Ozzy Osbourne - Patient Number 9

Dodano: 11.09.2022
Maciej Nowak
Pojemność silnika (Ocena perkusisty)

85 /100
Pojemność baku (Ocena płyty)

75 /100

Jest to jedna z lepiej wybębnionych płyt Ozzy’ego od bardzo, bardzo dawna.

Napęd: Chad Smith i Taylor Hawkins (Sony Music 2022)

Typ silnika: hard rock, heavy metal

Trasa: Nastąpiła mocna zmiana percepcji współczesnej działalności legendarnych artystów. Dominuje twierdzenie, że jeszcze jest szansa zobaczyć ostatni raz, posłuchać ostatni raz itd. Niestety nie idzie to w parze z oferowaną jakością. Odbiorca skupiony jest bardziej na osobie wykonawcy niż na samej treści. Z drugiej strony, tacy ludzie jak Ozzy nie potrzebują niczego udowadniać i wnosić czegokolwiek nowego. Ich czas nieubłaganie mija, ale niesamowite dokonania pozostają i pozostaną na zawsze. Gorzej, kiedy artysta wciąż próbuje na siłę coś tworzyć w chwili, gdy już nie bardzo wychodzą mu nawet własne standardy. Na szczęście tego nie słychać na „Patient Number 9”.

Nie oszukujmy, Ozzy jest już starszym panem i ma coraz poważniejsze problemy ze zwykłym funkcjonowaniem, ale możliwości produkcyjne potrafią to skutecznie zatuszować, szczególnie kiedy ma się tak charakterystyczny wokal, po którym nie słychać aż tak bardzo wieku, jak to bywa w „głosach-dzwonach”. O ile wcześniejszy album „Ordinary Man” jakościowo ma spore wahania, to niniejszy album trzyma w tej kwestii spójność, przy jednoczesnej różnorodności merytorycznej, co jest oczywiście związane z artystami, z jakimi współpracował na tej płycie Ozzy. Obecność Erica Claptona w „One of Those Days” jest niesamowicie czytelna, oczywiście biorąc pod uwagę mocniejsze podkręcenie gałek na wzmacniaczu. Tony Iommi świetnie wniósł "sabbathowego" ducha. „Degradation Rules” bliżej do lat 70, natomiast „No Escape From Now” ma klimat zespołu z lat 80. „Immortal” ma w sobie jakiś pierwiastek nośności Pearl Jam, co rzecz jasna wniósł McCready. Intro do tytułowego utworu to doskonały przykład fascynacji Ozzy’ego zespołem The Beatles i jednocześnie jest to bardzo "osbournowe" intro, co warto podkreślić w kontekście inspiracji artysty. Sam numer przywodzi na myśl czasy „No More Tears”. Beatlesów słychać fenomenalnie w drugim numerze z Jeffem Beckiem „A Thousand Shades”, gdzie można się pokusić o stwierdzenie, że są tam jedne z najpiękniej zagranych gitar na płycie (przypomnijmy, że Jeff Beck gra obecnie trasy koncertowe z Aniką Nilles). Dave Navarro odbił swoje piętno na „God Only Knows”. A Zakk Wylde? W swoim stylu i bez większego zaskoczenia. Ciężko, rasowo z tą swoją kontrolowaną niechlujnością.  

Co do bębnów, mamy tu dwóch uznanych perkusistów, ale to ze względu na jednego z nich album zyskuje dodatkową wartość. Chodzi tu oczywiście o zmarłego, w marcu tego roku, Taylora Hawkinsa, który gra w 3 piosenkach. Głównym bębniarzem płyty jest Chad Smith, który zawsze marzył o grze w Black Sabbath, a swoje marzenia zrealizował w części już na wcześniejszej płycie Ozzy’ego.

Niezależnie od wszystkiego, niniejszy album to jedna z lepiej wybębnionych płyt Ozzy’ego od bardzo, bardzo dawna. Ścieżki bębnów wreszcie brzmią spójnie z kompozycjami. Nie są jedynie szkieletem i rusztowaniem bez żadnej próby wniesienia czegokolwiek w aranż. Silnym punktem jest fantastyczne dostosowanie partii bębnów do ogólnego klimatu piosenek, wywołanego przez współkompozytora. Mówiąc inaczej, na przykładach - „No Escape From Now” trzyma ten wspomniany "sabbathowski" styl wolnego bicia z następującym potem przyśpieszeniem, podczas gdy lżejsze „One of Those Days” ma bogatą i różnorodną ścieżkę, świetnie dostosowaną do całości. „Parasite” pełne akcentów i reagujące żywo na to co podaje Zakk Wylde. Reasumując – bardzo przyjemne zaskoczenie.  

Wrażenia z jazdy: Spójna jakościowo płyta z wieloma zawiązaniami, które są wynikiem obecności szerokiej gamy gości. Każdy z nich wnosi swój czytelny pierwiastek twórczy, który ubrany jest w produkcyjną całość. Album na pewno nie zmieni biegu historii, ale nie musi. Ważne, że nie jest mizernym podrygiem schorowanego już Księcia Ciemności. To rasowy, inteligentny album, do którego można będzie sięgać częściej, chociażby ze względu na to by pobrać lekcję muzyki, polegająca na tym, jak charakterystyczni artyści potrafią wywrzeć swoje piętno na kompozycji.  

Odcinki specjalne: Oprócz wymienionych powyżej, warto zwrócić uwagę na „Mr Darkness” - żywa i bogata huśtawka dynamiczna z eleganckim wejściem w trójdzielny podział. „Evil Shuffle” świetnie oddaje tytuł kompozycji.

Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"