stdClass Object
(
    [id] => 740
    [categories_id] => 1971
    [categories_type_id] => 1511
    [catalog_firm_id] => 152
    [ulubionykiosk_id] => 0
    [users_last_edit_id] => 768
    [assets_id] => 
    [name] => Pokrowce Canto
    [alias] => pokrowce-canto
    [introtext] => 

Mamy przyjemność zaprezentować kolejnego polskiego producenta, na którego produkty należy zwrócić uwagę. W tym celu tajną misję otrzymał Tomek Łosowski, który już od jakiegoś czasu marudził nam o poszukiwaniu pokrowców do swoich bębnów (i nie tylko).

[fulltext] =>

Poszukiwania


Ostatnimi czasy zacząłem odczuwać chęć i potrzebę zaopatrzenia się w tzw. miękkie futerały. Podróżuję na koncerty samochodem osobowym, więc tzw. "szmaciaki" są bardzo praktyczne - lekkie oraz (co jest bardzo ważne) nie zajmują aż tak dużo miejsca w bagażniku. Postanowiłem baczniej przypatrzeć się rodzimej produkcji takich futerałów. Z początku sceptycznie nastawiony, po dłuższych poszukiwaniach w internecie natrafiłem na firmę Canto. Przypomniało mi się wtedy pewne zdarzenie - kiedyś widziałem ich produkty przypadkiem u jednego znajomego perkusisty. Pamiętam, że pierwsze wrażenie było dość pozytywne - solidne, estetyczne i bardzo porządnie uszyte...

Na stronie Canto przeczytałem pokrótce historię firmy oraz zobaczyłem spis ich produktów. Idąc za ciosem, postanowiłem zadzwonić do firmy. Po krótkim przedstawieniu się powiedziałem, że chciałbym zobaczyć i przetestować produkty firmy Canto. Szef - Dariusz Prusakowski zaprosił mnie w tym celu do siedziby firmy, która mieści się w Bydgoszczy.

Na miejscu przekonałem się, że firmą zarządzają młodzi ludzie (wyobrażałem sobie szefa w postaci wiekowego dziada z dość długą siwą brodą). Pojechaliśmy do firmy, która usytuowana jest w centrum miasta na ulicy Kościuszki 27, w dość wysokim budynku na ostatnim piętrze (skąd ładnie widać panoramę miasta). Pierwszym punktem wizyty było oprowadzenie mnie po zakładzie. Gospodarze zaprezentowali mi najnowsze urządzenia, które pomagają ciąć, wyszywać i projektować futerały. Osobiście nie znam się na technologii produkcji miękkich kejsów, natomiast stosy nici, materiałów, rzepów oraz spora ilość maszyn robią duże wrażenie.Oprócz specjalistycznych produktów charakteryzujących się wysokim standardem wykonania, firma szyje również pokrowce niskobudżetowe dla młodych muzyków, którzy nie posiadają dużej waluty, a chcieliby ochronić swoje instrumenty.

Następnym etapem było zaprezentowanie mi pokrowców już bezpośrednio związanych z instrumentami perkusyjnymi. Według tego, co mówili gospodarze, firma oprócz standardowych produktów i rozmiarów oferuje tzw. futerały nietypowe - praktycznie na każdy rodzaj instrumentu. Canto otwarta jest też na propozycje i sugestie ze strony muzyków.Dzięki temu rodzą się nowe rozwiązania, pomysły i produkty.

Przywiozłem ze sobą sporą ilość różnych moich instrumentów. Buszując wśród futerałów, pracownicy Canto próbowali znaleźć mi odpowiednie dla nich futerały... A było z czego wybierać. Oprócz tego wypożyczyli mi kilka rzeczy do domu - np. specjalną anty - deszczową płachtę do zakrywania bębnów. Grając koncerty w plenerze, czasem spotykam się z sytuacją, gdzie nie wszystkie wymogi techniczne są spełnione. Sceny często mają dziurawe dachy przez które leje się woda. Czasami nie zasłonięte są również "boki". Gdy deszcz zacina - woda bezlitośnie zalewa instrumenty...

Płachta ta jest fajnym i przydatnym rozwiązaniem. Z mojej strony zasugerowałem, by na rogach były po dwa dłuższe sznurki. Można je przywiązać np. do statywów, by ewentualny wiatr nie zwiał płachty z instrumentu w siną dal.

Pierwsze wrażenia


Jeżeli chodzi o bębny, to zostały mi zaprezentowane futerały z dwóch serii - ekonomicznej i optymalnej. Postanowiłem kilka słów napisać o wersji, która by mnie ewentualnie interesowała, czyli optymalnej - wzmocnionej. Na początku zwróciłem uwagę na to, że futerały są ciut przyduże (jeżeli chodzi o moje bębny). Z drugiej strony z dwojga złego - lepiej jak są trochę za duże niż za małe. Za ciasny futerał potrafi być prawdziwa zmorą i jest powodem wielu przekleństw (kiedy próbujemy wcisnąć kocioł do środka lub go z takiego futerału wyciągnąć). Bardzo pozytywny patent - i muszę przyznać, że pierwszy raz coś takiego widziałem - to dodatkowa komora zamykana na osobny zamek (np. na zapasowe naciągi).

Przy okazji zamków - są grube i wzbudzają zaufanie. Od spodu futerały są pokryte nieprzemakalną gumą, co ma ogromne znaczenie, jeżeli kładziemy je na mokre od deszczu podłoże (chodnik, ulica). Często po koncercie technicy "nosiciele" znoszą wszystko i stawiają na ziemi wokół samochodu. Z kolei technik "paker" jest na wozie i pakując sprzęt zastanawia się, jak to wszystko było poukładane, że poprzednim razem się zmieściło. Kiedy leje deszcz, szmaciaki od spodu mogą łatwo przemoknąć. Wszycie gumy pod spodem to bardzo dobry pomysł.
Zwróciłem też uwagę na grube i solidne rączki z logiem firmy.

Jeżeli chodzi o futerały na werbel - miałem dotychczas spory problem z pewnym nietypowym werblem, którego obie maszynki do sprężyn wystawały z jednej i z drugiej strony. Poprzez te wystające sprężyny z trudem mieścił się w klasycznych, okrągłych futerałach, wykrzywiając je niemiłosiernie. Ludzie z Canto zaproponowali mi dość spory, kwadratowy futerał, który nadawał się do mego werbla idealnie. Futerał ten (jak pozostałe tego typu) ma oryginalny, dodatkowy schowek na naciągi.

W dalszej kolejności gospodarze zaprezentowali mi futerał na dwie stopy. Przy okazji napiszę, że futerały te to specjalna nowa czarno - pomarańczowa seria. Jej ściany, spód i wieko są dodatkowo wzmocnione plastikiem i gąbką, co tworzy podwójną ochronę przed uderzeniem czy też upadkiem. Futerał na dwie stopy ma specjalną środkową przegrodę na wał łączny. Zauważyłem, że wszystko jest odseparowane, nic się nie obija, nie rysuje. Pełna kultura!

Testy, testy, testy...


Największego zaskoczenia doznałem, kiedy pokazałem im mój dość nietypowy stołek DW.
Model ten ma podnośnik hydrauliczny i jest... nierozbieralny. Raz zatknięte siedzisko na rurę już nigdy się nie zdejmuje. Wielkim plusem jest stabilność oraz brak jakichkolwiek ruchów na boki (w trakcie grania). Mogą na nim siedzieć bardzo ciężcy ludzie... Lekko obraca się (wokół własnej osi), ale jak już wspomniałem nie ma żadnych ruchów i luzów na boki. Natomiast minusem jest transport. Bez odpowiedniego futerału łatwo go porypać.

Ludzie z Canto przynieśli mi bardzo śmieszny futerał w kształcie grzyba mówiąc, że mieli już wcześniej takie nietypowe zamówienie. Wszystko pasowało jak ulał! Potem mogłem zobaczyć prototyp cienkiego, ale mocnego worka na żeglarstwo.
Worek ma skuteczne plastikowe zamknięcie takie, jak w wielu znanych produktach (chociażby w sportowych kurtkach).
Koncepcja tych worków jest bardzo ciekawa. Wielu perkusistów narzeka, że w transporcie niszczy się osprzęt. Wszystko wrzucane jest do jednej skrzyni. Żelastwo stukając o siebie ulega szybkiej dewastacji - rysy, odrapany nikiel, a niekiedy ułamane plastikowe kołnierze na rurę czy też śruby...

Worki te mają służyć do osobnego zawijania mniejszych elementów - tak, by nie obijały się o siebie w transporcie. Worki z metalowymi elementami perkusyjnymi możemy włożyć do większej skrzyni czy też do materiałowej torby. Z kolei w torbie na osprzęt, materiałowe ściany wydały mi się ciut za cienkie. Warto by było zrobić coś bardziej masywnego - osprzęt waży i często szybko dewastuje słabe torby. Pewnym dość ważnym minusem jest też brak kółek. Kółka w takich torbach są szalenie przydatne. Dyrektor Canto zapewnił mnie, że właśnie rozważane są plany wdrożenia serii "kółkowych futerałów". Póki co - futerał na osprzęt również świetnie się nadaje np. na lekki keyboard.

Zapomniałem jeszcze dodać, że producent pokazał mi specjalne pasy w środku, które wiążą żelastwo - by nie przewracało się w transporcie. W międzyczasie poszukaliśmy futerału, który pasowałby na mego Rolanda SPDS (póki co wożę go w... firmowym kartonie). Gospodarze znaleźli coś, co poprawiło mi humor. W torbie jest jeszcze przegródka np. na pałki, kable czy zasilacz (lepiej, by nie stykał się w transporcie z delikatnym wyświetlaczem czy przyciskami).

Podsumowanie


Firma (jak zapewniają pracownicy) wystawia się regularnie na targach we Frankfurcie MUSIK MESSE i ma szerokie kontakty z wieloma firmami muzycznymi na całym świecie. Nieobce są im w związku z tym rozmiary, budowa i modele różnych gitar czy bębnów - tak, by można było uszyć dla nich zawodowe kejsy. Produkty te nie są tanie, ale ich wykonanie jest na poziomie światowym. Firma dysponuje też modelami ekonomicznymi - na niezbyt bogatą kieszeń. Osobiście przemyślę temat, uzbieram nominały i chyba udam się na zakupy!

{podsumowanie Pokrowce Canto to solidnie wykonane, lekkie i bardzo wytrzymałe kejsy, o estetycznym wyglądzie. Wiele ciekawych rozwiązań (np. spody zabezpieczone gumą) i mała waga sprawiają, że idealnie nadają się w podróże samochodem.}

Testował: Tomek Łosowski
[price] => 0.00 [price_old] => [meta_title] => [meta_description] => [meta_data] => [published] => 1 [date_modified] => 2018-01-29 14:11:21 [date_created] => 2010-12-07 12:13:45 [date_publish] => 2010-12-07 12:13:45 [date_publish_down] => 0000-00-00 00:00:00 [hits] => 0 [checked_out] => 0 [checked_out_time] => 0000-00-00 00:00:00 [ceneo_phrase] => [firm_name] => ROLAND [firmId] => 152 [firmAlias] => roland [firmWww] => http://www.roland.com [categoryTitle] => Akcesoria [link] => /sprzet/testy-sprzetu/akcesoria/740-pokrowce-canto [linkCategory] => /sprzet/testy-sprzetu/akcesoria )

Pokrowce Canto

Dodano: 07.12.2010
Rodzaj sprzętu: Akcesoria
Dostarczył: ROLAND

Mamy przyjemność zaprezentować kolejnego polskiego producenta, na którego produkty należy zwrócić uwagę. W tym celu tajną misję otrzymał Tomek Łosowski, który już od jakiegoś czasu marudził nam o poszukiwaniu pokrowców do swoich bębnów (i nie tylko).

Poszukiwania


Ostatnimi czasy zacząłem odczuwać chęć i potrzebę zaopatrzenia się w tzw. miękkie futerały. Podróżuję na koncerty samochodem osobowym, więc tzw. "szmaciaki" są bardzo praktyczne - lekkie oraz (co jest bardzo ważne) nie zajmują aż tak dużo miejsca w bagażniku. Postanowiłem baczniej przypatrzeć się rodzimej produkcji takich futerałów. Z początku sceptycznie nastawiony, po dłuższych poszukiwaniach w internecie natrafiłem na firmę Canto. Przypomniało mi się wtedy pewne zdarzenie - kiedyś widziałem ich produkty przypadkiem u jednego znajomego perkusisty. Pamiętam, że pierwsze wrażenie było dość pozytywne - solidne, estetyczne i bardzo porządnie uszyte...

Na stronie Canto przeczytałem pokrótce historię firmy oraz zobaczyłem spis ich produktów. Idąc za ciosem, postanowiłem zadzwonić do firmy. Po krótkim przedstawieniu się powiedziałem, że chciałbym zobaczyć i przetestować produkty firmy Canto. Szef - Dariusz Prusakowski zaprosił mnie w tym celu do siedziby firmy, która mieści się w Bydgoszczy.

Na miejscu przekonałem się, że firmą zarządzają młodzi ludzie (wyobrażałem sobie szefa w postaci wiekowego dziada z dość długą siwą brodą). Pojechaliśmy do firmy, która usytuowana jest w centrum miasta na ulicy Kościuszki 27, w dość wysokim budynku na ostatnim piętrze (skąd ładnie widać panoramę miasta). Pierwszym punktem wizyty było oprowadzenie mnie po zakładzie. Gospodarze zaprezentowali mi najnowsze urządzenia, które pomagają ciąć, wyszywać i projektować futerały. Osobiście nie znam się na technologii produkcji miękkich kejsów, natomiast stosy nici, materiałów, rzepów oraz spora ilość maszyn robią duże wrażenie.Oprócz specjalistycznych produktów charakteryzujących się wysokim standardem wykonania, firma szyje również pokrowce niskobudżetowe dla młodych muzyków, którzy nie posiadają dużej waluty, a chcieliby ochronić swoje instrumenty.

Następnym etapem było zaprezentowanie mi pokrowców już bezpośrednio związanych z instrumentami perkusyjnymi. Według tego, co mówili gospodarze, firma oprócz standardowych produktów i rozmiarów oferuje tzw. futerały nietypowe - praktycznie na każdy rodzaj instrumentu. Canto otwarta jest też na propozycje i sugestie ze strony muzyków.Dzięki temu rodzą się nowe rozwiązania, pomysły i produkty.

Przywiozłem ze sobą sporą ilość różnych moich instrumentów. Buszując wśród futerałów, pracownicy Canto próbowali znaleźć mi odpowiednie dla nich futerały... A było z czego wybierać. Oprócz tego wypożyczyli mi kilka rzeczy do domu - np. specjalną anty - deszczową płachtę do zakrywania bębnów. Grając koncerty w plenerze, czasem spotykam się z sytuacją, gdzie nie wszystkie wymogi techniczne są spełnione. Sceny często mają dziurawe dachy przez które leje się woda. Czasami nie zasłonięte są również "boki". Gdy deszcz zacina - woda bezlitośnie zalewa instrumenty...

Płachta ta jest fajnym i przydatnym rozwiązaniem. Z mojej strony zasugerowałem, by na rogach były po dwa dłuższe sznurki. Można je przywiązać np. do statywów, by ewentualny wiatr nie zwiał płachty z instrumentu w siną dal.

Pierwsze wrażenia


Jeżeli chodzi o bębny, to zostały mi zaprezentowane futerały z dwóch serii - ekonomicznej i optymalnej. Postanowiłem kilka słów napisać o wersji, która by mnie ewentualnie interesowała, czyli optymalnej - wzmocnionej. Na początku zwróciłem uwagę na to, że futerały są ciut przyduże (jeżeli chodzi o moje bębny). Z drugiej strony z dwojga złego - lepiej jak są trochę za duże niż za małe. Za ciasny futerał potrafi być prawdziwa zmorą i jest powodem wielu przekleństw (kiedy próbujemy wcisnąć kocioł do środka lub go z takiego futerału wyciągnąć). Bardzo pozytywny patent - i muszę przyznać, że pierwszy raz coś takiego widziałem - to dodatkowa komora zamykana na osobny zamek (np. na zapasowe naciągi).

Przy okazji zamków - są grube i wzbudzają zaufanie. Od spodu futerały są pokryte nieprzemakalną gumą, co ma ogromne znaczenie, jeżeli kładziemy je na mokre od deszczu podłoże (chodnik, ulica). Często po koncercie technicy "nosiciele" znoszą wszystko i stawiają na ziemi wokół samochodu. Z kolei technik "paker" jest na wozie i pakując sprzęt zastanawia się, jak to wszystko było poukładane, że poprzednim razem się zmieściło. Kiedy leje deszcz, szmaciaki od spodu mogą łatwo przemoknąć. Wszycie gumy pod spodem to bardzo dobry pomysł.
Zwróciłem też uwagę na grube i solidne rączki z logiem firmy.

Jeżeli chodzi o futerały na werbel - miałem dotychczas spory problem z pewnym nietypowym werblem, którego obie maszynki do sprężyn wystawały z jednej i z drugiej strony. Poprzez te wystające sprężyny z trudem mieścił się w klasycznych, okrągłych futerałach, wykrzywiając je niemiłosiernie. Ludzie z Canto zaproponowali mi dość spory, kwadratowy futerał, który nadawał się do mego werbla idealnie. Futerał ten (jak pozostałe tego typu) ma oryginalny, dodatkowy schowek na naciągi.

W dalszej kolejności gospodarze zaprezentowali mi futerał na dwie stopy. Przy okazji napiszę, że futerały te to specjalna nowa czarno - pomarańczowa seria. Jej ściany, spód i wieko są dodatkowo wzmocnione plastikiem i gąbką, co tworzy podwójną ochronę przed uderzeniem czy też upadkiem. Futerał na dwie stopy ma specjalną środkową przegrodę na wał łączny. Zauważyłem, że wszystko jest odseparowane, nic się nie obija, nie rysuje. Pełna kultura!

Testy, testy, testy...


Największego zaskoczenia doznałem, kiedy pokazałem im mój dość nietypowy stołek DW.
Model ten ma podnośnik hydrauliczny i jest... nierozbieralny. Raz zatknięte siedzisko na rurę już nigdy się nie zdejmuje. Wielkim plusem jest stabilność oraz brak jakichkolwiek ruchów na boki (w trakcie grania). Mogą na nim siedzieć bardzo ciężcy ludzie... Lekko obraca się (wokół własnej osi), ale jak już wspomniałem nie ma żadnych ruchów i luzów na boki. Natomiast minusem jest transport. Bez odpowiedniego futerału łatwo go porypać.

Ludzie z Canto przynieśli mi bardzo śmieszny futerał w kształcie grzyba mówiąc, że mieli już wcześniej takie nietypowe zamówienie. Wszystko pasowało jak ulał! Potem mogłem zobaczyć prototyp cienkiego, ale mocnego worka na żeglarstwo.
Worek ma skuteczne plastikowe zamknięcie takie, jak w wielu znanych produktach (chociażby w sportowych kurtkach).
Koncepcja tych worków jest bardzo ciekawa. Wielu perkusistów narzeka, że w transporcie niszczy się osprzęt. Wszystko wrzucane jest do jednej skrzyni. Żelastwo stukając o siebie ulega szybkiej dewastacji - rysy, odrapany nikiel, a niekiedy ułamane plastikowe kołnierze na rurę czy też śruby...

Worki te mają służyć do osobnego zawijania mniejszych elementów - tak, by nie obijały się o siebie w transporcie. Worki z metalowymi elementami perkusyjnymi możemy włożyć do większej skrzyni czy też do materiałowej torby. Z kolei w torbie na osprzęt, materiałowe ściany wydały mi się ciut za cienkie. Warto by było zrobić coś bardziej masywnego - osprzęt waży i często szybko dewastuje słabe torby. Pewnym dość ważnym minusem jest też brak kółek. Kółka w takich torbach są szalenie przydatne. Dyrektor Canto zapewnił mnie, że właśnie rozważane są plany wdrożenia serii "kółkowych futerałów". Póki co - futerał na osprzęt również świetnie się nadaje np. na lekki keyboard.

Zapomniałem jeszcze dodać, że producent pokazał mi specjalne pasy w środku, które wiążą żelastwo - by nie przewracało się w transporcie. W międzyczasie poszukaliśmy futerału, który pasowałby na mego Rolanda SPDS (póki co wożę go w... firmowym kartonie). Gospodarze znaleźli coś, co poprawiło mi humor. W torbie jest jeszcze przegródka np. na pałki, kable czy zasilacz (lepiej, by nie stykał się w transporcie z delikatnym wyświetlaczem czy przyciskami).

Podsumowanie


Firma (jak zapewniają pracownicy) wystawia się regularnie na targach we Frankfurcie MUSIK MESSE i ma szerokie kontakty z wieloma firmami muzycznymi na całym świecie. Nieobce są im w związku z tym rozmiary, budowa i modele różnych gitar czy bębnów - tak, by można było uszyć dla nich zawodowe kejsy. Produkty te nie są tanie, ale ich wykonanie jest na poziomie światowym. Firma dysponuje też modelami ekonomicznymi - na niezbyt bogatą kieszeń. Osobiście przemyślę temat, uzbieram nominały i chyba udam się na zakupy!

{podsumowanie Pokrowce Canto to solidnie wykonane, lekkie i bardzo wytrzymałe kejsy, o estetycznym wyglądzie. Wiele ciekawych rozwiązań (np. spody zabezpieczone gumą) i mała waga sprawiają, że idealnie nadają się w podróże samochodem.}

Testował: Tomek Łosowski