Behemoth - Opvs Contra Natvram

Dodano: 28.09.2022
Pojemność silnika (Ocena perkusisty)

75 /100
Pojemność baku (Ocena płyty)

70 /100

Nawet momenty wyjścia bębnów na pierwszy plan brzmią tak naprawdę bardzo grzecznie.

Napęd: Inferno (Mystic, 2022)

Typ silnika: death metal

Trasa: Mamy spore wymagania, bo mówimy tu, nie o kapeli aspirującej, a o zespole klasy światowej, którego logotyp, na afiszach najbardziej szanowanych festiwali, z roku na rok, jest coraz większy. Nie ma więc taryfy ulgowej, ale musimy też pamiętać, gdzie Behemoth zawędrował, jeżeli chodzi o swój status.  

Jak zawsze w takich przypadkach, chociaż już coraz rzadziej, pojawiają się głosy ortodoksyjnych fanów smoły i siarki, co do dużej komercyjności całości - jak na tę estetykę muzyczną. Tylko że Behemoth od dawna, muzycznie i mentalnie, jest gdzie indziej, pokazując jak wiele można osiągnąć poprzez przemyślane kierowanie swoimi działaniami. Zespół idzie dalej obraną drogą i obraz tego, co mamy tu przed sobą, nie powinien nikogo zaskoczyć. Niby jest to wciąż szybki i agresywny death metal, ale jeszcze więcej tu czytelnych melodii spinających się na całe kompozycje, a nie jedynie dłuższe frazy. Utwory stanowią spójną całość konceptualną, operując zmianami tempa i dynamiki, bez wybić z ogólnej idei, jaka podana jest na początku, dzięki czemu utrzymują swój piosenkowy charakter. Niezależnie czy mamy utwór napuszony w stylu „The Deathless Sun”, czy skoczny „Off to War!” wszystko krąży wokół głównego pomysłu na kompozycję, a to znów ułatwia zdecydowanie percepcję. Druga sprawa to sama estetyka i wykorzystane zabiegi aranżacyjne. Nie ulega wątpliwości, że metal symfoniczny cieszy się ogromną popularnością. Behemoth korzysta z tej patetyczności coraz odważniej, a robi to bardzo sprytnie, stopniowo, używając tych mniej oczywistych dla laika środków. Szybkie refreny są rozciągnięte wokalnie i gitarowo, nabierając przez to melodyjności. Sprzyja temu też często wykorzystywany trójdzielny podział, który w odbiorze mocno kołysze. Wstawki i akcentowanie nadające sakralnego tła, co oczywiście idzie w parze z tematyką utworów. Samo bicie gitar, mimo że w większości utrzymane w, tak charakterystycznym dla gatunku, liniowym charakterze, coraz częściej wzbogacane jest pojedynczym biciem akordowym. Wreszcie same solówki gitarowe, które w zasadzie od płyty „The Satanist” wniosły duży element melodyjności. Wszystkie te zabiegi, stosowane w odpowiednich konfiguracjach i częstotliwościach, wpływają na łatwiejszą przyswajalność i czytelność płyty. Już pierwszy odsłuch pozwala wyłapać dystynktywne punkty i przejść przez cały album, co nie zawsze było tak oczywiste, bo mało kto ma odwagę otwarcie przyznać, że po którejś piosence nieco się zagubił. "Etykieta" metalowego twardziela na to przecież nie pozwala.  

Brzmienie albumu jest oczywiście bardzo mięsiste i spójne, tylko że brakuje w nim więcej dynamiki (nie mylić z dynamiką aranżacji utworów). Całość sprawia wrażenie mocno sprasowanej chociaż wytłuszczonej, bardzo poprawnej politycznie. Wszystkiego zawsze jest tak samo po równo. Nawet momenty wyjścia bębnów na pierwszy plan brzmią tak naprawdę bardzo grzecznie. Niby zespół mówi o tym, że chce brzmieć organicznie, ale finalny szlif i obróbka robi z tego wymuskaną produkcję, co pewnie jest wynikiem ogólnej konwencji przekazu. Niestety jest to już dość nudne, a jak pokazał Megadeth na ostatniej płycie można na nowo zdefiniować swoje brzmienie by wyglądało to nowocześnie i w kontekście. A tak, mamy brzmienie niczym disneyowski czarny charakter, niby jest groźnie, ale bezpiecznie. 

Jeżeli chodzi o partie bębnów Inferno, mamy tu przykład wielkiego doświadczenia. Album mocno trzyma się na postawionym szkielecie perkusyjnym. To właśnie on jest tu największym dostawcą agresywności, nadając płycie życie, bo gdy wyjmiemy bębny z całości, muzyka w wielu momentach nam się rozmyje. Niby jest to dość oczywiste, gdyż taka jest rola perkusji, ale na tej płycie Inferno mocno ciągnie resztę. Jestem przekonany, że niejeden perkusista położyłby tu bardziej stonowane partie, co mocno by zahamowało płytę. 

Wrażenia z jazdy: Melodyjny, szybki, ale jednocześnie osadzony death metal, podany w bardzo bezpiecznym i znanym od dawna brzmieniu. Zespół podąża swoją drogą zwiększania zakresu odbiorców, czemu na pewno niniejszy album się przysporzy. Jednocześnie jest w miarę bezpieczny dla współczesnej bazy fanów, bo o ile nie uznają go za wybitny, to raczej też nie zakłóci im dotychczasowego postrzegania kapeli. Nie zdziwi chyba nikogo, gdy na którejś z kolejnych płyt zespół zagra z jedną ze słynnych metalowych wokalistek.

Odcinki specjalne: Nikt w Polsce i mało kto w światowym metalu gra tak rewelacyjne pasaże na tomach od 8” do 18” jak Inferno!

Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"