Istanbul Agop - coś więcej niż wyniki sprzedaży

Dodano: 05.09.2018

Ostatnie dni kwietnia to małe poruszenie wśród muzyków grających oficjalnie na talerzach Istanbul Agop. Wizyta przedstawiciela producenta, zajmującego się kontaktem z artystami, była na tyle ciekawa, że warto o niej wspomnieć.

Wiadomo, że wszelkie wizyty przedstawicieli producenta sprzętu muzycznego związane są ze sprawdzeniem stanu dystrybucji i często też relacji z miejscowymi artystami. Ten drugi aspekt nie jest tak oczywisty, ponieważ odwiedzający przedstawiciel czasami nie ma w swoich kompetencjach sprawy artystów lub – co się zdarza najczęściej – jego wizyta to podsumowanie słupków w Excelu i sprawdzenie, dlaczego jest tak źle.

Na palcach jednej ręki można wymienić firmy, które żywo interesują się poczynaniami polskich perkusistów. I nie chodzi tu o jakieś przesadne „klepanie po pupci”, tylko zwykłe poświęcenie uwagi na to, kto i w jaki sposób reprezentuje markę w danym kraju.

Burak Ersoz odpowiedzialny jest za wiele rzeczy w Istanbul Agop. Jego wizyta w Polsce była długa, ale obejmowała wiele elementów. Jednym z nich było mocne zwrócenie uwagi na rodzimych artystów oraz zaproszenie na wspólną kolację całej „rodziny”. I tu powoli dochodzimy do sedna faktu, że zdecydowaliśmy się opis tego zdarzenia wydrukować, a nie tylko zostawić otchłaniom Internetu.

Perkusiści zaproszeni przez Istanbul Agop nie są bębniarzami, którzy mają jakąś tam zniżkę u dystrybutora, po czym oznajmiają z dumą na Facebook, że należą do tzw. rodziny danej marki. Problem w tym, że często w siedzibie producenta nawet nie wiedzą o istnieniu takiego muzyka. Jest to też jeden z trików, jaki jest stosowany przez dystrybutorów przy negocjacjach o wspomnianą zniżkę. Mamy w Polsce kilku takich „ekspertów” w tym temacie, którzy zamydlają oczy młodym perkusistom, a później zazwyczaj pojawia się rozczarowanie i chęć zrejterowania w inne miejsce, a niechętnie patrzy się na tych skaczących z kwiatka na kwiatek. Następuje dewaluowanie marki, a w tych czasach mamy pełno producentów, oferujących świetnie brzmiące instrumenty. Czasami różnice są nierozpoznawalne i niech uderzy się w pierś ten, kto nie ma swoich wymarzonych. Wiadomo, że profesjonalni muzycy kierują się brzmieniem, ale pojawia się ten moment, że chciałoby się poczuć wsparcie od firmy, poklepanie po plecach, które utwierdza nas, że idziemy w dobrym kierunku.

Tu mamy właśnie taką przyjacielską sytuację. Każdy z artystów został bezpośrednio zaproszony przez Buraka Ersoza. Z każdym artystą firma Agop ma więź bliższą lub dalszą, ale zawsze ma i docenia to, co muzycy robią na rzecz marki. Jak wiadomo talerze Istanbul Agop wywodzą się od firmy Zildjian, a dokładnie jej tureckiej manufaktury zamkniętej lata temu. Wtedy to dwaj młodzi majstrowie otworzyli fabrykę Istanbul. Z czasem drogi się rozeszły i jedna z marek przyjęła nazwę Istanbul Agop. Agopowcy mają aspiracje do dołączenia do tzw. Wielkiej Czwórki, czyli Zildjian, Meinl, Sabian i Paiste. W sklepach perkusyjnych na całym świecie właśnie te marki widać najczęściej i nierzadko na statywach mienią się świetne tureckie instrumenty.

Wygląda to trochę jak laurka, ale ciężko się z tym nie zgodzić, niewielu producentów tak robi. Siedząc w towarzystwie wyśmienitych perkusistów można poczuć zazdrość, że należą do tego wyjątkowego grona.

Nie oszukujmy się jednak i pamiętajmy, że technologia tworzenia wszystkich blach tureckich jest identyczna. Kwestia pękania jest taka sama zarówno w Meinl Byzance, jak i Istanbul Agop Xist. Jedyna różnica jest taka, że niektóre firmy poświęcają te 15 minut więcej na stworzenie blachy i starają się robić większą selekcję. Drugim wyróżnikiem jest właśnie ten kontakt z artystami i scena, na jakiej się poruszają.

Obecnie przyjemność bycia w rodzinie Istanbul Agop mają: Michał „Dimon” Jastrzębski, Marcin Jahr, Łukasz „Kuman” Kumański, Tomasz „Żaba” Mądzielewski, Daniel Karpiński, Łukasz „Icanraz” Sarnacki, Mateusz Modrzejewski i Maciek Gołyźniak. Trzeba przyznać, że bardzo urozmaicone grono w porównaniu z zeszłorocznym spotkaniem (tak, Agop robi to regularnie!). Przybyło kilka osobistości.

Po spotkaniu muzycy zostali poproszeni o kilka słów na temat współpracy i instrumentów firmy.

MATEUSZ MODRZEJEWSKI: Z tym Agopem to jest sporo rzeczy, o których można długo opowiadać: o tradycji, rzemiośle, inspiracji... Za każdym talerzem stoi mnóstwo kunsztu i jeszcze więcej miłości do tego fachu. I moim zdaniem to słychać. Ale gdybym miał wskazać jedną, konkretną cechę, która urzeka mnie w Agopach, to postawiłbym na tę ich dziwaczną plastyczność – są nieprawdopodobnie czułe i bardzo wdzięcznie oddają to, co zostało na nich zagrane, a przy tym w każdej dynamice zachowują swój złożony charakter. A to powoduje, że znacznie łatwiej jest mi przelać na instrument to, co słyszę w głowie i szukać swojego brzmienia. Bo to chyba o to chodzi, nie?

MARCIN JAHR: Od prawie trzydziestu lat grania na talerzach Istanbul (obecnie Istanbul Agop), nie spotkałem się ze słabo brzmiącym czynelem. Są znakomite, każdy ma „duszę”. Duża radość z grania – pełnia dźwięku, atak, wybrzmienie. To nie tylko stopy metali i tradycyjna, ręczna produkcja. Istanbul Agop to niesamowicie inspirujące instrumenty, tworzone przez ludzi z pasją!

TOMASZ „ŻABA” MĄDZIELEWSKI: Gram na talerzach Istanbul Agop już od 8 lat, pół roku jestem oficjalnym endorserem. Mam w swojej kolekcji kilka serii (Traditional, Om, Mantra, Xist, 30th Anniversary). Miksuję te wszystkie serie ze sobą w różnych, często skrajnych stylach muzycznych od jazzu po muzykę rockową. Wszystkie te serie mają wspólną cechę, nie grają zbyt głośno, przez co świetnie miksują się w każdym stylu muzycznym i zawsze sprawdzają się w studio. Kolejnym argumentem decydującym o wyborze tej marki dla mnie jest to, że każdą z tych blach można świetnie kontrolować, wydobywając krótsze i dłuższe wybrzmienia oraz zmieniając ton, uderzając w różne części blachy. Alikwoty w większości serii grają ciemno w dolnym paśmie, dzięki czemu nie ma zbyt dużo zbędnej górki. Posiadają szlachetne, pełne brzmienie z dużą ilością ciepła. Kolejny asumpt – to, że większość serii jest wykańczana ręcznie, przez co każda blacha jest wyjątkowa i troszkę inna od siebie. Istanbul Agop ma bardzo szeroką propozycję brzmieniową, warto się zagłębić i sprawdzić. Jeśli miałbym polecić najbardziej uniwersalną serię, pasującą do innych blach i wszystkich styli muzycznych, to wybrałbym Xist Ion crashe 16”, 18”, 20”. Wygrywają ze wszystkimi „dziurawymi” blachami na rynku. Moja ulubiona seria to Om oraz Signature Agop.

ŁUKASZ „ICANRAZ” SARNACKI: Temat rzeka... Zacznę może od tego, że w naszej wesołej Agopowej rodzince jestem osobą, która spuszcza naszym ukochanym blachom najbardziej srogi łomot. Gdy zaczynaliśmy współpracę, Burak Ersoz zasugerował mi, abym postawił na serię Xist, bo robią jej solidną przebudowę i prawdopodobnie wpasuje się najbardziej w moje gusta i potrzeby. I faktycznie, był to strzał w 10! Wspaniałe talerze o niezwykłym brzmieniu, w dodatku pochodzące z bardzo przystępnej półki cenowej. Tutaj relacja jakość – cena nabiera nowego znaczenia, na plus oczywiście. Uwielbiam ich wielowymiarowość, mądrą paletę brzmień i czułość na dynamikę. Te blachy mają duszę i nie są to puste frazesy. Poza tym dla mnie Agop to nie tylko blachy. To drużyna bębniarzy, których w Polsce Istanbul Agop zrzesza i integruje. Nasza „rodzinka” nie jest może zbyt wielka, ale dzięki temu nasze relacje są bliższe, bo łączy nas wspólna pasja. Jestem dumny i wdzięczny, że mogę być częścią tej elitarnej, niewielkiej grupy.

MICHAŁ „DIMON” JASTRZĘBSKI: Dzięki współpracy bezpośredniej z firmą, a następnie po wizycie w Turcji w fabryce Istanbul Agop zrozumiałem, że to nie chodzi tylko o blachy, warunki oraz korzyści i komfort jaki daje taka współpraca. Poznałem ten biznes od środka, co uświadomiło mi jak bardzo rodzinna jest ta firma i jak bardzo dba o swoją spuściznę. Każdy artysta mający ten zaszczyt i przywilej współpracy z Agopem staje się częścią rodziny i historii tej wspaniałej marki, a wspólna kolacja w Stambule oraz kosztowanie marynowanych selerów, które przygotowała żona Armana (Arman Tomurcuk – właściciel) pozostanie w mym sercu na zawsze.

ŁUKASZ „KUMAN” KUMAŃSKI: Na Istanbul Agop gram tylko dlatego, że od jakiegoś czasu po prostu chciałem grać dokładnie na tych talerzach. Nie jestem bębniarzem, o którego względy zabiegają manufaktury muzyczne, więc to ja pierwszy odezwałem się do nich za pośrednictwem polskiego dystrybutora i udało się! Do tej pory grałem na „blachach”, teraz mam instrumenty, które potrafią zainspirować.

MACIEK GOŁYŹNIAK: Nie umiem sobie w tej sekundzie wyobrazić, że mogłoby mnie jako muzyka spotkać coś lepszego niż bycie w rodzinie Agopa. Pewnie są gdzieś jeszcze lepiej naoliwione mechanizmy promocji czy marketingu, tym samym być może szanse na bycie popularnym czy znanym. Jednak w kwestii brzmienia, a to ono jest dla mnie kluczowe, są jego definicją. Najlepszy przykład ręcznej, tureckiej roboty. Organiczność i pełnia koloru, niepowtarzalność i wyjątkowość. Z całą pewnością ani moje brzmienie, ani ja jako muzyk, nie bylibyśmy tym samym bez tych wspaniałych talerzy. Są dla mnie nieskończoną inspiracją i wyzwaniem.

Brzmi to dość słodko, ale możemy zapewnić całą redakcją, że żaden z muzyków nie został skorumpowany celem wystawienia takiej opinii. To jest właśnie efekt prawidłowej relacji pomiędzy producentem a artystami.

Dystrybutorem talerzy w Polsce jest firma Silesia Music Center (która ma w dystrybucji również bębny Pearl). Silesia w takim układzie relacji producent-muzyk jest przede wszystkim miejscem np. do działań logistycznych, związanych z transportem talerzy. Ciężar kontaktu w kwestiach artystycznych spoczywa na centrali w Stambule. Dobrze widzieć, że w tych czasach, gdzie jest potężna konkurencja sprzętowa, gdzie zasłużeni muzycy mają kłopot z odpowiednim wsparciem, gdzie producenci skupiają się wyłącznie na słupkach sprzedaży, są takie właśnie akcenty, dzięki którym wraca wiara w ludzki aspekt naszego drobnego ogródka perkusyjnego. Oczywiście, wizyta Buraka Ersoza obejmowała także i merkantylny aspekt, ale ten miły gest był stanowczo budujący. Nikt nie wymaga od firmy takich ruchów, a Turcy potrafili.