Pieprz i Sól VI – Maciek Gołyźniak

Pieprz i Sól
Maciek Gołyźniak
Dodano: 14.01.2019

Niby jeden kulinarny przepis, a kilka zupełnie różnych efektów smakowych. Podobnie jest z grą na bębnach. Jeden podział, rytm, a możliwości interpretacji i tworzenia emocji pełne szuflady.

W tym wszystkim zawsze lepiej trzymać się kogoś, kto wie, jak zamieszać chochlą w kotle lub kiedy odpuścić jakieś uderzenie. W niniejszym cyklu Maciek Gołyźniak będzie mieszał niejedną ósemką w garach.

Nasze spotkania na gościnnych łamach magazynu w cyklu „Pieprz i Sól” dobiegły końca. Trudniejsza to praca niż groovienie w 11/8 i nie na darmo mówią „Obyś cudze dzieci uczył”. Zagadnień tyle, że gdyby tylko czasu wystarczyło, można by z powodzeniem pisać dzień i noc. Nieskończone są możliwości, toteż cały cykl służył jedynie naprowadzeniu was, czytelników, na – mam nadzieję – nowe drogi do osiągania coraz to lepszych efektów w grze. Przedstawiałem wam proste i przydatne sposoby na szersze zastosowanie codziennych prostych rudymentów. Poświęciliśmy uwagę artykulacji, akcentowaniu, używając tych arcyważnych elementów perkusyjnej sztuki do kreatywnego podejścia do zestawu.

W dzisiejszym odcinku uwagę poświęcimy hi-hatowi. Z radością napisałbym małą rozprawkę o poszukiwaniu najlepszego dla brzmienia sposobu montażu górnego talerza i tego, jak wpływa on na brzmienie, ale może innym razem i w innym cyklu. Tymczasem przyjrzyjmy się roli tego instrumentu. Break maszyna to skarbiec brzmień i sposobów wyrazu. Na przemian z blachą, ride stanowi nieodzowny element trzymania time’u, ma jednak nad talerzem tę przewagę, że grać można i ręką, i nogą. Przykłady gry stopą pojawiały się jako środki wyrazu w poprzednich odcinkach. Pochylmy się zatem nad grą rękami. Spróbujmy pomyśleć o partii hi-hatu jak o instrumencie perkusyjnym, jak o dodatku do głównej partii bębnów. Myślę, że po pięciu odcinkach możemy opuścić podstawowy, grany oburącz beat na hi-hacie, choć na jego podstawie zbudujemy naszą zagrywkę. Zacznijmy od razu, od takiego oto patternu, na samym hi-hacie.

Nie da się przeoczyć, że pauzami partia hi-hatu stoi. Ale bez obaw. Ten szesnastkowy rytm potrzebuje jedynie trochę atencji i jak zwykle artykulacyjnego wyczucia, żeby za chwilę stać się motorem napędowym dla waszego beatu. Ponieważ ostatnio rozprawialiśmy się z klasycznym i jakże nośnym „four on the floor”, pozostańmy w tym rytmie. Od razu poprawi się czytelność zagrywki na hi-hacie, szczególnie dla tych, którzy czytają nieco mniej wprawnie.

Oto przykład:

Sytuacja stała się o niebo jaśniejsza. Wszystkie nuty zagrane a przede wszystkim niezagrane, znalazły miejsce w kontekście. Pattern stał się wyraźnie bardziej czytelny, choć wciąż brzmi nieco jak intro. Spróbujmy zatem najprostszego manewru. Prawa ręka na werblu na każde 2 i 4, bez wątpienia napędzi ten bardzo motoryczny rytm.

Myślę, że warto we własnym zakresie sprawdzić różne opcje interpretacji tego rytmu, grając go zarówno naprzemiennie obiema rękami, ale spróbować również, jaki efekt przyniesie próba zagrania obu zapisanych „szesnastek” jedną ręką.

Żeby jeszcze odrobinę wpłynąć na waszą kreatywność, dodajmy jeszcze dwa elementy, które odmienią pulsację tego rytmu. Spróbujmy zaakcentować każdą szesnastkę, jaka w partii hi-hatu znajduje się pod lewą ręką, odpowiednio 4tą, 8smą, 12stą i 16stą.

Zobaczmy, co się wydarzy:

Brzmi bardzo interesująco i choć może wymaga nieco więcej uwagi na początku, warto ją poświęcić na dokładne zrealizowanie partii hi-hatu dla osiągnięcia szczególnej motoryki.

Na koniec pójdźmy nieco w innym kierunku. Do dodania tego elementu zainspirowały mnie – a jakże – warsztaty. Często, kiedy proszę uczestników o zaprezentowanie się na zestawie, spotykam się z klasycznie „wetkniętymi” do rytmu „dwójeczkami” w formie tremola na hi-hacie właśnie. Ornamenty i melizmaty mają jednak to do siebie, że zdobią jedynie wtedy, kiedy są naprawdę dobrze wykonane. Toteż zaaranżujmy je w naszym przykładzie celem podniesienia skali trudności i jako okazję do przećwiczenia „dwójek” w tempie, na nieco innej powierzchni niż membrana werbla. Przy odpowiedniej biegłości będzie z tego spory pożytek i frajda. A żeby było nieco trudniej, podkręćmy tempo.

Oto przykład:

Mam nadzieję, że znajdziecie w hi-hacie sporo interesujących możliwości. To trudny artykulacyjnie element zestawu, ale jego opanowanie, tak przy pomocy rąk, jak i techniki stóp, otwiera absolutnie niezmierzone możliwości przed kreatywnym perkusistą. Wystarczy posłuchać mistrzów gry, którzy posługują się nim z wielką biegłością i świadomością. I niech nie zmyli was styl, który uprawiacie. Budowanie zapasu własnych możliwości to najlepsza droga do ciekawych propozycji współpracy.

Na koniec. Wiele mnie ten cykl nauczył. Bardzo dziękuję za słowa aprobaty, które do mnie docierały. Red. Maćkowi Nowakowi bardzo dziękuję za zaproszenie i udostępnienie łamów. Liczę, że wybaczy mi notoryczne dostarczanie materiałów w ostatniej chwili. Za pomoc w realizacji video dziękuję Radkowi Zawadzkiemu. Przede wszystkim dziękuję jednak wam, czytelnikom. Mam nadzieję, że te proste, choć wcale nieoczywiste tematy, spotkały wasze zainteresowanie.

#trzebacwiczyc

Foto: Mela Muszyńska