"Wsparcie sprzętowe a sprawa Polska" - Felieton Perkusyjny

Dodano: 29.04.2023
Autor: Maciej Nowak

Temat, który permanentnie przewija się w perkusyjnych kuluarach. Także na naszych łamach pojawiają się różne materiały z tym związane. Dlaczego więc kolejny raz chcę o tym zanudzać?

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Zarejestruj się i zaloguj, by mieć dostęp do wszystkich treści. Możesz też wykupić dostęp cyfrowy i wesprzeć rozwój serwisu.

W zasadzie każdy wie o co w tym wszystkim teraz chodzi, ale myślę, że osoby, które od wielu lat aktywnie buszują w tym temacie powinny się oficjalnie wypowiedzieć zważywszy, że od jakichś trzech lat pewien trend przyśpieszył i warto go przynajmniej powierzchownie wytłumaczyć.

Skurczenie się świata (chodzi mi o komunikację) powoduje, że firmy wprowadzają mocno scentralizowane zarządzanie. Powstaje jednak pewien korporacyjny łańcuszek odpowiedzialności i zazwyczaj jest tak, że osoba współpracująca z artystami ma nad sobą zarząd czy innego dyrektora lub prezesa. Bywa, że w takim zarządzie są ludzie, którzy mają średnie lub wręcz żadne pojęcie o świecie muzycznym i relacjach, jakie tam panują. Wtedy wkracza magiczny czynnik, który jest najprostszą formą wykazania się, bez tłumaczenia, przed wierchuszką – liczby. Te są pięknie prezentowane przez media społecznościowe. Wszystko podane na tacy.

Wspomniane ostatnie trzy lata wyniosły ten system na kolejny poziom. Nie trzeba dobrze grać, nie trzeba też być super oryginalnym - bo powielanie pomysłów nie przeszkadzało w wielu przypadkach w tym, by podkręcać liczby. I chociażbym zgnił w swojej goryczy, to jeżeli cycasta koleżanka będzie klepać byle co i byle jak, a „piwniczaki” będą podkręcać jej statystyki, to owe dziewczę będzie miało bezwzględnie większe szanse na wsparcie sprzętowe niż jakakolwiek polska legenda perkusji, która ma faktyczny wpływ na środowisko, ale nie ma mediów społecznościowych lub nie ma ich rozbujanych.

Polska scena muzyczna jest bardzo specyficzna, bo skoncentrowana mocno wewnętrznie i poza kilkoma rock-metalowymi wyjątkami w postaci np. Behemoth lub Riverside, wszystko kręci się między Bugiem a Odrą. Nie zmienią tego okazyjne wyskoki polskich artystów do Anglii czy Holandii, bo i tak kończy się to grą dla miejscowej Polonii. To powoduje, że taki pracownik firmy perkusyjnej musiałby skoncentrować się na naszej scenie i przeprowadzić dochodzenie, kto jest inspiracją dla innych. Sęk w tym, że po pierwsze - musi mu się chcieć, a po drugie – musi mieć jakieś argumenty przy rozliczaniu się z szefostwem. A tu przecież ma piękny wachlarz mediów społecznościowych z czytelnymi statystykami.

Przykłady naszych perkusyjnych liderów social media są tego doskonałym potwierdzeniem, z tą jednak różnicą, że na szczęście w ich przypadku powiązane jest to z talentem i umiejętnościami, chociaż wiem, że jedna osoba już zaczyna się troszkę w tym wszystkim dusić. I wcale się nie dziwię, bo tu pojawia się pewien haczyk dla krótkowidzów, ale teraz nie czas by rozwijać ten wątek. Do brzegu.

Pamiętajmy, że artyści o statusie międzynarodowym, mają łatwiej pod każdym względem. Łatwiej im rozkręcić takie media bardzo prostymi wrzutami, a nawet jak nie angażują się w wirtualne życie i tak są przychylniej traktowani, co jest absolutnie zrozumiałe i logiczne.

Problem tkwi w tym, że są takie rynki jak Polska, gdzie lista odbiorców jest ograniczona do pewnej wąskiej grupy. Czy Ślimak jest perkusistą znanym poza Polską? Nie bardzo. A czy jest niesamowicie zasłużonym i zainspirował olbrzymią falę przyszłych klientów firm perkusyjnych? Jak mało kto! Tylko, że dla takiego pracownika za oceanem jego liczby wyświetleń są, delikatnie mówiąc, mało imponujące. W sytuacjach takich legend jak Ślimak, Czarek Konrad lub Michał Dąbrówka wielką rolę odgrywają nasi przedstawiciele, którzy jakoś to wszystko jeszcze trzymają i nie dopuszczają do swoistej kompromitacji, by muzycy takiego formatu zostali bez wsparcia sprzętowego. I nieważne czy kogoś na to stać, czy nie. To kwestia pewnej przyzwoitości. Krystian z Gewy, Gabrysia z Silesia Music Center lub chłopaki z Music Info niejednokrotnie stawali na głowie perswadując firmom znaczenie wielu naszych rodzimych legend perkusji. Dzięki takim aktywnościom wciąż udaje się ominąć troszkę te statystyki świata wirtualnego, które rozpatrywane są przecież w skali światowej, a tu mówimy przecież o naszym rodzimym ogródku.

Chciałbym więc średnio uroczyście zakomunikować, że media społecznościowe, pełne pułapek, szczególnie z powielanym błędem poznawczym zwanym błędem przeżywalności (odsyłam do „wujka” Google), stały się podstawowym, a w wielu przypadkach wyłącznym źródłem, czerpania wiedzy na temat wartości artysty dla firmy. Zatem do dzieła! Tędy droga.

Kolosalnym plusem tych mediów, na pewno jest to, że nie musimy przecież ograniczać się do Polski. Tylko że…. No właśnie. Będzie sporo tego „tylko że”, ale o tym, kiedy indziej.

 

P.S. Praktycznie co drugie zdanie powyższego tekstu to temat na oddzielne i szerokie dyskusje. Dlatego pozwolę sobie zasugerować, by celem uniknięcia nieporozumień, nie traktować tego tekstu wybiórczo, a jako spójną całość.

P.S. 2. Na zdjęcie główne wybrałem Jurka Piotrowskiego, bo to pierwszy polski perkusista, który miał oficjalny „endorsement” z zagraniczną firmą (Paiste). Poza tym, albo przede wszystkim - jest cudownym człowiekiem. 

QUIZ – Nie wiesz tego o Evans!
1 / 12
Evans jest w rodzinie firmy D’Addario wspólnie z marką pałeczek…
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto dołączyć do grona subskrybentów magazynu Perkusista online ?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.