PIONIERZY POLSKIEJ PERKUSJI cz.1

Dodano: 22.02.2023
Autor: Staszek Piotrowski

Losy naszego kraju w XX wieku potoczyły się w taki sposób, że zawsze musieliśmy nadganiać to, co działo się z muzyką. Wojny, komuna, izolacja, propaganda, mieliśmy naprawdę sporo na głowie. Mimo wszystko potrafiliśmy stworzyć własny charakter i jakość, także w bębnach.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Zarejestruj się i zaloguj, by mieć dostęp do wszystkich treści. Możesz też wykupić dostęp cyfrowy i wesprzeć rozwój serwisu.

Szalony rozwój muzyki jazzowej i rozrywkowej przypadał na czasy, gdzie Polska odbudowywała się z wojennej pożogi. Nie było łatwo, bo czujne oko Wielkiego Brata zza Buga czuwało. Jazz jako symbol amerykańskiej swobody, naturalności i nonszalancji miał mocno pod górkę. Pamiętajmy jednak, że to był też okres, kiedy sama perkusja dopiero się rozwijała, a rola perkusisty wreszcie nabierała właściwego znaczenia.

ANDRZEJ DĄBROWSKI

Absolutna legenda polskiej perkusji, chociaż tak naprawdę tylko my na naszych łamach, ze zrozumiałych względów, bliżej przyglądamy się temu aspektowi, bo w innych wywiadach, których zresztą pan Andrzej udzielił mnóstwo, jest to temat marginalny.

Dlaczego? „Do zakochania jeden krok” albo wcześniejsze „Zielono mi” – ponadczasowe szlagiery, które wyciągnęły muzyka zza zestawu i wyprowadziły na środek scen wielkich polskich festiwali piosenki komercyjnej, ale zaczęło się wcześniej po namowach kolegów: „W końcu odważyłem się zaśpiewać, bodajże w 65 roku, w Krakowie. Namówili mnie muzycy: zaśpiewaj sobie ze trzy standardy. Zaśpiewałem w krakowskiej filharmonii na koncercie zaduszkowym. Od tego się zaczęło. Potem miałem okazje coraz częściej i zza bębnów także śpiewałem. Na Festiwalu Wokalistów Jazzowych w Zamościu miałem cały koncert z Ptaszynem, jako wokalista za bębnami. Potem przez dwa lata z Urbaniakiem i z Ulą Dudziak graliśmy i ja zza bębnów śpiewałem hity jazzowe i rozrywkowe… I pierwszą swoją płytę nagrałem w Norwegii, o czym nikt właściwie nie wie. Właśnie z Urbaniakiem i Ulą mamy taką wspólną płytę dla wytwórni Atlas – jeden singiel i duża płyta analogowa. Nawet nie wiem, czy ja ją mam gdzieś? Czy ktoś mi podwędził? W każdym razie dziwne, że pierwszą płytę wokalną nagrałem właśnie w Norwegii. Na niej był jazz. Pierwsze polskie piosenki zaśpiewałem dopiero w 70 roku.”

Długo opisywać pracę artysty na polu poza-perkusyjnym. Jest trochę materiałów na ten temat, warto poszperać i poczytać. Piosenkarz, rajdowiec, fotograf, dziennikarz – pan Andrzej ma sporo odsłon i na wielu polach odnosił wymierne sukcesy. W zasadzie w tamtych czasach ciężko znaleźć na Zachodzie tak kolorowy odpowiednik tego artysty, a i dzisiaj nie byłoby to łatwe.

Jeżeli chodzi o bębny, mamy trzy ciekawe punkty związane z działalnością Andrzeja Dąbrowskiego, jako pioniera polskiej perkusji.

  1. Nagranie pierwszej płyty w Polsce z artystą ze światowej czołówki jazzowej – „Stan Getz in Warsaw”. Materiał został zarejestrowany 1 listopada 1960 roku w godzinach 3:30 i 6:32 nad ranem w warszawskiej Sali Koncertowej Filharmonii Warszawskiej, przy okazji 3 edycji Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego Jazz Jamboree. Pamiętajmy, że do tej pory nie mieliśmy żadnej płyty długogrającej z muzyką jazzową, a tu? Zagraniczny artysta nagrywa materiał i potrzebuje muzyków. Trzeba było kogoś wytypować: „To było niesamowite granie. Jak do tego doszło, nie wiem, w każdym razie przyjechał sam do Polski. Ktoś musiał z nim zagrać. Kto o tym decydował, nie wiem. Wybrano Trzaskowskiego, „Gucia” Dyląga na basie i mnie na perkusji, no, bo w tych ankietach byłem najlepszy w Polsce. To jeszcze było na tym pierwszym Szpaderskim, bez dobrych talerzy. Sam proces nagraniowy też nie tak dobry, jak w tej chwili. Byłem pod ogromnym wrażeniem, że ja mam grać z Getzem. Zaczęła się taka trema straszna, że w balladzie, jak trzeba było grać szczotkami, to mi się ręce trzęsły. Getz wtedy na świecie był gwiazdą nr 1. (…) Kazał sobie pół litra przynieść i nagrywaliśmy. Nie było żadnej próby, zaczynał coś grać, jak na dżemie, czasami w balladzie ustalał tonację.”

Z lewej - pierwsza płyta polskiej ekipy z artystą światowej czołówki jazzowej. Z prawej - pierwszy polski długogrający album jazzowy w historii!

  1. W roku 1963 wychodzi pierwszy w Polsce jazzowy album długogrający rodzimego artysty. Pierwszy! Do tej pory artyści mogli pokazać się na singlach, składankach lub tzw. czwórkach, czyli mówiąc inaczej EP-kach lub też jeszcze bardziej obrazowo – 7-calowych płytach, gdzie zazwyczaj wchodziły po 2 utwory na stronę. Tu mamy pełnowymiarowy album polskiego artysty jazzowego, do tego z autorskim materiałem. Skład? Wyśmienity: Andrzej Kurylewicz, Jan „Ptaszyn” Wróblewski, Wojciech Karolak, Tadeusz Wójcik oraz nasz Andrzej Dąbrowski. Dwa lata później ruszyła seria Polish Jazz z pierwszą pozycją z katalogu w postaci materiału Warszawskich Stompersów (New Orleans Stompers). Ze względu na wagę, symbolikę, ale też naprawdę przyzwoitą jakość „Andrzej Kurylewicz Quintet - Go Right” zostało skatalogowane z numerem 0.



 

  1. Endorsement? No prawie, bardziej możliwość wyboru setu. Nie sposób więc porównać tegoo do obecnych umów z firmami lub nawet tego, co miał dekadę później Jerzy Piotrowski, ale Andrzej Dąbrowski był najpewniej pierwszym polskim perkusistą, który miał bezpośredni kontakt z jednym z liderów rynku. Wszystko dzięki ofercie gry w szwajcarskim zespole. Najpierw udało mu się zdobyć zestaw Gretscha: „Mojego Szpaderskiego zostawiłem tam w rozliczeniu. Gretsch był super. Wybrałem taki mały zestaw z jednym kociołkiem i jednym stojącym, ale bez talerzy (…). Pierre Favre, znany perkusista szwajcarski był jednym z szefów Paiste. Ja już tam byłem, jako ten niby najlepszy polski perkusista, więc pojechaliśmy z wizytą do fabryki i na koniec mogłem sobie wybrać cały komplet talerzy Paiste formuły 602. Od tej pory wszystko brzmiało jak cholera.”

W wywiadzie w 2018 roku, po otrzymaniu Złotego Fryderyka (nałożyło się to z 80 urodzinami muzyka), zapytany przez dziennikarkę, dlaczego zrezygnował z regularnej gry na bębnach powiedział: „Z powodu kręgosłupa. 50 lat siedzenia na stołeczku bez oparcia, 50 lat naciskania zawsze tą samą lewą nogą na pedał hi-hata. To są miliardy naciśnięć. Kostka zaczęła nawalać. Zresztą kręgosłup wykończyły mi także rajdy. Samochody rajdowe mają bardzo twarde zawieszenie, kubełkowe fotele są bez sprężyn. Przy dużych prędkościach każda mulda na drodze, każda dziura od razu wgniata w fotel i naciska kręgosłup lędźwiowy, czwarty, piąty kręg...” (Duży Format, 17.09.18)

My jesteśmy przekonani, że prędzej czy później powstanie film fabularny o Andrzeju Dąbrowskim. Kto wcieli się w główną rolę? Ciężko powiedzieć, bo zadanie będzie wymagało sporo talentu na wielu płaszczyznach.

W 3 lata od krzesła do koncertu w Wiedniu

„Jako perkusista byłem oczywiście szkolony do orkiestry symfonicznej w sposób klasyczny. (…) Nic nie było, żadnego zestawu. Był 56 rok, graliśmy na przerwach w liceum, ja tam bębniłem na krzesłach. A skład był dobry: Namysłowski, Byrczek, Andrzej Piela – puzonista świetny, Roman Dyląg, no i Wojtek Karolak.” Własny sprzęt? „Werbelek jakiś z wojska, na takiej skórze prawdziwej, bydlęcej, gdzie ona była szorstka i szczoteczki nie chciały po tym chodzić, to się zacinało, nie mówiąc o jakichś sprężynkach, zrobionych ze strun naturalnych, z jelita. Talerze tragiczne po prostu, nieprawdopodobne… Bo mój pierwszy komplet też był tragiczny… Jak już zaczynałem trochę grać, to ojciec kupił mi enerdowską Trovę. Bęben bardzo praktyczny, rozbierany w połowie na takie zatrzaski i tam do tego bębna wchodziła reszta… Talerze też Trovy, jakieś cieniutkie, powyginało się to, w ogóle brzmienie tragiczne. Graliśmy Dixieland. Prawidłowa droga i kolejność rozwoju. W roku 58 graliśmy jamy na Zaduszkach i w klubie plastyków na Łobzowskiej. W trakcie jednego z dżemów Andrzej Kurylewicz zaproponował mi współpracę. W jego trio mój rozwój jazzowy następował dość szybko. W końcu tego roku można już powiedzieć, że zacząłem grać profesjonalnie.” W roku 1959 pierwszy wyjazd za komunę, do Austrii. W latach 60 koncerty w całej Europie z Komedą, Karolakiem, Kurylewiczem, Trzaskowskim, Namysłowskim, Urbaniakiem, Nahornym.

Materiał zebrał przygotował: Staszek Piotrowski

Quiz – Pieśń o Rolandzie
1 / 12
Na rozgrzewkę – Roland to firma, która została założona w latach 70 w:
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto dołączyć do grona subskrybentów magazynu Perkusista online ?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.