Pieprz i Sól II – Maciek Gołyźniak

Pieprz i Sól
Maciek Gołyźniak
Dodano: 13.08.2018

Niby jeden kulinarny przepis, a kilka zupełnie różnych efektów smakowych. Podobnie jest z grą na bębnach. Jeden podział, rytm, a możliwości interpretacji i tworzenia emocji pełne szuflady.

W tym wszystkim zawsze lepiej trzymać się kogoś, kto wie, jak zamieszać chochlą w kotle lub kiedy odpuścić jakieś uderzenie. W niniejszym cyklu Maciek Gołyźniak będzie mieszał niejedną ósemką w garach.

Wiecie, że – gdy do rozbełtanych na jajecznicę jaj – dodać mleko, powstanie omlet? Tzn. nie tak od razu. Po kolei.

Nic się specjalnie od pierwszego odcinka nie zmieniło. Nadal uważam, że to wspominany uprzednio „smak” decyduje o wszystkim. Właściwy dobór składników, metoda prób i błędów, a na koniec ostateczny efekt. Tylko smak – z pozoru – może różnić dwie przygotowane z tego samego przepisu potrawy, bo przygotowało je dwóch całkiem różnych ludzi. Oczywiście sposób serwowania i wszelki entourage pomijam jako oczywisty.

W świecie, w którym nowe technologie przyniosły natychmiastowy i nieskończony dostęp do wiedzy i „przepisów na sukces”, podawanych przez absolutnie wszystkich i we wszystkich dziedzinach życia, łatwo nabrać się na szczególnie suto okraszone (nomen omen) przykłady jej użycia. I rzeczywiście, trzeba mieć sporą świadomość, żeby nie ulec tym, bądź co bądź często spektakularnym perkusyjnym popisom czy wykonaniom. Wszystko ma jednak swoje konsekwencje i dobrze jest nie zapomnieć o zwykłej niestrawności, kiedy to, cytując staropolskie przysłowie „za dużo grzybów w barszczu”.

Sekwencję RLRR LRLL omówiliśmy ostatnio. Dodaliśmy akcentowanie, popracowaliśmy nad artykulacją i instrumentacją. Skorzystamy więc ponownie z tych środków wyrazu, ale przyjrzyjmy się jeszcze raz tej sekwencji. Poszukajmy nowych elementów. Wprowadźmy dwie nuty i przesuńmy sekwencję w obrębie kreski taktowej.

Tak oto otrzymaliśmy podwójny paradiddle, kolejny z podstawowych rudymentów, znanych zapewne każdemu adeptowi perkusyjnej sztuki. Jeśli przyjrzeć się naturalnemu akcentowaniu, jakie wyczuwalne jest natychmiast pod ręką, wyraźnie uwypukla się triolowy feeling. Idźmy za tym feelingiem, ale poszukajmy innego niż kolejne „kozackie” przejście zastosowania. Poszukajmy w tym rudymencie groove’u, idąc za triolowym myśleniem.

1. RLRLRR LRLRLL – RLRLRR LRLRLL

Podobnie, jak w poprzedniej lekcji, spróbujmy poszukać inspiracji w akcentowaniu, grając na początek przykład na samym werblu. Jeśli pattern zaczniemy
od prawej ręki tak, jak podano w zapisie, lewa ręka naturalnie zaakcentuje na werblu główny puls tej sekwencji w metrum 12/8. Zostawmy ten akcent jako
podstawę groove’u, a rozwińmy akcentowanie ręki prawej.

2. R L R L R R L R L R L L – R L R L R R L R L R L L

Inaczej niż poprzednio, zanim zinstrumentujemy tę sekwencję, dołóżmy bęben basowy i hi-hat grany stopą. Od razu, żeby przełamać naturalnie narzucający
się podział sugerujący eleganckiego walczyka, czyli stopą z prawą ręką na „raz” i hi-hatem, zagranym z lewą ręką na „trzy”, wprowadźmy również triolową,
ale ciut bardziej wymagającą figurę, dla czytelności podziału wciąż pozostając z głównym rudymentem na werblu:

Jak zwykle namawiam do pracy w wolnym tempie i dokładnej analizy figury rytmicznej. Zacznijmy zatem szukać na zestawie dźwięków, które mogą tej z pozoru prostej figurze dodać życia. Dla odmiany przenieśmy prawą rękę na talerz ride, a nie na hi-hat, jak poprzednio. Pamiętajmy o artykulacji i ustalonym akcentowaniu, pozwoli to uniknąć „mechanicznego” brzmienia.

Brzmi dość znajomo, prawda? Gdzieś już to słyszeliśmy? Cóż, ustaliliśmy już kiedyś, że rudymenty to nie jedynie manualne wprawki, a odrobina kreatywności może zdziałać cuda. Idźmy więc dalej za ciosem. Co możemy zrobić, mając prawą rękę na ridzie, a przed sobą zestaw? Spróbujmy uruchomić lewą rękę i zostawiając akcent na werblu tam, gdzie dotychczas, pozostałe nuty zorkiestrować na tomach.

Reszta zależy już tylko od kreatywności i sprawności muzyka. Jeden fill tu, drugi tam, może okrasić ten interesujący przykład i pozwolić na stworzenie imponującej partii w jednym z najbardziej wdzięcznych metrum. Od dawna wiadomo bowiem, że „triola królową jest”, toteż poświęćmy jej odpowiednią ilość czasu. Naprawdę warto postudiować największych, bowiem zarówno w rocku, muzyce popularnej oraz przede wszystkim w jazzie, pojawia się ona w pełnej krasie od shuffle po swing.

 

Liczę na to, że pozorna prostota rudymentów nie przysłania wam drzemiących w nich możliwości. Po raz kolejny okazuje się, że podstawowymi środkami wyrazu, wyobraźnią i kreatywnością, można wykrzesać z prostych rzeczy niebanalne rozwiązania. To, co nas odróżnia spośród innych muzyków to wrażliwość i spostrzegawczość, umiejętność słuchania i akompaniowania. Warto zatem zagłębić się w niuanse i może nieco mniej spektakularne środki wyrazu. Nie ma ku temu lepszej metody niż gra z innymi i praca nad sobą. Życzę nam zatem inspirujących kompanów i dużo samozaparcia.

#trzebacwiczyc

Foto: Mela Muszyńska