Co musisz wiedzieć o Jurku Piotrowskim?

Dodano: 14.10.2022
Autor: Staszek Piotrowski, Artur Baran

3 rzeczy, które powodują, że Jerzy „Keta” Piotrowski jest wyjątkową postacią polskiej sceny perkusyjnej.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Fenomenalna gra na bębnach, wielka muzykalność i wspaniała osobowość Jerzego Piotrowskiego stanowczo wystarczą do tego, żeby inspirować. Warto jednak przyjrzeć się bliżej jego zasługom i zrobić małe podsumowanie wyczynów „ponad program”. Ujęliśmy to w trzech punktach, tworząc tym samym swoistą esencję, minimum wiedzy o jednym z najważniejszych polskich perkusistów wszech czasów.

1. Polska perkusja na arenie międzynarodowej w latach 70. Najpierw występy z Czesławem Niemenem, później kariera w SBB, których koncerty nie ograniczały się do terytorium Polski. Zagranicznych występów i odbioru nie powstydziliby się współcześni liderzy polskiego rynku muzycznego. W tym wszystkim Jerzy Piotrowski nie był jedynie muzykiem, który siedział z tyłu i grał swoje partie. Konwencja zespołu, ich muzyka, a przede wszystkim wykonanie, powodowało, że bębny Kety były wyrazistym elementem. Potwierdzeniem jest oferta kontraktu, jaką otrzymał po swoim występie w Monachium w 1972 roku, kiedy to 22-letniemu Jerzemu zaproponowano korzystanie z talerzy Paiste. Był to jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy, w pełni profesjonalny tzw. kontrakt endorserski polskiego bębniarza. Pamiętajmy, że dostępność do zachodniej muzyki była ograniczona. Tym bardziej, jeżeli chodzi o naukę od doświadczonych zachodnich perkusistów. Było to w zasadzie niemożliwe. Wypracowanie na tym gruncie marki jednego z lepszych europejskich bębniarzy blues-rockowych tamtych czasów, jest rzeczą wręcz nieprawdopodobną.

2. Pionier perkusji elektronicznej. Niektórzy twierdzą żartobliwie, że lata 80 były o dwadzieścia lat za wcześnie. Wielki zachwyt nad elektroniką, która nie była ani subtelna, ani specjalnie dopracowana, szczególnie gdy mówimy o muzyce. Specyficzne brzmienie tamtych lat osiągnęło, w niektórych kręgach, status kultowy. Tak też można mówić o ówczesnych produkcjach zespołu Kombi. Mariaż Jerzego z elektronicznymi bębnami Simmonsa nie był sielankowy i oparty na wielkiej miłości. Sławek Łosowski, lider Kombi, był głodny nowinek technicznych, a elektryk Simmonsa robił wtedy wielkie wrażenie, był modny i wciskany w szeroki wachlarz stylów muzycznych. Jerzy Piotrowski po rozstaniu z SBB trafił do Kombi i siłą rzeczy musiał zmierzyć się z tymi plastikowymi, twardymi padami. Kombi wypuszczało hit za hitem, a Jerzy - chcąc nie chcąc - stał się ambasadorem tych instrumentów w Polsce. Nasz kraj był wtedy w koszmarnym kryzysie gospodarczym i profesjonalne instrumenty robiły wrażenie samym wyglądem. Kombi uzbierało kilka ciekawych gratów i wręcz ostentacyjnie prezentowało je publiczności. Doskonałym przykładem jest klip do piosenki „Nie ma zysku”. Już to wystarczyło, by Jerzy dostał oficjalne miano pioniera elektronicznych bębnów w Polsce. Ale to nie wszystko. Status ten przybiła z wielkim hukiem przebitka w „Słodkiego miłego życia”, która stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych perkusyjnych fragmentów w historii polskiej muzyki.

3. Pionier nowoczesnej edukacji. Na początku lat 90 otworzyły się granice. Polacy mogli swobodniej podróżować, a tym samym poznawać kulturę świata. Pojawiało się więcej towarów z krajów zachodnich, ze znacznie silniej rozwiniętymi rynkami fonograficznymi. Zaczęliśmy czerpać pełną garścią, inspirować się i tworzyć własne odpowiedniki. Na rynku pojawiły się wydawnictwa edukacyjne w nowoczesnej formie, które dawały możliwość samodzielnej nauki w domu. Leszek Cichoński stworzył legendarną „Blues-Rock Guitar Workshop”, Andrzej Pluszcz sygnował siostrzaną szkołę „Gitara basowa bez tajemnic”. Bębny nie pozostały osamotnione. „Szkoła na perkusję”, czyli książka i – co najważniejsze – kaseta magnetofonowa, to wydawnictwo, które pierwotnie było zaplanowane na trzy części. Wyszła tylko jedna, ale i tak odniosła kolosalny sukces. Można kręcić nosem i mówić, że faktycznie odniosła, bo była jedyna, ale znów pochodnię dzierżył w ręku Jerzy Piotrowski, który opracował ją bardzo przyzwoicie, jak na tamte czasy i możliwości. W kwestii rozpoczęcia przygody z perkusją, wydawnictwo to było bardzo pomocne. Płynnie wprowadzało w pracę na zestawie perkusyjnym, poruszając podstawowe wątki, które dawały rozpęd do dalszej pracy. Kolosalną siłą była wspomniana kaseta, gdzie Jerzy prezentował wybrane przykłady, a także zademonstrował niezwykle muzyczne i świetnie brzmiące solo. Takiego wydawnictwa w Polsce nigdy nie było. Nie dość, że w atrakcyjnej i zachęcającej formie, to dodatkowo autorem była swoista gwiazda bębnów, autorytet, znany w całym środowisku polskiej muzyki, nie tylko perkusji.

A jakie nagrania i osiągnięcia Jerzego Piotrowskiego najbardziej zainspirowały jego fanów? Pytanie zostawiamy otwarte.


Materiał przygotowali: Staszek Piotrowski i Artur Baran

Quiz – Pieśń o Rolandzie
1 / 12
Na rozgrzewkę – Roland to firma, która została założona w latach 70 w:
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"