Z czym do ludzi?! – Sonne w służbie Open-Handed

Dodano: 30.12.2019
Autor: Grzegorz Krawczyk

Dlaczego poświęcamy czas na jakieś nudne ćwiczenia? To pytanie zadaje sobie wielu perkusistów, nie tylko amatorów, ale też zawodowców.

Celem niniejszego cyklu artykułów jest uzmysłowienie, jak regularne ćwiczenie danego elementu przekłada się w praktyce. Co zrobić, żeby odnaleźć się w danej sytuacji muzycznej i później naturalnie inkorporować te elementy do innych, podobnych stylistycznie momentów.

Dziś nieco ostrzej, konkretniej i bez brania jeńców, czyli Rammstein i muzyka, w której nic nie dzieje się przypadkowo. Od pierwszego do ostatniego dźwięku wszystko się zgadza, można nawet powiedzieć, że wszystkie uderzenia wykonywane są wręcz z niemiecką precyzją.

Na warsztat wziąłem jeden z najbardziej znanych kawałków tego zespołu – Sonne, który na pierwszy rzut oka czy też ucha, wydaje się bardzo prosty i łatwy do zagrania. To w pewnym stopniu się zgadza. Grany rytm czy przejścia faktycznie technicznie są wyjątkowo proste i przejrzyste. Diabeł tkwi jak zawsze w szczegółach. Zagłębiając się w charakter utworów Rammstein odkrywamy, że motorem napędzającym utwór, nadającym mu niepowtarzalne brzmienie, jest wyjątkowa ekspresja. Uderzenia zagrane są z taką energią, wydobywając takie brzmienie, że nie potrzeba tysiąca uderzeń, aby wywołać ciarki na ciele słuchającego. Kapela, jak i sam bębniarz, są mocno rockowo-metalowi i jeżeli chcemy wgryźć się w ten gatunek to musimy poświęcić dużo czasu, żeby naprawdę poczuć ten styl muzyczny.

Skupmy się na wspomnianym wcześniej utworze Sonne. Tak, jak już napisałem, sam rytm nie jest bardzo skomplikowany (rys.1) – hi-hat grany ćwierćnutami, werbel na dwa i cztery, jedynie w stopie dzieje się więcej (video). Jest to idealny numer, by wejść w temat gry Open-Handed (otwarte ręce). Zwróćcie uwagę na to w video, które jest dodatkiem do lekcji.

Dlaczego akurat utwór Sonne? Przede wszystkim dlatego, że Christoph Schneider często przeskakuje z klasycznej techniki krzyżowej na styl otwarty. Utwory zespołu z racji prostej linii rytmicznej są dobrym materiałem treningowym do wprowadzenia w ten styl gry. Sam rytm zwrotki Sonne oraz charakterystyczne przejrzyste przejście na refren to rewelacyjne miejsca do ćwiczenia „osadzania się” i budowania groove’u. Sam Christoph bardzo często korzysta z open-handed w tym utworze.

Czym jest open-handed? Po raz pierwszy z techniką open-handed miałem styczność w 2004 roku podczas trzydniowych warsztatów z Domem Famularo, które odbyły się w Krakowie. Spędziłem z Domem mnóstwo czasu, opiekowałem się nim z ramienia dystrybutora oraz uczestniczyłem w samych warsztatach. Podczas zajęć Dom opowiedział o tym, dlaczego przestawił się na open-handed oraz jak to u niego wyglądało. Lecąc z USA do Anglii, czytając książkę, nasunęła mu się myśl, że po co sobie komplikować życie, jeśli można prościej. Ot, zwykła, przelotna myśl, jaka czasem przychodzi nam do głowy i równie szybko ucieka. Jednak w przypadku Doma zmieniła już na zawsze technikę jego grania. Przyleciał na Masterclass i pierwszą rzecz, o jaką poprosił, to piła do metalu, żeby móc skrócić… rurkę od hi-hatu (!). Była za długa, aby móc ją ustawić na podobnej wysokości co werbel.

To, co jest od razu zauważalne podczas grania open, to swoboda. Dzięki niej jedna ręka nie ogranicza drugiej, a w werbel możemy uderzyć zza ucha (szczególnie w tym numerze) i nic nam nie stoi na przeszkodzie, nie obawiamy się, że uderzymy się w kciuk. Co więcej, słyszymy, że brzmienie, groove oraz artykulacja zmieniają się na lepsze. Open-handed wymaga jednak 100% skupienia. Nie możemy usiąść do grania czy ćwiczenia w sposób rutynowy, bo wtedy nie zapanujemy nad swoimi rękami. Nasz słuch będzie wychwytywał nawet najmniejsze poślizgi, co jest dodatkowym plusem, bo od razu dostajemy porządnego bata w postaci nas samych. Przekłada się to na uporządkowanie gry oraz świeże podejście do instrumentu. Zagranie rytmu to jedno, natomiast zrobienie przejścia i powrót do rytmu to już inna bajka. W momencie, gdy zwrotkę gramy lewą ręką na hi-hacie, a refren prawą na ride lub drugim hi-hacie, musimy bardzo szybko przeskoczyć myślami, grając przejścia tak, żeby nie poplątały nam się ręce.

Wróćmy do numeru Rammsteina Sonne i skupmy się na przejściu, które następuje bezpośrednio przed refrenem (rys. 2). Możemy zagrać je na dwa sposoby, pamiętając, że zawsze zaczynamy tą samą ręką, którą kończymy (video).

Na samym początku podczas grania open-handed mogą mylić się wam ręce. Dlatego też proponuję zacząć od grania tego, co dobrze znamy, jednak zmieniając technikę na otwartą tak, żeby powoli wyćwiczyć sobie swobodną zmianę rąk.

Zauważycie również, że przejścia będziecie zaczynać od innej ręki niż dotychczas np. grając zwrotkę Sonne w ustawieniu otwartym, przejście zaczynamy od prawej ręki, ale grając tradycyjnie od lewej. Spróbujcie w obu ustawieniach i sami przekonajcie się, co się stanie. Grając w formie open mamy większy komfort zagrania przejścia niż zaczynając go od lewej ręki (video).

Jak mówią, praktyka czyni mistrza, więc im więcej pogracie tak zwane zmiany z prawej na lewą rękę, tym szybciej nie będziecie się nad tym zastanawiać, tylko swobodnie zamieniać ręce i grać. Moim zdaniem technika open-handed, jak sama nazwa wskazuje, jest bardziej otwarta i umożliwia uzyskanie lepszego brzmienia. Poprawia ona naszą pozycję za bębnami, która staje się prosta i stabilna. Obie ręce są na swoim miejscu i nie musimy się krzywić w lewą stronę, w kierunku prawej ręki, która gra na hi-hacie – nie musimy ich krzyżować. Patrząc też na to z innej strony, to tak, jakbyśmy ćwiczyli na werblu lub grali na gitarze ze skrzyżowanymi rękami.

 

Przygotował: Grzegorz Krawczyk
Foto: Łukasz Kowalski

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !