Z czym do ludzi ?! - Nieparzyście ze Stingiem

Dodano: 25.05.2020
Autor: Grzegorz Krawczyk

Dzisiaj weźmiemy na warsztat podział nieparzysty na przykładzie dość wymagającego utworu, jakim zdecydowanie jest „Seven Days” Stinga.

Jeśli nie widzieliście lub po prostu nie ćwiczyliście ze mną utworu „Take Five”, który jest doskonałym wstępem do nauki „Seven Days”, to polecam – poszukajcie grudniowego numeru Magazynu Perkusista i zapoznajcie się w pierwszej kolejności z utworem Paula Desmonda.

Sting to brytyjski muzyk, multiinstrumentalista, piosenkarz i kompozytor. Naprawdę nazywa się Gordon Matthew Sumner i urodził się 2 października 1951 w Wallsend. Swój pseudonim otrzymał jeszcze w czasach szkolnych, kiedy grywał z miejscowymi zespołami jazzowymi. Podczas jednego z występów zespołu Phoenix Jazzman miał na sobie sweter w czarno-żółte pasy. Koledzy uznali, że wygląda jak pszczoła i zaczęli nazywać go Sting (ang. żądło). W latach 70 i 80 zeszłego stulecia był liderem, głównym kompozytorem, wokalistą i gitarzystą basowym zespołu The Police, gdzie tworzył zabójczą sekcję ze Stewartem Copelandem. Karierę solową, która trwa do dziś, rozpoczął już pod koniec 1981 roku.

Piosenka „Seven Days” została nagrana w 1993 roku i znalazła się na albumie „Ten Summoner’s Tales”. Bębny na tę płytę nagrywał Vinnie Colaiuta, który zasłynął przede wszystkim ze współpracy z Frankiem Zappą, Chickiem Coreą, Jeffem Beckiem, Quincy Jonesem, właśnie Stingiem i wieloma innym artystami. Vinnie jest uważany za jednego z najlepszych perkusistów w historii, który świetnie sprawdza się w każdym gatunku muzycznym.

Ta piosenka to przykład niesamowitego kunsztu, smaku i umiejętności tego perkusisty. Mimo, że utwór ma prawie 30 lat, nie starzeje się, a zagrane partie stanowią niedościgły wzór dla współczesnych perkusistów. Tych, którzy chcą, by nieparzysty rytm został zagrany w taki sposób, że przeciętny słuchacz nie wyczuje tu nieparzystego przeskoku, ponieważ perkusista tworzy złudzenie równego kołysania całości. Jest to najwyższy poziom umiejętności grania tego typu rytmów.

Co sprawia, że Vinnie tak sprawnie „oszukuje”? „Seven Days” to utwór zagrany w metrum 5/8, w którym dużą rolę odgrywają szesnastki grane na hi-hacie. Nie ulega wątpliwości, że dużą rolę odgrywa tu frazowanie wokalu Stinga, który bardzo umiejętnie i w sposób nadzwyczajny potrafi tak skomponować i zaśpiewać linię melodyczną, że na pierwszy rzut „ucha” nie rozpoznajemy, że nie jest w podziale 4/4.

Tak, jak wspominałem wcześniej, dla lepszego wprowadzenia proponuję pograć „Take Five” – przed przystąpieniem do tej piosenki, czując metrum liczone na 5. Na początek grajcie same szesnastki na hi-hacie z metronomem, akcentując pierwszą z czterech. Stworzy to fajny efekt, ponieważ w co drugim takcie akcent będzie na raz.

Kolejną kombinacją jest zagranie akcentu pierwszego z trzech.

Dopiero, gdy będzie to płynnie wychodzić, dołączcie stopę zagraną na raz i rim zagrany na cztery.

Refren może przysporzyć nieco trudności, ponieważ na ride trzeba zagrać ósemkę akcentowaną na kopułce i dwie szesnastki nieakcentowane.

Podobnie, jak w zwrotce, w co drugim takcie pamiętajcie, aby akcent był na raz. Sugeruję pograć na początku na samym ride z metronomem, a dopiero później dodać stopę i werbel. Stopę zagrajcie wtedy na raz oraz dwa i.

By móc dokładać dodatkowe akcenty, przejścia i przy tym nie wylecieć z groove’u, dobrze jest pograć przez dłuższy czas w wolnym tempie zwrotkę i refren, oczywiście z metronomem.

Dopiero, gdy przez 5–10 minut będziecie w stanie zagrać sam groove (zwrotka, refren, zwrotka, refren itd.), wtedy włączcie utwór „Seven Days” i grajcie go razem z nagraniem, żeby się z nim zgrać.

Jeśli kilkadziesiąt razy zagracie go bez pomyłki... Gratuluję! Możecie zagrać dodatkowe akcenty i przejścia podobne do tych, które gra Vinnie.

Przygotował: Grzegorz Krawczyk
Foto: Łukasz Kowalski

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !