodnością. Tak samo 10 typów ambience z możliwością przypasowania do każdego padu.

GRA


HPD-20, jak każdy instrument, celem pełnego korzystania ze swoich funkcji wymaga oswojenia. Gdy opanujemy płynne poruszanie się, mamy do dyspozycji fenomenalny instrument! Gra na nim jest bardzo wygodna i przejrzysta. Wykorzystanie efektów czasu rzeczywistego, super funkcji D-Beam (nasz ulubiony bajer), a także poruszanie się po menu urządzenia odbywa się w sposób niezwykle prosty, wręcz intuicyjny. Faktem jest jednak, że instrument jest bardziej skierowany w stronę muzyków praworęcznych ze względu na rozplanowanie przycisków kontroli. Mankamentem jest nieco zakamuflowana opcja włączania metronomu (Shift + Quick Rec). Pady reagują żywo i "myślą" podczas gry. Nie są to zupełnie odseparowane od siebie strefy uderzeń. Naciśnięcie jednego padu powoduje zmianę brzmienia sąsiadującego, podobnie każdy pad sam w sobie ma strefy uderzenia, powodując jeszcze większe złudzenie akustycznego instrumentu. Dodatkowa funkcja "rolli" rozszerza nam możliwości poza to, co możemy uzyskać na akustycznym instrumencie.

PODSUMOWANIE


Przeanalizowanie dokładnie każdej opcji instrumentu zajęłoby ostatecznie kilkadziesiąt stron. Szczególnie w momencie, gdy podłączamy się do urządzeń zewnętrznych. Zwłaszcza kontrolerów. Najważniejsze w korzystaniu z HPD-20 będzie nasze zaangażowanie i chęć pracowania nad brzmieniem. Wydaje się, że to był główny cel konstruktorów, którzy darowali sobie rzeczy pokroju "trening". Nawet opcja szybkiego nagrywania jest okrojona do podstawowej formy tak, jakby pracownicy Roland wiedzieli, że każdy, kto będzie działał z tym instrumentem, skorzysta z możliwości rozszerzeń i podłączeń. W porównaniu z wcześniejszymi modelami, zarówno 10, jak i 15, nasz HPD-20 wydaje się być znacznie dojrzalszym instrumentem, skierowanym do świadomych użytkowników, ponieważ tylko tacy będą potrafi li w pełni wykorzystać możliwości instrumentu. Te znów opierają się głównie na modulacji brzmień i dostosowania ustawień do jak najbliższej oryginałom symulacji instrumentów. Trudno tu mówić o jakimś rewolucyjnym sprzęcie. Jest to raczej bardzo mądre wyciągnięcie wniosków z poprzedników, którzy mieli w sobie więcej tego pierwiastka infantylności. Tu zabawa się skończyła i jest konkret.

Dostarczył: Roland Polska (www.rolandpolska.pl)

Test ukazał się w numerze wrzesień 2013

[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2018-01-29 14:09:23 [date_created] => 2013-12-17 08:42:18 [date_publish] => 2013-12-17 08:42:18 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => ROLAND [firmId] => 152 [firmAlias] => roland [firmWww] => http://www.roland.com [categoryTitle] => Z prądem [link] => /sprzet/testy-sprzetu/z-pradem/2530-roland-hpd-20 [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/z-pradem )

Roland HPD-20

Dodano: 17.12.2013
Rodzaj sprzętu: Z prądem
Dostarczył: ROLAND

Najnowszy HandSonic HPD-20 od Rolanda dostępny od 1 września. Zapraszamy na krótką prezentację sprzętu japońskich mistrzów.

Roland - czy to się komuś podoba, czy nie - jest królem perkusyjnego sprzętu elektronicznego. Różnorodność i innowacyjność, a także jakość i klasa sprzętu znana jest wielu perkusistom. Po kolejnych odsłonach bębnów serii V-Drums przyszedł czas na odświeżenie tematu instrumentów perkusyjnych. Wcześniejsze instrumenty HPD-10 i HPD-15 doczekały się wreszcie swojego następcy. Przyznam szczerze, że uważałem to za kwestię czasu, kiedy "ręczne" bębny zostaną odświeżone po tym, jak w pięknej nowej odsłonie pojawił się świetny SPD-SX.

BUDOWA


Podobnie, jak SPD-SX, tak samo nasz HPD- 20 przyjął bardziej drapieżny wygląd w postaci czarnej obudowy. Swoim wyglądem zbliżony jest do HPD-10, jednak nasza nowość wygląda masywniej mimo, że waży mniej, bo 2,5 kilo (2,9kg HPD-10) i wbrew swoim gabarytom (311mmx404mmx102mm) jest wygodna w transporcie. Zamontowanie na statywie wymaga oddzielnej wkładki mocującej, ponieważ pad nie ma w sobie żadnych gwintów, pasujących do statywów.

Elementy grające umieszczone są w dwóch miejscach. Jest to pad główny - uderzeniowy, składający się z 5 stref głównych i 8 stref "palców", drugim miejscem jest kontroler D-Beam. Rim padu ma szary kolor, podobnie jak przyciski. Na środku wyraźny wyświetlacz. Z tyłu mamy cały arsenał możliwości podłączeń. Port USB celem zapisania swoich ustawień i załadowania instrumentów użytkownika, port komputerowy, dzięki któremu możemy nagrywać nasze kompozycje jako audio lub w midi. Dalej mamy tradycyjnie port midi, mix in - celem podłączenia innych urządzeń, z którymi możemy grać, output - byśmy mogli podłączyć się np. do jakiejś "paczki" i na koniec wejście słuchawkowe.

Sprzęt nie posiada wbudowanych głośników. Ciekawie jest w dolnym rzędzie, ponieważ możemy podłączyć interesujące dodatki. Footswitch pomagający nam w kontroli, trig in czyli możliwość podłączenia np. stopki lub triggery oraz hh Carl czyli opcja podłączenia hi-hatu. Jak widzicie, możliwości jest od groma, przez co możemy mieć sprzęt, dysponujący olbrzymim arsenałem funkcjonalności, a biorąc pod uwagę bank brzmień stworzymy jednoosobową sekcję perkusyjną.

OPCJE


Instrument ma pełną gamę funkcji, możliwości dopasowania i modulowania brzmień i innych bajerów. Możliwości HPD-20 są w tej kwestii kolosalne i dostosowanie brzmienia danego padu zależą od naszego zaangażowania, ponieważ kwestie wysokości, przestrzeni, czułości, głośności, a nawet ustawienia banków zestawów w potrzebnej dla nas kolejności (15 łańcuchów o 50 ogniwach) są w pełni dostępne. Pamiętajmy też o wspomnianych wcześniej możliwościach podpięcia zewnętrznych urządzeń i dodatkowych instrumentów, bo wtedy okazuje się, jak szerokie są nasze możliwości. Wszystko to mamy w pełni sterowane i kontrolowane w opcji menu urządzenia, więc nie ma tu możliwości, by coś pozostało pod dyktando odgórnie narzuconych standardów. Możemy operować wśród domyślnych 200 zestawów perkusyjnych lub, jak kto woli, między 850 pojedynczych brzmień. To dużo. Zważywszy na to, że HPD ma koncentrować się na instrumentach perkusyjnych (conga, djembe, cajon itd.). Dodając do tego opcję regulacji barw… mamy zabawę na baaardzo długo. Opcja D-Beam (mówiąc krótko, machamy w powietrzu ręką i wywołujemy dźwięk), znana już z wcześniejszych wersji, także ma pełne opcje ustawień. Opcje 3 systemów multiefektów (25 typów) na pierwszy rzut oka mogą się wydawać nieco zawiłe, ale jest to wywołane po prostu ich różnorodnością. Tak samo 10 typów ambience z możliwością przypasowania do każdego padu.

GRA


HPD-20, jak każdy instrument, celem pełnego korzystania ze swoich funkcji wymaga oswojenia. Gdy opanujemy płynne poruszanie się, mamy do dyspozycji fenomenalny instrument! Gra na nim jest bardzo wygodna i przejrzysta. Wykorzystanie efektów czasu rzeczywistego, super funkcji D-Beam (nasz ulubiony bajer), a także poruszanie się po menu urządzenia odbywa się w sposób niezwykle prosty, wręcz intuicyjny. Faktem jest jednak, że instrument jest bardziej skierowany w stronę muzyków praworęcznych ze względu na rozplanowanie przycisków kontroli. Mankamentem jest nieco zakamuflowana opcja włączania metronomu (Shift + Quick Rec). Pady reagują żywo i "myślą" podczas gry. Nie są to zupełnie odseparowane od siebie strefy uderzeń. Naciśnięcie jednego padu powoduje zmianę brzmienia sąsiadującego, podobnie każdy pad sam w sobie ma strefy uderzenia, powodując jeszcze większe złudzenie akustycznego instrumentu. Dodatkowa funkcja "rolli" rozszerza nam możliwości poza to, co możemy uzyskać na akustycznym instrumencie.

PODSUMOWANIE


Przeanalizowanie dokładnie każdej opcji instrumentu zajęłoby ostatecznie kilkadziesiąt stron. Szczególnie w momencie, gdy podłączamy się do urządzeń zewnętrznych. Zwłaszcza kontrolerów. Najważniejsze w korzystaniu z HPD-20 będzie nasze zaangażowanie i chęć pracowania nad brzmieniem. Wydaje się, że to był główny cel konstruktorów, którzy darowali sobie rzeczy pokroju "trening". Nawet opcja szybkiego nagrywania jest okrojona do podstawowej formy tak, jakby pracownicy Roland wiedzieli, że każdy, kto będzie działał z tym instrumentem, skorzysta z możliwości rozszerzeń i podłączeń. W porównaniu z wcześniejszymi modelami, zarówno 10, jak i 15, nasz HPD-20 wydaje się być znacznie dojrzalszym instrumentem, skierowanym do świadomych użytkowników, ponieważ tylko tacy będą potrafi li w pełni wykorzystać możliwości instrumentu. Te znów opierają się głównie na modulacji brzmień i dostosowania ustawień do jak najbliższej oryginałom symulacji instrumentów. Trudno tu mówić o jakimś rewolucyjnym sprzęcie. Jest to raczej bardzo mądre wyciągnięcie wniosków z poprzedników, którzy mieli w sobie więcej tego pierwiastka infantylności. Tu zabawa się skończyła i jest konkret.

Dostarczył: Roland Polska (www.rolandpolska.pl)

Test ukazał się w numerze wrzesień 2013