Pieprz i Sól IV – Maciek Gołyźniak

Pieprz i Sól
Dodano: 19.11.2018

Niby jeden kulinarny przepis, a kilka zupełnie różnych efektów smakowych. Podobnie jest z grą na bębnach. Jeden podział, rytm, a możliwości interpretacji i tworzenia emocji pełne szuflady.

W tym wszystkim zawsze lepiej trzymać się kogoś, kto wie, jak zamieszać chochlą w kotle lub kiedy odpuścić jakieś uderzenie. W niniejszym cyklu Maciek Gołyźniak będzie mieszał niejedną ósemką w garach.

Nie ukrywam, mam pewne nadzieje, że poprzednie nasze spotkania na łamach magazynu potraktowaliście jako zachętę do poszukiwań, ale też i przypomnienie, jak wiele możliwości dają proste rozwiązania. Daleki jestem od podsumowań, bo temat rudymentów w służbie gry na bębnach jest tyleż oczywisty, co właściwie nieskończony. Toteż w temacie pozostaniemy, jednak rozwiniemy ten wielce inspirujący element sztuki perkusyjnej.

Bęben basowy. Stopa. Taktowy. Bohater niestworzonych teorii, anegdot i żartów. Zwykle wielce zaniedbany w kwestii artykulacji i brzmienia. Z racji swoich gabarytów oraz nowoczesnych aparatur, traktowany „dziurą” od frontu, dla upuszczenia powietrza i pozbawienia sustainu. I choć z rozkoszą pochyliłbym się nad tymi teoriami oraz ich twórcami, nie taki jest cel tego cyklu. Być może zostawimy to na inną okoliczność. Tymczasem potraktujmy poważnie możliwości naszych dolnych kończyn.

Jak być może niektórzy z was wiedzą, od kilku lat prowadzę mniej lub bardziej regularnie warsztaty. Często kilkudniowe, pełnoprawne, mówiące o wielu, również technicznych, aspektach gry. Zwykle przybywacie z padem i kompletem pałek. To – jak sądzę – kwestia wygody i logistyki. Jednak, jak się często okazuje „w praniu”, wielu z was bardzo po macoszemu traktuje tak technikę, jak i artykulację na dużym bębnie czy hi-hacie. Być może to wynik wspomnianego już sposobu pracy z nagłośnieniem i mikrofonem, a być może kwestia muzycznych fascynacji, stylów, które was inspirują i muzyków, którzy je uprawiają. Pytanie jednak nasuwa się natychmiast. Jeśli tyle czasu poświęcamy technice rąk, artykulacji, dynamice i szybkości, dlaczego nie pochylić się nad tymi aspektami w przypadku pracy naszych stóp?

To szeroki temat. Mały, niewytłumiony bęben nie polubi zostawiania bijaka na membranie, podobnie z grą z uniesioną piętą. Za to grany z zachowaniem kontroli, odpuszczeniem bijaka tuż po ataku, otworzy przed grającym szeroką paletę środków wyrazu, barwy i koloru, a dynamika pozwoli na kreowanie w obrębie groovu całkiem nowych możliwości. Uwielbiam 18” stopki, ale 24” też nie odpuszczę i najchętniej nie ciąłbym otworu w żadnej z nich.

Żałuję, że nie ma w tym krótkim cyklu miejsca na tematy czysto sonorystyczne, toteż temat zaledwie rozpoczęliśmy, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o kwestiach brzmienia i artykulacji porozmawiać, a właściwie pograć, w kontekście czwartego już odcinka cyklu „Pieprz i Sól”.

Zostajemy przy rudymentach, ale tym razem zatrudnimy do prostej jak zwykle kombinacji paradiddli w sekwencji RLRR LRLL bęben basowy. Wymienimy dialog pomiędzy prawą stopą, czyli bębnem basowym a lewą ręką.

Spróbujmy pochylić się nad artykulacją i wyodrębnić puls, korzystając z naturalnie układającego się pod lewą ręką na werblu 2 i 4. Podkręćmy też nieco tempo.

Partie hi-hatu/ride’a nie zostają zapisane. Pozostawiam je waszej inwencji, jednak szczególnie w początkowym stadium tej pozornie prostej kombinacji, szesnastkowa partia będzie wystarczająca. Warto natomiast pochylić się nad dynamiką i artykulacją. Dokładnie zrealizowana partia może okazać się nie tak prosta, szczególnie, że jej intencją jest zagranie jej zarówno z opuszczoną na pedał piętą, jak i w pozycji z piętą uniesioną. (Heel up/heel down)

Zastosowanie obu technik może z tej i każdej innej partii uczynić znakomite ćwiczenie i tym samym poszerzenie artykulacyjnych możliwości. Może wycinanie otworu w rezonansie nie będzie już jedynym rozwiązaniem?

Jednak pamiętajmy o przysłowiowych „pieprzu i soli”, które to staramy się dodawać do tych podstawowych zagrywek, żeby nabrały charakteru i pozwoliły często „martwe” patterny ożywić prostymi środkami. Namawiam wszystkich do poszukiwania rozwiązań, kreacji i inwencji, a nie jedynie realizacji zapisanych przykładów. Prośby tego typu znajdziecie właściwie w każdej wartościowej pozycji edukacyjnej na rynku. Uczmy się więc od najlepszych, ale poszukujmy swoich dróg.

Co więc, jeśli spojrzymy na zagadnienie niestandardowo? Przesuńmy kreskę taktową w sekwencji RLRR LRLL RLRR LRLL o dwie szesnastki do kolejnej, najbliższej nuty na stopie:

Podobnie, jak w poprzednim przykładzie, bez trudu znajdziecie akcenty, które nadadzą temu rytmowi odpowiedni charakter, dlatego też nie będziemy zapisywać tych, które prezentuję na dołączonym pliku video. Liczę na waszą inwencję i pracowitość.

 

Na koniec dwa słowa o interpretacji i feelingu. Każdy z nas ma swoją niepowtarzalną pulsację, czas, na który składa się wiele aspektów. Inspirują nas różne rzeczy i dalece nieodpowiedzialne byłoby rozstrzyganie, czyje podejście i rozumienie jest właściwsze. Jedno jest jednak pewne – ilość środków wyrazu, dbałość o detale i konsekwentna realizacja sprawdzi się zarówno w dokładnie zrealizowanej partii, jak i w muzyce improwizowanej. To alfabet, dający możliwość, z której możemy skorzystać, taki sam dla wszystkich, a jednak pozwalający na odróżnienie stylu i osobowości muzyka. Zachęcam więc po raz kolejny do poszukiwania. Do niestandardowego spojrzenia na wielokrotnie powtarzane ćwiczenia i zagrywki. Drzemie w nich bowiem całe mnóstwo nowej muzyki. Życzę jej i wam, i sobie.

#trzebacwiczyc

Foto: Mela Muszyńska