Wykop: Mike Portnoy

Dodano: 25.02.2019

Miał przyjechać do Polski razem z supergrupą Sons of Apollo. Niestety, nie przyjechał, ale w kwietniu zobaczymy go w warszawie razem z The Neal Morse Band. Mike ma to do siebie, że zestawy, na jakich gra, to zestawy prawdziwie „na bogato”! Jak wyglądało to w Sons of Apollo?

Zespół to prawdziwa supergrupa, naszpikowana wirtuozami. Mike lubi takie otoczenie, dobrze się czuje wśród gitarzystów, którzy mają dynamit pod placami i wokalistów, którzy głosem kruszą skały. Poczciwy Portek nigdy nie idzie na kompromisy w kwestii bębnów. Owszem, zdarzało mu się grać na małych zestawach w momencie, gdy opędzał projekt z coverami The Beatles, ale autorska muzyka zawsze okraszana była bębnami, które fajnie wyglądały i miały w sobie wiele smaczków. Nawet na szybko sklecony praktycznie z niczego zestaw w Liquid Tension Experiment to bardzo ciekawa konstrukcja, oparta o dwa timbalesy i rozbity klasyczny shell set.

Nie trzeba chyba przypominać zestawu, jaki pojawił się po płycie 6DOIT Dream Theater, gdzie na scenie pojawiły się nagle trzy centrale i w pełni aktywnie mogły korzystać z bębnów dwie osoby na dwóch niezależnych stanowiskach. Po odejściu od Dreamów sytuacja niewiele się zmieniła. Mike dostosowywał bębny do kolejnych projektów muzycznych i tak np. w Twisted Sister zestaw był już bardziej rockowy niż np. w Portnoy/Sherinian/MacAlpine/Sheehan. Wciąż jednak były to duże bębny, naszpikowane instrumentami. Sam muzyk tłumaczy: „Wszystko w moim zestawie ma swoje przeznaczenie. Nie jest tam dlatego, żeby wyglądać fajnie, wszystko jest wykorzystywane w jakimś momencie piosenki.”

TAMA

„Gram na Tamie od jakichś 35 lat. Swój pierwszy zestaw kupiłem jeszcze w szkole, jak byłem nastolatkiem. Wydaje mi się, że większość młodzieży wybiera marki bębnów, bazując na swoich idolach, a w tamtym okresie moim ulubionym perkusistą był Neil Peart, który w tym okresie grał na Tamie. Bill Bruford, Simon Phillips i Stewart Copeland, więc chciałem grać na Tamie. Tak więc jestem z Tamą przez ostatnie 35 lat z małą kilkuletnią przerwą na początku lat 90, gdzie grałem na bębnach innej firmy. Z tym jednym wyjątkiem byłem wierny Tamie cały czas. Mam nawet wytatuowane jej logo na ramieniu. Mam swoje lata!”.

Skąd ta wierność do tej japońskiej marki? „Jestem z nimi z dwóch powodów. Pierwszym jest fakt samych produktów. Zawsze lubiłem bębny i hardware, który uważam za wytrzymały. Grałem na nich przez całe życie, więc jestem przyzwyczajony do wszystkiego, co mają w swoim katalogu. Druga sprawa to wzajemna relacja. Od samego początku, kiedy podpisałem z nimi kontrakt endorserski w połowie lat 90, traktowali mnie z wielkim szacunkiem, dostarczali mi zawsze wszystko to, co chciałem. Takie wsparcie jest bardzo ważne w relacjach między artystą i firmą, dlatego to bardzo doceniam.”

Zestaw w pełnej krasie, no w prawie pełnej, ponieważ nie jest łatwo na jednym zdjęciu uchwycić wszystkie elementy.

SABIAN

Mike kojarzony jest tak samo z Tamą, jak i z Sabianem. „Gram na Sabianach od 1993 roku, to już 25 lat. Tu także produkty przemawiają same przez siebie. Wciąż starają się wymyślić coś nowego i podobnie jak w przypadku Tamy, są jak rodzina. W ogóle nie myślę o tym, żeby przenieść się gdziekolwiek indziej. Cóż, logo Sabian mam także wytatuowane na ciele! Jestem oddanym artystą. Nie jestem muzykiem, który sobie skacze od firmy do firmy. Jeżeli znajdę firmę, którą lubię, szanuję i jest to odwzajemnione, wtedy jestem bardzo lojalny.”

SONS OF APOLLO KIT – TAMA STARCLASSIC BUBINGA

Mike lubi nadawać nazwy swoim bębnom. Zestaw, na jakim teraz grał trasę w Europie, oczywiście ma swoją nazwę, chociaż w tym przypadku nie jest to tak oczywiste. „Nazywam je zamiennie Apollonian Monster albo Kit of Apollo. Nie zdecydowałem się na konkretne imię. Generalnie jest to mój zestaw Sons Of Apollo. Wykonany z bubingi w lustrzanym wykończeniu. Jest to kolejna inkarnacja. Na początku używałem go w Adrenaline Mob, tak gdzieś w 2012 roku. Później korzystałem z nich w Twisted Sister, a ostatnio na trasie Shattered Fortress (muzyka Dream Theater). Ta wersja jest najbardziej aktualna. Zmieniliśmy kilka rzeczy tu i tam, ale w większości jest to bardzo spójny zestaw. Gong drum z prawej, octobany z lewej, trzy tomy, trzy floor tomy, tak, to bardzo typowy zestaw.

Dla mnie drewno bubinga brzmi bardzo ciepło, tak, jak lubię. Ale szczerze mówiąc, nie jestem jednym z tych gości, co analizują różne rodzaje drewna. Jestem otwarty na inne rzeczy, poza tym gram w wielu różnych zespołach, w różnych konfiguracjach, w różnych krajach, gdzie czasami korzystam z bębnów dostarczonych na miejscu. Nie ma problemu z próbowaniem brzozy z bubingą, klonu czy tam cokolwiek innego.”

Z lewej strony zestawu także dużo się dzieje. Widać nawet małego timbalesa, którego Mike wykorzystuje w dwóch utworach.

Kiedyś, za czasów Metropolis Mike używał gong drum jako floor, teraz elegancko zapełnia miejsce nad floorami.

NACIĄGI REMO

„Korzystałem teraz z nowych naciągów Remo Colortone (w wersji Emperor), które mnie naprawdę wciągnęły. Po pierwsze wyglądają naprawdę spoko, ale są przy tym ciepłe. Nie dźwięczą i są łatwe w kontroli. Te, które mam na tym zestawie, to akurat Ebony Emperor. Kolejną fajną rzeczą, jaką wymyślił mój techniczny, to założenie lustrzanych Starfire (wersja chromowa, ponieważ jest też złota) na dół bębnów. W kwestii Colortone zauważyłem, że dodatkowe tłumienie nie jest potrzebne. Czasami, jak gram na zwykłych Emperorach wydaje mi się, że trzeba coś podkleić lub nałożyć Moongela, ale jakoś z Colortone’ami mam wrażenie, że nie są tak dźwięczne, więc nic nie potrzebuję do tłumienia.” Tu zapewne chodziło Mike’owi o Emperor Ebony.

OCTOBANY

Jeden z charakterystycznych elementów zestawu Mike’a od zawsze. „Stroję je na ucho, a wiem, co moje ucho lubi. Wolę, gdy octobany nie są nastrojone zbyt wysoko. Nie chcesz, by brzmiały jak timbalesy. Lubię to brzmienie orzechów kokosowych z lekkim dołem w stroju, mimo, że z natury są to wysoko brzmiące instrumenty. Mam też z lewej strony LP timbalito. Ciężko go sięgnąć! Używam go w Signs Of The Time oraz w Lines In The Sand.”

Zestaw octobanów. Mike ustawiał je drzewiej jak Simon Phillips, od 20 lat robi to tym systemem.

WERBEL TAMA MIKE PORTNOY MELODY MASTER

Wiadomo, że Mike będzie mocno reklamował swoją sygnaturę. Jakie ma argumenty? „Maszynka to coś, na co wpadłem jakieś 20 lat temu, jak wypuszczano te werble. Było to wtedy coś wyjątkowego, bo mają trzy poziomy napięcia. Zatem zamiast być tylko w pozycjach naciągniętej lub nienaciągniętej, można wybrać pozycję pomiędzy. Możesz sobie to zmieniać między piosenkami lub nawet w trakcie jednej piosenki. Takie dwa werble w jednym. Ten, który jest teraz przy zestawie, wykonany jest z bubingi z moimi oznaczeniami w postaci ambigramu. Starsze miały symbol Dream Theater, ale w chwili, gdy odszedłem, zmieniliśmy to na moje imię. Zwykle trzymam go w luźnym ustawieniu sprężyn, a samą membranę lubię mieć mocno naciągniętą.”

Sygnowany werbel zmienił oczywiście oznaczenia z Dream Theater na indywidualne Portnoya.

PEDAŁY – TAMA SPEED COBRA

Mike ma świetną technikę gry nogami, ale okazuje się, że jest w tym coś specjalnego. „Zasadniczo gram na Speed Cobra, ale powtórzę, gram w sześciu różnych zespołach w tej chwili, więc jeżeli pojawi się normalna Iron Cobra to też wszystko gra. Nie jestem jakoś wybredny w tym temacie. W tym przypadku mamy Speed Cobry. Bijak staram się trzymać w pozycji w połowie pomiędzy nogą a membraną, więc jest nieco dyndający. Problem w tym, że gram na centralkach niekonwencjonalnie. Zawsze systemem heel-up (pięta w górze), a moje palce są mniej więcej w połowie pedału. Tym samym moja stopa ledwo dotyka do pedału, a ja na niego naciskam palcami. Powtarzam, nie jest to książkowy przykład.”

Pedały Speed Cobra, chociaż Mike nie jest wybredny i można mu podstawić Iron Cobry. Łaskawca.

SABIAN MAX STAX/SPLASHES

Słynne splashe Sabiana, które swego czasu robiły na rynku furorę oraz stacki, czyli łączone ze sobą dwa talerze, które za sprawą Mike’a stały się bardzo popularne. „Zawsze mam Mid (10” z 10”) i Low (12” z 14”) Max Stax w każdym zespole, w którym gram. Do tego staram się mieć też wszystkie trzy Max splashe. Jest to jeden z moich standardów w bębnach. Zawsze lubiłem super małe splashe. Większość firm robi je w wymiarach 8”, 10” i 12”, więc ja sobie zażyczyłem w formacie 7”, 9”, 11” tylko po to, by się wyróżnić i zaproponować coś innego. Mówiłem wczoraj mojemu technicznemu, jak bardzo są wytrzymałe. Póki co na trasie połamałem crashe i chinki, ale te maluchy 7” i 9” trzymają się całą trasę. Żartowałem, że powinni je robić nieco bardziej kruche, żeby sprzedać ich więcej! Lubię je dokręcone bardzo mocno. Ogólnie lubię mieć blachy dość mocno dokręcone, więc nie kołyszą się za bardzo. Chyba byłem pierwszym, który wprowadził na rynek sygnowane stacki… Terry Bozzio wypuścił chyba później, ale ja na ich bazie stworzyłem swoje. Zanim dostał swoje Radius w Sabian, składał talerze w swojej wcześniejszej firmie (Paiste). Ja zainspirowany zacząłem tak składać różne Sabiany. Ostatecznie zdecydowałem się mieć swoje własne Max Stax. Teraz jest ich wiele różnych na rynku, ale ja swoje wymyśliłem dlatego, że zawsze podobał mi się ten szybki trzask. Mój syn Max musi teraz wypuścić swoje sygnatury nazwane ode mnie!”.

Max Stax, czyli jeden z charakterystycznych elementów Mike'a niemal od zawsze.

Wystarczy pokazać tylko ten układ talerzy i sporo perkusistów od razu pozna, że jest to zestaw Mike’a Portnoya!

ROZSTAW BLACH

Mike ma swoją metodę. „Jak spojrzysz na crashe i chinki to są rozstawione niemal symetrycznie. Zawsze mam dwa większe z przodu 18” i 19”, a później dwie chinki. Po prawej mam dodatkowy 20” crash. Później jest O-zone i dwa „klosze” po obu stronach. Nie są do kupienia w normalnej sprzedaży. Są to prototypy, jakie pokazał mi Chris z Sabiana i jestem w nich autentycznie zakochany. Mają brzmienie jak petarda. Korzystałem z nich na płycie Sons Of Apollo i od tego czasu trzymają się na moim zestawie. Brzmią jak strzelba i różnią się brzmieniowo od wszystkiego, co miałem do tej pory. Zatem mamy dość symetryczne rozstawienie, chociaż nie jest identycznie po obu stronach to są zbliżone. Cały czas kręcę się i obracam za bębnami, więc zawsze coś zostanie uderzone.”

Prawa strona zestawu i prototyp talerzy Sabian nałożony na O-zone.

WYBÓR TALERZY

„Próbuję różne. Niektóre to stare, sprawdzone modele, jak chociażby wspomniane Max. Zawsze jest coś z AAX i HHX. Korzystałem ostatnio też sporo z serii Artisan, są bardzo przyjemne. Sabian ma ogromną ilość bardzo fajnych blach. Mówię do Chrisa: Wyślij mi cokolwiek, ja to zawieszę na bębnach!”.

PAŁKI

Wiadomo, że taki bębniarz jak Mike Portnoy ma swoje sygnatury, ale przy tej okazji warto zwrócić uwagę, jak muzyk trzyma pałki. Nie jest to ani standardowy układ ani akademicki chwyt. „Korzystam z moich sygnowanych pałek ProMark 420X. Mają tzw. Active Grip i czarne wykończenie. W zależności od tego, z jaką kapelą gram, mam na nich pasujące do sytuacji logo. Trzymam lewą pałkę od drugiej strony, a prawą normalnie. Doprowadza to do szału mojego technika, który musi owijać taśmą połowę pałek tak, a drugą inaczej.”

HI-HATY

„Mam trzy zestawy hi-hatów. Jest tradycyjny hi-hat 14” po lewej stronie, po prawej za to mam mały 12”, który jest zawsze zamknięty oraz set 13”, który jest znów zawsze uchylony. Mam możliwość uzyskania trzech różnych brzmień. Te po prawej to X-hats i nie mają załączonego żadnego pedału.”

I jak wrażenia? Mike ma pewną filozofię i wizję swoich bębnów. Nie ulega wątpliwości, że w wielu przypadkach przyczynił się do popularyzacji kilku rozwiązań brzmieniowych, jak stacki czy też octobany, które musiały się znaleźć także w Dreamowym zestawie Mike’a Manginiego.

Okazuje się też, że Portnoy nie jest książkowym przykładem, jeżeli chodzi o sposób gry. Dotyczy to pracy nóg, jak i samego uchwytu pałek, który jest praktycznie zawsze na samym końcu pałki. Mimo to jest jednym z najbardziej inspirujących perkusistów z racji swojego stylu gry, który na początku kariery oparty był o zaawansowaną technikę i nienaganną czystą grę. Teraz Mike dorzuca do tego więcej szalonego rock and rolla, ale wciąż potrafi porazić takim przejściem, że spadają kapcie!

Materiał przygotowali: Staszek Piotrowski, Artur Baran, Stuart Williams
Zdjęcia: Adam Gasson