Z czym do ludzi?! – Funky Drummer

Dodano: 10.02.2020
Autor: Grzegorz Krawczyk

Dlaczego poświęcamy czas na jakieś nudne ćwiczenia? To pytanie zadaje sobie wielu perkusistów, nie tylko amatorów, ale też zawodowców.

Celem niniejszego cyklu artykułów jest uzmysłowienie, jak regularne ćwiczenie danego elementu przekłada się w praktyce. Co zrobić, żeby odnaleźć się w danej sytuacji muzycznej i później naturalnie inkorporować te elementy do innych, podobnych stylistycznie momentów.

Ostatnio było mocno, głośno i zdecydowanie rockowo. Dzisiaj pójdziemy w całkiem innym kierunku. Pokażę wam coś na mały zestaw – Funky Drummer, jeden z najbardziej popularnych groove’ów Jamesa Browna. Artysty, który z całą pewnością zapisał się na kartach historii muzyki bardzo dźwięcznie i barwnie. Ciekawostką jest to, że u Jamesa, jak również na przykład u B.B. Kinga, zasiadało dwóch perkusistów. Jeden po prawej, a drugi po lewej stronie artysty. Wszystko po to, aby umożliwić wokaliście odsłuch bębnów w stereo. W tamtym czasie nie było aż tak zaawansowanej techniki audio, dlatego też radzono sobie właśnie w taki sposób.

Wiele lat za bębnami w zespole Jamesa zasiadali: Clyde Stubblefield i John „Jabo” Starks. Niesamowite jest, że ci panowie w studio nagrywali inne numery, które znajdowały się później na płytach Jamesa. Na koncertach grali już razem, zgrywając się idealnie. Efekt był taki, jakby grał jeden mięsisty zestaw.

James Brown był precyzyjny pod każdym względem, a poczucie rytmu miał lepsze niż niejeden zawodowy perkusista. Co jednak za tym idzie, granie w zespole takiego perfekcjonisty było olbrzymim wyzwaniem i stwarzało wielką presję. Polecam obejrzeć film „Get On Up” oparty na faktach z życia Jamesa Browna. To, na co szczególnie warto zwrócić w nim uwagę, to podejście Jamesa do grania na przeróżnych instrumentach. Niezależnie od tego, czy była to gitara, saksofon, trąbka czy cokolwiek innego, James wymagał od muzyków, żeby swoje instrumenty traktowali jak perkusję. Dlaczego? Ponieważ dzięki temu uzyskiwali lepszy rytm całego zespołu, zgranie i wyczucie charakteru każdego utworu. Tym samym lepiej odwzorowywali wizje Browna, który pod względem realizacji swoich założeń był bezlitosny.

James Brown stał się wielką inspiracją dla wielu, w tym również nawet dla samego Michaela Jacksona, pod względem tanecznym, wokalnym, ale przede wszystkim rytmicznym. U Michaela perkusista był jeden. Miał jednak od 3 do 6 bębnów basowych o różnych rozmiarach, ponieważ jedna piosenka potrzebowała różnych brzmień stopy. Dawało to większą przestrzeń w groovie. Wieloletni perkusista i zarazem przyjaciel Michaela – Jonathan „Sugarfoot” Moffett opowiadał w jednym ze swoich wywiadów, jak zaczął współpracować z Jacksonem. Musiał bardzo szybko nauczyć się grać jedną nogą jeden groove, przeskakując z pedału na pedał. Sami dobrze wiemy, że nie jest to takie proste, bo nie ma czasu zahamować footboard po uderzeniu, a zanim przestanie się kołysać, znów trzeba uderzyć z taką samą precyzją i feelingiem.

Stworzony przez Jamesa Browna Funky Drummer to szesnastkowy rytm, zagrany na trzech instrumentach, stopa, werbel, hi-hat, który wymaga niesamowitej precyzji, artykulacji i zgrania stricte tak, jak u Browna.

Hi-hat gra bardzo szybkie szesnastki, gdzie dodatkowo mamy dwa krótkie otwarcia. Werbel zagrany jest w różnych dynamikach, ghost notes i akcent. Stopa, która idealnie zgrywa się z rękami i jest zagrana w punkt. Jak rozpocząć pracę nad tym groovem? Proponuję zacząć od hi-hatu, ćwicząc początkowo same szesnastki w wolnym tempie. Najpierw z akcentowaniem na pierwszą z czterech, potem na pierwszą z dwóch i na koniec na co drugą z dwóch szesnastek.

Dopiero, kiedy będzie to już wychodzić swobodnie, do hi-hatu zagrajcie stopę naprzemiennie z akcentowaniem na pierwszą z dwóch, a potem na drugą z dwóch szesnastek.

Taką samą kombinację możemy wykonać między hi-hatem a werblem.

Każdy styl czy gatunek muzyczny stawia przed perkusistą szereg wymagań. Funky Drummer jest pod tym względem jednym z liderów. Dlatego też precyzja, funkowy charakter i swoboda jest tutaj najważniejsza. Pamiętajcie jednak, że wystarczy tylko werbel, stopa i hi-hat, żeby poruszyć miliony.

 

Przygotował: Grzegorz Krawczyk
Foto: Łukasz Kowalski

Quiz – Prawda czy fałsz?
1 / 12
Black Sabbath zagrało w Polsce przynajmniej jeden koncert z Billem Wardem za bębnami.
Dalej !