Metal Lords

Dodano: 13.04.2022
Maciej Nowak

Naiwna, plastikowa, mało zabawna, a miejscami drażniąca opowieść ze słabym castingeim…

Napęd: reżyseria Peter Sollett, scenariusz D.B.Weiss, w roli perkusisty Jaeden Martell (USA - Netflix 2022)

Trasa: Postać perkusisty jest jedną z głównych w filmie, więc musimy dopisać ten obrazek do naszej kolekcji bębniarskich filmów. Czy taki jest na pewno? Bez dwóch zdań. Perkusja odgrywa tu bardzo dużą rolę i jest niesamowicie często eksponowana, ale po kolei.

Film opowiada perypetie dwóch przyjaciół z liceum (a jakże), z których jeden – gitarzysta - jest zatwardziałym metalowcem, a drugi – bębniarz - dopiero odkrywa potęgę ciężkiej i szybkiej gry. Jak zawsze w takich przypadkach mamy do czynienia z niezrozumieniem otoczenia oraz… finałową „bitwą zespołów”, co nie wypada zbytnio oryginalnie, biorąc pod uwagę, że wątek ten zamykał kolejno filmy: School of Rock oraz The Rocker. Z pewnością, w porównaniu do tych dwóch obrazków, niniejsza produkcja ma teoretycznie mniej dziecinnej czy też familijnej słodkości. Wulgaryzmy lecą gęsto (sama nazwa zespołu to Skullfucker), przewija się tematyka seksu, no i mamy wątek romantyczny, który nie jest naszprycowany obleśnymi żartami, chociaż ogólny poziom poczucia humoru w filmie jest mizerny. Żarty sprawiają wrażenie, jakby były wyciągnięte z bazy przewidywalnych dowcipów. Wiadomo, że w tej konwencji wiele rzeczy jest mocno przerysowanych, ale i to też trzeba umieć podać. Do tego dorzućmy mocno średni casting i bardzo plastikowe kreacje aktorskie, z wręcz do bólu drażniącym drugim z bohaterów (gitarzystą).

Nie napawa to wielkim optymizmem, jeżeli chodzi o bębny. Faktycznie, szału nie ma. Wątek ten można podzielić na dwa elementy. Pierwszym jest tło, czyli sprzęt, który jest mocno eksponowany. Wielki zestaw DW na skórach Evansa, w towarzystwie wianuszka blach Sabian – piękny widok. Do tego zestaw świetnej muzyki w wykonaniu, m.in. Black Sabbath, Metallica, Pantera. Drugim elementem jest gra bohatera. Tu znowu wracamy do odwiecznego problemu. Skoro perkusista i przede wszystkim jego gra jest jednym z ważniejszych wątków filmu, to dobrze by było odrobinę lepiej odrobić pracę domową. Jest sztucznie do bólu i nie pomogą nawet w miarę starannie dopracowane sekwencje trafiania w odpowiedni instrument podczas gry. Jest to poziom pierwszej styczności z zestawem. Bohater porusza się przerażająco nieprzekonująco i kolejny raz trzeba ustawiać sobie w głowie hasło: „Ok, to jest tylko taka filmowa metafora”. Czepiamy się? Machine Gun Kelly potrafił dobrze wczuć się w rolę bębniącego Tommye’go Lee w „Dirt”. Rain Wilson we wspomnianym „The Rocker” nie był może drugim Ślimakiem, ale też dał radę ugrać sceny za bębnami. Tutaj stosunek ważności wątku bębnów do jakości jego zaprezentowania jest mocno zachwiany, najpewniej zwalony przez kiepski casting lub pracę w pre produkcji z aktorem. 

Wrażenie z jazdy: Film sprawia wrażenie jakby był efektem wniosku złożonego o dotację do ministerstwa o nazwie Netflix. Straszna chałtura platformy streamingowej, niestety kolejna z wielu. Naiwna, plastikowa, mało zabawna, a miejscami drażniąca opowieść ze słabym castingeim, podana w jakościowo poprawnym wykonaniu produkcyjnym typowym dla Netflix. Nie ratuje całości ani świetny zestaw piosenek, ani cameo kilku uznanych muzyków (niestety, nie perkusistów).  

Pojemność silnika (ocena filmu): 45/100

Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"