Prog Rock - Perkusiści XXI wieku

Dodano: 10.08.2018

Znamy dobrze pionierów prog rocka, wiemy, jak rozwijała się ta muzyka na przestrzeni lat. Obecne stulecie to wiele odmian i czasami totalnie skrajne rejony stylistyczne. Kto objawił się nam za bębnami w XXI wieku?

Oprócz poniższej dziesiątki warto dodać jeszcze takie nazwiska, jak Jay Postones, Steve Judd, David Elitch, Deantoni Parks, Henry Rogers, a z polskich oczywiście Piotr Kozieradzki (lata 90 były jego metalowymi latami), Wawrzyniec Dramowicz czy też Maciek Dzik.

Gavin Harrison

Fot. Will Ireland

Nie powinno chyba nikogo dziwić, że jednym z pierwszych nazwisk, jakie się wymienia przy tej okazji, jest właśnie Gavin Harrison. Co ciekawe Gavin i rock progresywny to temat, który zaczął się na dobre rozwijać w momencie, gdy w 2002 roku został zaproszony do zespołu Porcupine Tree. A odnosi się wrażenie, jakby Gavin grał prog rock od zawsze. Wcześniej kontakty tego wybitnego muzyka sesyjnego ograniczały się do sporadycznych epizodów, jak np. trasa z zespołem Renaissance. Obecnie jest perkusistą King Crimson i każdy zespół grający stylistykę progrockową marzy o tym, by zagrał z nimi Gavin.

Brann Dailor

Fot. Robert Downs

Perkusista zespołu Mastodon, czyli odchodzimy daleko, daleko od klasyki i mamy do czynienia z pełną swobodą twórczą, mimo, że nie jest to najsłodsza forma artystyczna. Brann wydaje się łączyć w swojej grze tradycje największych maniaków ostrego rocka, szczególnie, kiedy dołożymy do tego jego rolę wokalisty. Jednak w tym szaleństwie jest metoda. Opisywaliśmy kiedyś na naszych łamach jego dzień w trasie, gdzie na wszystko jest czas i miejsce, a niekontrolowany rock and roll nie ma możliwości zaistnieć, bo wtedy wszystko się posypie.

Marco Minnemann

Fot. Romana Makówka

Człowiek, który zdaniem wielu wykonawczo najlepiej pasował do Dream Theater w chwili, gdy zespół szukał następcy Portnoya. Niemiecki bębniarz o polskich korzeniach jest jednym z najbardziej podziwianych na świecie, ponieważ łamie wszelkie możliwe bariery i robi to z rozbrajającym uśmiechem. Jest perkusistą absolutnym o fantastycznym wyczuciu gry i kolosalnej technice. Jego swoboda za zestawem, rewelacyjna pamięć muzyczna, doskonały dobór środków – wszystko to można usłyszeć i zobaczyć podczas koncertów The Aristocrats.

Matt Garstka

Jeden z tych bębniarzy, w stosunku do którego określenie mianem bębniarza XXI wieku nie do końca jest trafne. To już perkusista drugiej dekady tego stulecia. Piekielnie sprawny technicznie sprawia wrażenie, jakby na początku swojej kariery zgubił gdzieś „raz” i do tej pory nie mógł odnaleźć. Animals As Leaders początkowo korzystali z programowanych bębnów, żeby wszystko było idealnie. W pewnym momencie Matt powiedział „stop”, usiadł za bębny i zrobił swoje.

Martin Axenrot

Fot. Romana Makówka

Bębniarz, który ma swoje grono zagorzałych fanów. Zawsze stojący gdzieś w cieniu tych wszystkich mistrzów, którzy po skończonej trasie koncertowej pakują bębny i jadą grać kliniki perkusyjne. Martin nie uaktywnia się w ten sposób. Dołączył do Opeth w 2006 roku i podobnie, jak cały zespół, przechodził transformację z ciężkiego deathmetalowego grania w stronę progresywną.

Matt Halpern

Fot. Agnieszka Litarska

Mieliśmy przyjemność oglądać perkusistę Periphery podczas Meinl Festival w Warszawie w 2016 roku. W grze tego niezwykle sympatycznego perkusisty słychać mocne inspiracje szwedzkim potworem w osobie Tomasa Haake z Meshuggah. Periphery w 2015 roku wydało podwójny album koncepcyjny Juggernaut: Alpha i Juggernaut: Omega, natomiast pierwsza piosenka z ostatniej płyty zespołu była nominowana do nagrody Grammy.

Jon Theodore

Fot. Will Ireland

Obecnie Jon bębni w Queens Of The Stone Age, a jego bębnom przyglądamy się TUTAJ. Trzymając się jednak naszego tematu przewodniego od razu pojawia się tu nazwa innego zespołu – The Mars Volta. Kapela, która osiągnęła wielki sukces i zdobyła uznanie wśród wielu autorytetów. Gra na bębnach w tym zespole stanowi bardzo mocny punkt w CV, a co dopiero, jak wbiło się bębny na trzech pierwszych płytach.

Craig Blundell

Fot. Robert Wilk

Niektórzy pamiętają Craiga, jak robił prezentacje sprzętu Roland, później kariera tego miłego Brytyjczyka zaczęła nabierać rozpędu i opierała się o kolejne zespoły artrockowe albo progresywne. Ostatecznie wylądował w ekipie prawdziwej gwiazdy sceny progresywnej. Zespół Stevena Wilsona to wielkie wyzwanie, z którym musiał się zmierzyć. Wygrał, został i gra do dziś, o czym osobiście możemy się przekonać z racji częstych wizyt w Polsce.

Ryan Van Poederooyen

Fot. Romana Makówka

Niesamowicie ciekawy człowiek. Bębniarz w Devin Townsend Project, czyli zespole bardzo nietuzinkowego artysty. Devin Townsend jest rewelacyjnym gitarzystą i świetnym wokalistą, który sypie pomysłami z rękawa niemal na zawołanie. Jest przy tym muzykiem strasznie wymagającym, dlatego Ryan musi być bardzo czujny. Poza tym drugą jego pasją jest motywowanie ludzi do działania, co wychodzi mu bardzo dobrze. Pilnujcie kolejnych koncertów w Polsce!

Josh Eppard

Fot. George Fairbairn

Korzenie Coheed and Cambria sięgają jeszcze lat 90 zeszłego stulecia, ale Josh dołączył do zespołu już w roku 2000. Zespół odbiega momentami mocno od klimatów progrockowych, ale jako całość zaliczani są do tego gatunku twórczości, na co wpływ mają koncepcyjne płyty. Josh w zespole pojawiał się i znikał, ale to głównie z nim kojarzony jest stołek perkusyjny w tej formacji. Dużo energii i bardzo ciekawa technika gry.