„Wojtkowi się należy!” – Comiesięczny Felieton Perkusyjny

Dodano: 01.07.2021
Autor: Maciej Nowak

Dołączenie artystów do grona użytkowników sprzętu danej firmy, wiąże się zazwyczaj z gratulacjami od życzliwych znajomych i nieznajomych.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Bardzo miła jest to chwila, gdy dajemy informację o tym, że jakiś perkusista lub perkusistka, od tej chwili mogą poszczycić się wsparciem jakiegoś producenta. Niezależnie nawet jakiej skali jest to endorsement. Czy chodzi o sowity deputat, czy też ponadprzeciętną zniżkę. Ważne, że jest to z błogosławieństwem samego producenta, ponieważ tylko taką formę uznaję, jako tę, gdzie można mówić o „dołączeniu do rodziny”. Zapewne ktoś może mieć odmienne zdanie w tej kwestii, ale kilka umów widziałem i przy paru rozmowach byłem, więc pozwolę sobie o taką autorytatywną ocenę.

Tak czy inaczej jest to moment podniosły i wielce sympatyczny. Cieszy się artysta, zadowolona jest firma, cieszę się ja i nasza ekipa w redakcji (na pewno w większości). Jest fajnie. W mediach społecznościowych, gdzie jest „magiczna” opcja komentowania, pojawiają się głosy z gratulacjami. Wśród nich ten, który zawsze powoduje u mnie lekki przewrót oczami, czyli „należało się”. Wiem, że często mówi się ot tak po prostu, zwyczajowo, bez głębszego sensu, bardziej w ramach podkreślenia zasadności podjętej przez producenta decyzji, że zgadzamy się i popieramy. Niewątpliwie sporo grono gratulujących mówi to też z absolutnym przekonaniem, że tak, jak najbardziej należało się, że firma wreszcie zrobiła to, co powinna zrobić, że dramatem by było jakby się tak nie stało itp. Uznawanie tego za coś, co powinno się wydarzyć i ogólnie to nikt tu łaski nie robi.

Dlaczego tak sądzę? Kiedyś uczestnicząc jako gość w perkusyjnej pogadance na pewnych warsztatach, spotkałem się z takim właśnie podejściem w stosunku do jednego artysty, który owszem, miał znaczenie i wywierał wpływ na innych, ale nie za bardzo wpisywał się w całokształt firmy, więc nie mógł liczyć na taki kontrakt. Tam właśnie padało często hasło: „Ale przecież mu się należy!” Może ktoś uzna, że się tu czepiam detali, ale w kilku rozmowach, w różnych środowiskach, nieraz pojawiało się właśnie takie podejście, że komuś się coś należy. Prosty zwrot językowy o sympatycznym zabarwieniu niekiedy staje się realnym wyrazem roszczenia, chociaż finalnie jest zazwyczaj szybkim, prostym, jednowyrazowym połączeniem sympatii do artysty i uznaniem jego dokonań. Ja jednak wolę określenie, że ktoś zasłużył. Wydaje mi się, że jest mniej roszczeniowe i mocniej docenia działanie artysty, często poprzedzone dużym wysiłkiem, zaangażowaniem i konsekwencją. Chociażby tak, jak jest to w przypadku Wojtka Deręgowskiego, do którego nawiązuję w tytule niniejszego felietonu (liczę, że mi wybaczysz Wojtku, że korzystam tu z Twojego casusu).

Wojtek ma stanowczo wizję tego czego chce i bardzo szanuję to, jak umiejętnie operuje we współczesnych realiach, korzystając z możliwości tzw. self managementu. Ewidentnie zapracował na zaangażowanie firmy DW w swój rozwój. Firmy, której jest autentycznym sympatykiem. Powiem więcej, w przypadku Wojciecha określenie „należało się”, mimo że wciąż uważam za niezbyt fortunne, to jestem w stanie zrozumieć. Zdecydowanie jednak mierzi mnie, gdy słyszę je w stosunku do młodych artystów, którzy dopiero wchodzą w trudny i często bardzo niewdzięczny świat muzyczny. Jest to kompletnie nietrafione, wręcz szkodliwe. Co się należy? Za co? Z jakiej okazji? To się dopiero okaże czy perkusista lub perkusistka wykorzysta daną szansę do promowania firmy i samemu przy tym skorzysta.

Tak, zgadza się – promowania firmy, ponieważ w tym wszystkim zapominamy, że nie mówimy tu o współpracy z organizacją charytatywną, a firmą o charakterze zarobkowym. Zasada jest prosta. Ułatwiamy ci korzystanie z naszych instrumentów, udostępniamy ci narzędzia, ale chcemy byś pomógł nam je sprzedać kolejnym pasjonatom. Czy przy tym osiągniesz wymarzony cel? Szczerze trzymamy kciuki, ale dla nas liczy się to, że wpłyniesz pozytywnie na wizerunek naszej firmy. Najfajniej jakby jedno pokrywało się z drugim – i tak często jest – niemniej nasza firma nie jest odpowiedzialna za twoje wybory i najprawdopodobniej będzie istnieć dalej, jak tobie się nie powiedzie. Gdzie więc w tym wszystkim jest to, że komuś się coś należy?

Życzę by jak najwięcej polskich artystów zapracowało i zasłużyło na zaufanie swoich ulubionych firm. Właśnie, kolejne istotne określenie – ulubionych, czyli tych na których im faktycznie zależy ze względu na brzmienie, jakość czy nawet zwykły sentyment. Nie chodzi tu przecież o pielgrzymki błagalne na kolanach. No, chyba że po prostu interesuje cię zwykły „deal” na byle co, oby taniej, a najlepiej za darmo.

___
Maciej Nowak

Quiz - MORE REMO
1 / 12
Jak nazywają się naciągi do cichego grania?
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"