Z czym do ludzi?! – Fly Away

Dodano: 27.05.2019
Autor: Grzegorz Krawczyk

Dlaczego poświęcamy czas na jakieś nudne ćwiczenia? To pytanie zadaje sobie wielu perkusistów, nie tylko amatorów, ale też zawodowców.

Celem niniejszego cyklu artykułów jest uzmysłowienie, jak regularne ćwiczenie danego elementu przekłada się w praktyce. Co zrobić, żeby odnaleźć się w danej sytuacji muzycznej i później naturalnie inkorporować te elementy do innych, podobnych stylistycznie momentów.

Podczas drugiego spotkania podkręcimy trochę śrubę i z prostego ósemkowego groovu przeskoczymy do bardziej skomplikowanego szesnastkowego. Dzisiaj Fly Away Lenny’ego Kravitza (Krawczyka, ha!)

Lenny Kravitz to charyzmatyczna postać światowej sceny muzycznej, która nie tylko bardzo groove’owo i w swoim stylu gra na gitarze i śpiewa, ale jest człowiekiem, nagrywającym każdy instrument na swoją płytę, której później jest producentem. Tak było podczas nagrywania numeru Fly Away.

Cindy Blackman – Santana to perkusistka, którą warto wspomnieć przy tym spotkaniu, ponieważ najdłużej gra z Lennym oraz ma niesamowity groove (warto posłuchać, jak gra). Oprócz niego gra również u Carlosa Santany, ma w dyskografii autorskie 9 płyt, zrealizowanych z kolejnymi zespołami z plejadą znakomitych nazwisk jazzowego świata: Kenny Barron, Ron Carter, Gary Bartz, Steve Coleman, Wallace Roney i długą listą innych.

Przejdźmy do groovu.

Sam rytm na pierwszy rzut ucha wydaje się prosty, ale jak się w niego zagłębimy, to już wcale taki nie jest. Ważną rzeczą w tym, jak i w innych numerach Lenny’ego jest to, że muszą one bujać, porywać do tańca oraz wprowadzać w trans. To wszystko uda się wtedy, kiedy będziemy dokładnie w swoim czasie i miejscu grać każde uderzenie z odpowiednią dynamiką oraz frazowaniem (w tym rytmie jest ona dwutaktowa, czyli liczymy do ośmiu).

Jak już sami się domyślacie, utrzymanie frazy przez dwa takty i powtarzanie jej przez cały utwór wymaga mega dużej samodyscypliny i konsekwencji przy graniu.

Tak, jak wspomniałem na początku, rytm jest szesnastkowy, czyli szesnastki granę są na hi-hacie, gdzie nieparzyste są akcentowane, a parzyste nie, czyli co druga (nuty 1), a konwersacja toczy się między stopą a werblem.

Na początek proponowałbym poćwiczyć (prawą i lewą ręką) same szesnastki na padzie, werblu lub hi-hacie bez akcentu. Potem, kiedy już zaczną wychodzić swobodnie (ważne jest, by nie spinać ręki), możemy dodać akcenty (nuty1). Tempo utworu to 80 bpm (gdzie ćwierćnuta = 80 bpm), czyli szesnastka będzie cztery razy szybsza. Tak na marginesie, proponuję wyćwiczyć swoją sprawność techniczną np. do tempa 85 – 90 bpm, by móc swobodnie zagrać w tempie 80 bpm.

Jeżeli ręka na hi-hacie już nam ładnie pracuje i nie zacina się, to możemy kilka razy pograć sam hi-hat z piosenką do tego czasu, gdzie będzie on nam się idealnie zgrywał z nagraniem. Jak spojrzycie na nuty rytmu (nuty 2), to zauważycie, że werbel też ma co robić, ze względu na ghost notes, których jest trochę i dlatego wcześniej zaproponowałem ćwiczenie obu rąk, by werbel zgrywał się z hi-hatem.

Jeżeli pojawi się sytuacja, gdzie hi-hat będzie nam ładnie i swobodnie grał, a werbel będzie odstawał, to proponuję większą uwagę poświęcić na nim, a mówiąc dokładniej na naszą werblową rękę. Do tego proponuję pograć ćwiczenia (nuty 3, 4, 5) bez akcentów, a później z akcentami i najlepiej z metronomem, by żadna szesnastka nam nie uciekła. To samo ćwiczenie proponowałbym poćwiczyć naszą stopą, która też jest szesnastkowa oraz jak to stopa jest fundamentem groove’u, a jak nasz bęben basowy kuleje, to i cały rytm kuleje.

Kiedy mamy już wyćwiczony każdy instrument (bęben basowy, werbel, hi-hat) to możemy przejść do składania rytmu. Tak, jak to było w poprzednim spotkaniu omawiane, zaczynamy od hi-hatu, potem stopa i na końcu werbel. Oczywiście wszystko na początku w wolnym tempie, a dopiero wtedy, jak będziemy czuć się pewnie i swobodnie w tym rytmie, możemy się zbliżyć i osiągnąć 80 bpm.

Wszystkie te ćwiczenia, jak i sam groove, zostały zaprezentowane w materiale wideo.

 

Przygotował: Grzegorz Krawczyk
Foto: Łukasz Kowalski