NAMM Show 2020 (pełna relacja)

Dodano: 17.04.2020
Autor: Maciej Nowak

Czym chcą nas oczarować producenci w tym roku? W zasadzie… niczym.

Wymaga to oczywiście dokładniejszego wyjaśnienia, ponieważ jest kilka ciekawostek, które pojawią się pewnie niedługo w polskich sklepach lub już są dostępne. Ogólnie jednak można określić tegoroczne targi jako najmniej odkrywcze w ostatnich 10 latach.

Do biegu, gotowi, start! I ruszyli… żółwim tempem. Rok 2020 nie będzie początkiem nowej dekady w rozwoju sprzętu perkusyjnego. Przynajmniej po tym, co mieliśmy zaprezentowane na targach NAMM, które mimo ery szalejącego Internetu wciąż są główną areną prężenia muskułów perkusyjnych producentów, którzy zaznaczają teren i pokazują, że są gotowi do poważnych działań.

Drum Circle, tradycyjnie przed wejściem na targi każdy mógł sobie usiąść i pobawić się we wspólne bębnienie, cóż za radość gry!

RANGA 2020

Kogo nie ma na NAMM, nie można traktować jako ambitnego producenta z wizją. Kontrowersyjna teza? Bardzo prawdziwa, co udowadniają kolejne edycje. Nowi producenci chcą chociaż w małym stopniu zaznaczyć swoją obecność. Targi nie są gwarantem sukcesu, ale obecność na NAMM to wyraźny sygnał, że firma nie jest anonimowa i stoją za nią konkretni ludzie.

Wydaje się wręcz, że z biegiem lat targi nabierają jeszcze większej mocy i ekskluzywności. Początek roku, ciepła Kalifornia, do której leci się z przyjemnością oraz hasło: „Patrzcie, mamy taki sprzęt i nie boimy się go użyć!”. Spotkania dilerów i przedstawicieli, przedstawianie planu rozwoju, wreszcie sprzęt, który jest filmowany i fotografowany z każdej strony. Także w kwestii reporterskiej są to targi, na których każde szanujące się poważne media branżowe muszą się udać. W naszym przypadku wiąże się to również z rozmowami na temat sytuacji w Polsce.

Pearl witał deskorolkową halfpipe wykonaną ze swojego niezawodnego systemu ram.

ŻÓŁWI WYŚCIG W ŻYWEJ ATMOSFERZE

Wspomniane braki większych nowości sprzętowych nie oznaczają, że impreza miała ospały charakter. To nie leży w zwyczaju amerykańskiej tradycji show-biznesu. Jeżeli trochę mocniej zagłębimy się w to, co się działo poza wystawionym sprzętem, to trzeba powiedzieć, że nie można było się nudzić. Takim przykładem był oblegany niemiłosiernie Nicko McBrain, który prezentował swój nowy zestaw British Drum Co.

Ogólna atmosfera była mieszanką niepewności, która szybko ustępowała swobodzie, w momencie, gdy okazało się, że nie ma jakichś spektakularnych nowości, które by pozwalały oderwać się od peletonu. Nawet DW Drums nie przedstawiło żadnego planu na swoją nową markę katalogu, a mianowicie legendarny Slingerland. Po prostu przedstawiono je na konferencji prasowej, natomiast o szerszej wystawie dla publiczności można było zapomnieć. Ciekawie zapowiada się inicjatywa DW Music Foundation, ale i tu żadnych konkretów nie przedstawiono.

British Drum Co. przedstawiło bębny swojego znakomitego ambasadora Nicko McBraina z Iron Maiden. Firma rozwinęła technologię korpusów bębnów, ale też wykonała hardware.

Ale ogólnie taka retoryka dominowała wszędzie. Wielka konferencja Zildjiana i Vic Firth to wciąż powtarzane hasła „musimy”, „chcemy” w tym samym kontekście.

Szereg wydarzeń towarzyszących przebiegało bardziej pod dyktando gitar, głównie dlatego, że nie mieliśmy koncertu Bonzo Bash, na którym kilkudziesięciu perkusistów grało po jednym utworze Led Zeppelin. W tym roku bębniarze mieli sporo roboty, obsługując wioślarzy lub występując ze swoimi zespołami, jak np. Matt Garstka ze swoimi Animals As Leaders. Nie od dzisiaj wiadomo, że wiele ważnych wydarzeń targów dzieje się wieczorem w okolicznych salach hotelowych.

JAKIŚ SPRZĘT…

Tegoroczne targi były chyba najmniej obsadzone nowościami, odkąd mamy przyjemność odwiedzać to miejsce, a dzieje się to już jedenasty raz. Większość firm skupiła się na odświeżaniu i uzupełnianiu swojego asortymentu. Faktyczne nowości nie były przedstawiane jako silniki napędowe marek na rok 2020. W zasadzie jedynym większym powiewem świeżości były nowe talerze Sabian w bardzo ciekawych opcjach graficznych.

Kilka prezentacji hardware (np. Pearl i DW), trochę elektroniki, a tak to głównie mieszanie łyżką w znanym większości bigosie sprzętowym. Z tą elektroniką wyszło nawet dość zabawnie, głównie za sprawą kolejnej już premiery bębnów Gewa G9. Prezentowane pierwszy raz prawie 2 lata temu nie weszły na rynek aż do tej pory! Tym samym Roland niemalże z ręką w kieszeni miał czas na stworzenie odpowiedzi i zabezpieczenia tego segmentu rynku i stworzył na spokojnie bębny o podobnym przeznaczeniu (projekt o nazwie VAD) i odpowiedniej cenie.

Eric Moore prezentował perkusję elektroniczną Gewa G9 podczas… trzeciej „premiery” tego instrumentu.

Gewa zatrudniła nawet Erica Moore’a do prezentacji sprzętu, ale szczerze mówiąc artysta nie miał wiele merytorycznego do powiedzenia z wyjątkiem typowego zachwalania pod niebiosa, jak to się świetnie na nich gra. Za to żywo opowiadał o swojej serii pałek Dope, które zresztą sprzedawał później na korytarzu.

Jak dodamy do tego zestawy Roland TD-27KV (także z modułami w wersji VAD), do tego Pearl eMerge oraz ciekawe propozycje od interesującej firmy ATV to mamy wielki wybór perkusji elektronicznych z najwyżej półki. Nie zmienia to faktu, że wciąż wszystko oparte jest o technologię triggerowania i jeżeli nikt nie opracuje nowych rozwiązań, to raczej wielkiego kroku do przodu nie zrobimy.

Bębny akustyczne to mieszanka kolejnych warstw rodzajów drewna, lakierów, kilku usprawnień w „ubiorze”. Przykładem jest werbel Benny’ego Greba, który był w sumie największą nowością Sonor, a cały bajer opierał się na metodach tłumienia. Benny znany jest ze swoich różnych pomysłów na usprawnianie brzmienia, więc w ramach kolejnego sygnału dawania znać o sobie, wykorzystał bliską współpracę z Sonorem.

W kwestii całych zestawów kontynuowana jest tendencja do przenoszenia w niższe modele rozwiązań technologicznych z wyższych serii, dotyczy to głównie hardware i mocowań. Podobnie jest ze statywami. Talerze nie odstają od reszty i także wszystko skupia się na poszerzaniu rodzin blach (Meinl Pure Alloy Custom), rozbudowaniu serii (Paiste 602), zmianach nazw (Zildjian I). Jedynie Istanbul Agop zaprezentował swoje Xist Dry Dark, ale są to blaszki, które swoją premierę miały jakiś czas temu.

Piękny zestaw perkusyjny złożony z samych talerzy marki Turkish.

SPRAWA POLSKA

Jeżeli chodzi o nasze podwórko to mamy nadzieję, że pojawi się tu nie tyle nowy sprzęt, co nowe marki. W kwestii talerzy nie od dziś wiadomo, że 95% produktów tureckich niewiele się od siebie różni brzmieniowo z racji identycznej technologii. Ważna jest dostępność, czyli wysiłek dystrybutora oraz wsparcie centrali firmy pod kątem faktycznej relacji z artystami, przez co sięgamy dalej poza polskie granice. Perkusje akustyczne to znów temat, na który należałoby patrzeć przez pryzmat niedawnej premiery marki Polmuz. Widać, że potrzebujemy ożywienia oferty sprzętowej w polskich sklepach, bo zauważalne jest lekkie skostnienie i powtarzalność propozycji. Tak samo jest w przypadku bębnów elektronicznych i akcesoriów.

Które konkretnie firmy mogłyby się pojawić? Jest to z pewnością marka bębnów elektronicznych ATV, która ma szeroką i bardzo ciekawą ofertę jakościowo i cenowo. Perkusje British Drum Co., ponieważ zestaw Nico McBraina to sygnał, że firma się dynamicznie rozwija i usprawnia technologię, zastępując na rynku wysłużonego, ale zajechanego na śmierć Premiera. Talerze Soultone, świetna produkcja turecka kierowana przez amerykańskie biuro. Duży pakiet artystów, spora aktywność i bardzo przemyślany katalog instrumentów. Blachy już bywały na naszym rynku, ale nie miały szczęścia do odpowiedzialnego przedstawiciela.

 

Zdjęcia: Jacek Falbowski

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !