Jak stroić bębny?

Dodano: 12.04.2019
Autor: Paweł Ostrowski

Brzmienie to wizytówka każdego perkusisty, muzyczny odcisk palca i wreszcie powód do niekończących się sporów na forach dyskusyjnych. Gdyby współczesny zestaw perkusyjny zrodził się nieco wcześniej, być może filozofowie greccy tworzyliby swoje rozprawy na tematy bardziej życiowe niż „poetyka”, „prawda i byt” czy „materializm dziejowy”.

Kto wie, czy starożytni nie utkaliby wieki temu opasłych dzieł literackich na temat tego, jak stroić werbel, czym tłumić centralę, jakie naciągi na tomy lub nie tworzyliby traktatów o wyższości żelków nad tłumiącymi krążkami…

Może to i dobrze, że takich dyskusji doczekaliśmy się dopiero w czasach dzisiejszych, gdy słowo pisane można dopełnić nagraniami z sieci i filmami z YouTube’a. Może to i lepiej, choć wcale nie tak łatwo odpowiedzieć na pytanie „jak stroić?”, gdy pojawia się tyle opinii, porad i co jedna to bardziej przekonująca. Spróbujmy pochylić się nad tym tematem, skoro najwięksi filozofowie tego świata nie raczyli zrobić tego za nas…

1. ŚWIADOMOŚĆ BRZMIENIA CZYLI PODSTAWY

Nie od dziś wiadomo, że brzmienie to jedna z trzech najcenniejszych „cnót” muzyka, a więc i perkusisty (ang. time, sound i feeling). Dlatego też praca nad własnym soundem to proces bez końca, droga zależna od naszych umiejętności, doświadczenia, muzycznych okoliczności, w jakich się poruszamy, ale i aktualnie panujących trendów. Zanim skupimy się na czysto technicznych wskazówkach „jak stroić”, omówimy szerzej zagadnienie, zwracając uwagę na całą resztę składowych, jakie współtworzą nasz własny sound, czyli brzmienie.

Decyzja zapadła – inwestujemy w membrany, zamiast jechać́ na wakacje...

Technika

Nigdy za wiele na ten temat, bo jak mawiali najwięksi wojownicy tego świata „z wiekiem sił ubywa i stajesz się coraz słabszy, ale technikę walki możesz ulepszać w nieskończoność”. A więc najkrócej, jak się da, skompletujmy najważniejsze składowe techniczne, które uszlachetnią nasze brzmienie:

– Luz i brak zbędnych napięć – właściwa technika uderzania w bębny bazuje na rozluźnieniu, nawet w dynamicznym i głośnym graniu. Umiejętne generowanie siły polega na minimalizacji spięcia mięśni, dzięki czemu – przy odpowiednio wypracowanej motoryce – jesteśmy w stanie grać głośno, nie męcząc się, z mniejszym uszczerbkiem dla sprzętu (pękanie blach, naciągów, pałek), a także ładniejszym brzmieniem.

– Pozwalajmy na wybrzmienie – uderzając w instrument, dajmy mu się „do końca wypowiedzieć” tzn. po uderzeniu nie pozostawiajmy pałki na naciągu tomu, werbla, a jeśli to możliwe także bębna basowego. Wówczas brzmienie osiągnie swoją pełnię.

– Wykorzystaj w pełni aparat ruchowy – inaczej zabrzmi uderzenie z samego nadgarstka, inaczej grane techniką finger control, a jeszcze inaczej, gdy uderzamy Moellerem. Świadomy perkusista łączy różne techniki gry, by grać sprawnie i brzmieć szeroko.

– W sam środek – bębny są jak żywy organizm – potrafią „przemówić” na wiele sposobów, zależnie od tego, gdzie dotkniesz i w jaki sposób. Pełnię brzmienia wydobędziesz uderzając w sam środek werbla, tomów, stopy, warto więc doskonalić technikę pod kątem trafialności w punkt. To samo tyczy się bębna basowego. Chcąc uzyskać soczyste brzmienie i maksymalną głębokość dźwięku, starajmy się zamontować młotek stopy tak, by uderzał w sam środek naciągu.

– Proporcje dynamiczne – to wreszcie zależności pomiędzy głośnością instrumentów, tworzących cały zestaw perkusyjny. Nawet pięknie brzmiące tomy zgubią się w miksie, jeśli będą ciszej zagrane niż werbel, stopa czy talerze, brzmiące z natury głośniej, więc wymagające większej kontroli dynamicznej.

Grubszy korpus instrumentu lubi być́ mocniej uderzony.

Rozmiar i grubość instrumentu

Kolejna niby prawda oczywista. Zanim zdecydujemy się na zakup instrumentu, zastanówmy się, jakie brzmienie nas interesuje, a także kto ukształtował w nas to brzmienie. Warto inspirować się świadomie – jeśli chcę zabrzmieć jak John Bonham, powinienem wybić sobie z głowy bęben centralny o rozmiarach 18 cali. Duże znaczenie ma także materiał, z jakiego wykonany jest zestaw – inną charakterystykę posiada klon, inaczej zabrzmi brzoza, jeszcze inaczej dąb, czy bubinga. To samo tyczy się grubości korpusów – im grubsze drewno, tym trudniej jest wprowadzić korpus w rezonans, co wymaga większej siły uderzenia, a z kolei cienki korpus bywa bardziej podatny na atak, za to nieraz zbyt otwarty brzmieniowo itd.

Rozmiar determinuje w dużym stopniu brzmienie.

Pałki i naciągi

Nawet najlepszy zestaw świata nie powali na kolana posiadając stare naciągi, które porozciągały się ze względu na swój wiek i stopień zużycia. Tak samo jest z perkusistą – choćbyś brzmiał niczym Tomasz Knapik perkusji, ale twoje pałki są obskubane i mają popękane główki – nie oczarujesz słuchacza brzmieniem swoich talerzy, tomów czy werbla, a co najwyżej szybciej uszkodzisz naciągi (pół biedy, jeśli stare i zużyte…).

Nowe naciągi prowokują̨ do grania, a nawet do ćwiczenia

Tłumienie

Każdy instrument wymaga dopieszczenia, niezależnie od klasy zestawu, sposobu strojenia i stopnia zużycia materiałów zużywalnych (naciągi i pałki). Niekiedy kawałek podklejonej taśmy, użycie żelka lub dodatkowe wytłumienie stopy potrafi zdziałać więcej niż się wydaje. Z tego powodu nie warto się ograniczać do tego, co „dała fabryka”. Pamiętaj, że to twój instrument i możesz z nim robić, co tylko ci się podoba – cel nadrzędny to „brzmieć możliwie najlepiej”.

Przypominając sobie te podstawowe składowe, przejdziemy już do głównego problemu, zadając pytanie: „Jak stroić, żeby brzmiało”? W dalszej części tego materiału omówię kilka popularnych sposobów, by w konsekwencji – na sam koniec – przekonać się o tym, że to jednak nie jest wcale takie proste… Dla zachęty jednak dodam, że praca nad brzmieniem jest równie złożona, co i przyjemna, więc zachęcam, by jednak mimo wszystko czytać dalej.

2. STRÓJ OPTYMALNY, CZYLI JAK STROIĆ?

Zależnie od muzyki, którą wykonujemy, wymagania brzmieniowe różnią się, a sposób strojenia bywa odmienny. Istnieją natomiast zależności najlepiej sprawdzające się w praktyce, więc kilka ogólnych zasad warto przytoczyć, niezależnie od tego, co gramy, z kim i za ile.

Stopa

Odpowiedzialna za dolne rejestry brzmieniowe, w większości sytuacji zabrzmi idealnie jako mięsista, miękka, z obfitym „dołem” i czytelnym punchem. Wyjątek stanowi muzyka jazzowa, w której niewielkich rozmiarów centralkę (zwykle 18 cali) stroimy wysoko, nie tłumiąc jej w środku i nie dziurawiąc przedniego naciągu. W pozostałych sytuacjach można śmiało zdać się na zasadę „im niżej, tym lepiej”, dlatego naciągi minimalnie dokręcone na stopie nie są rzadkością (czasem tylko tak, aby zniknęły fałdy na membranie).

Duże znaczenie praktyczne ma samo wytłumienie centrali – nieważne, czy fabryczną gąbką, czy ulubionym kocykiem lub poduszką. Warto znaleźć optymalną ilość wypełnienia bębna, która nie zadusi naturalnego brzmienia korpusu, ale nada przyjemną miękkość dźwięku, niwelując „defiladowy” przydźwięk stopy niczym niewytłumionej. Dziura w naciągu rezonansowym też jest bardzo korzystna – dzięki niej instrument dostaje większego ataku, stając się bardziej punktowym.

Stopę̨ generalnie warto wytłumić́. Czym to zrobisz to już̇ twoja sprawa.

Werbel

Tutaj sprawa jest już nieco szersza, bo werbel stroimy wyżej lub niżej, nie tylko ze względu na stylistykę, ale własne preferencje lub zapotrzebowanie (np. strojenie werbla do tonacji utworu w studio nagraniowym). Dolny naciąg zazwyczaj podciągamy mocno, aby dobrze przenosił drgania sprężyn, natomiast naciąg uderzany dostosowujemy do sytuacji. Wysoko nastrojony zagwarantuje lepszy atak i skuteczność w podkreślaniu 2 i 4, za to niżej ukręcony dostarczy bardziej szlachetnego i soczystego dołu – pod warunkiem jednak, że nie pojawią się nieprzyjemne przydźwięki, charakterystyczne dla niższego stroju. Jeśli werbel wydaje z siebie nieprzyjemne „ryki” to znak, że warto go wytłumić lub podciągnąć wyżej (+ewentualnie wytłumić).

Tomy

Te instrumenty traktujemy już dużo bardziej indywidualnie. Posiadając większą ilość tomów, mamy bardziej zróżnicowany melodycznie wachlarz brzmienia, natomiast rozmiary poszczególnych tomów determinują ich właściwości brzmieniowe, w tym wysokość stroju (trudno wymagać od 10-tki brzmienia tomu 14-calowego, jak też szkoda „ściskać” brzmieniowo 16 floor tom, podciągając go wyżej, jakby był rozmiarów 12 cali). Wiele radości sprawiają tomy brzmiące soczyście, obficie, z długim wybrzmieniem i potężnym atakiem.

Tak jednak brzmiące instrumenty przysparzają wielu zmartwień akustykom i realizatorom nagrań, bo okazuje się, że tomy wchodzą wszędzie – w mikrofony werbla, stopy, overheadów, do tego wzbudzając się po uderzeniu w stopę czy werbel. Próbując jednak przemycić w warunkach koncertowych nasz potencjalny „ideał” brzmienia, staramy się często stroić tomy najniżej, jak się da, na ile pozwalają naciągi, nie wybrzuszając się i nie wpadając w nieprzyjemny rezonans (nisko brzmiący tom z długim sustainem = moc).

Sposób kręcenia

Strojenie perkusji podlega prawom fizyki, a ta niezmienna jest od lat i raczej nie wpłynie na nią żaden ustrój ani „dobra zmiana”. Pamiętając o fizyce, zwracamy uwagę na to, by rozkład naprężeń membrany był optymalny tzn. równomierny z każdej strony bębna. Zapewni to wyrównane brzmienie oraz odpowiednie właściwości użytkowe naciągu, zwiększając też jego trwałość. Z tego względu powinniśmy stroić po przekątnej – zwracając uwagę na równomierną ilość obrotów z każdej strony bębna. Każda nowa membrana potrzebuje się ułożyć i rozciągnąć na początku (i z pewnością kilkakrotnie puści swój strój, zanim się ułoży), w czym możemy jej pomóc na samym początku, naciskając mocno naciąg centralnie z góry, jeszcze luźny, niedokręcony kluczykiem.

Stroimy bębny po przekątnej, aby równomiernie napiąć́ membranę.

Można też pomóc sobie pięścią i (z wyczuciem) poboksować membranę, aby odpowiednio ułożyła się na korpusie bębna i wstępnie dopasowała pod wpływem naprężeń (jeśli naciąg wyda z siebie strzelający odgłos obręczy membrany to dobry znak, świadczący o tym, że się układa). Użycie palca naciskającego na membranę jest bardzo wskazane. Jak podają legendy, ten sposób strojenia upodobał sobie Will Kennedy, uzyskując soczyste, mięsiste brzmienie tomów, naciągniętych nisko, ale dźwięcznie: Zakładamy naciąg na obręcz i dokręcamy śruby naciągowe palcami, aż poczujemy opór. Następnie palcem (lub pałką, choć nie za mocno) naciskamy z góry membrany i śruby naciągowe dokręcamy niewielkim zakresem obrotu (po przekątnej) do momentu aż znikną fałdy biegnące od środka naciągu w stronę obręczy. To samo czynimy z naciągiem dolnym. W tym momencie instrument powinien być już nastrojony!

Ugniatamy świeży naciąg, aby rozciągnął się i dobrze dopasował do korpusu.

Opisana tu zasada bazuje na zbalansowanym stopniu naciągnięcia membrany – z każdej strony naciągniętej mniej więcej z tą samą siłą, co przekłada się na brzmienie (przynajmniej w teorii). Uderzamy przy brzegu obręczy i sprawdzamy, czy naciąg z każdej strony brzmi z tą samą wysokością dźwięku. Jeśli są różnice to dokręcamy (jak za nisko) lub luzujemy śrubę naciągową (gdy za wysoko).

I wszystko byłoby proste, gdyby nie… wyjątki, brutalnie zaprzeczające prawom fizyki. Okazuje się bowiem, że wszelkiego typu eksperymenty mogą nieraz bardziej poprawić efekt brzmienia niż nam się wydaje, tym bardziej, że każdy instrument posiada inne właściwości brzmieniowe, więc być może samodzielnie wpadniesz na coś, co uczyni z twojego akurat werbla lub floor tomu super-turbo-drum-stradivariusa.

Jednym z takich wyjątków bywa całkowite poluzowanie jednej ze śrub naciągających membranę – sprawdza się na tomach, ale także na werblu. Wszystko to jest już ściśle związane z właściwościami konkretnego instrumentu, więc trudno tu o jakąkolwiek regułę uniwersalną. Jeśli chcesz poznać kilka niesamowitych sztuczek, związanych ze strojeniem werbla (ale i nie tylko), zapoznaj się z perkusistą zwanym Masshoff Drums, który oczarował świat Internetu swoimi spektakularnymi sposobami strojenia werbla.

 

Naciągi

To, że rodzaj naciągu wpływa na brzmienie, wiedzą już perkusyjne przedszkolaki. Na pewno naciąg nowy, niezużyty (nierozciągnięty) zabrzmi lepiej, choć niekiedy nawet w nowe membrany warto zaingerować (tłumienie). W zależności jednak od tego, jakie brzmienie chcemy uzyskać, powinniśmy się zastanowić, czy będą to naciągi pojedyncze, czy podwójne, zaopatrzone w pierścienie tłumiące, wypełniający je w środku olej (tzw. naciągi olejowe), gładkie (clear), czy powlekane (coated). Gruby naciąg bębna basowego pozwoli uzyskać niższe i bardziej mięsiste brzmienie (podwójny, z kołnierzami tłumiącymi, dodatkową poduszką w środku itd.).

Podobnie sprawa wygląda w przypadku tomów – podwójne naciągi (np. Remo Emperor czy Evans G2) dają bardziej skompresowane brzmienie, z większą ilością dołu i zapasem „mocy”, natomiast cieńsze (jak Remo Ambassador czy Evans G1) zapewnią bardziej otwarty sound. Powlekane membrany z kolei zmatowią brzmienie tomów, co w pewnych stylistykach (jazz) jest wręcz zbawienne.

Jak uratować brzmienie?

To problem wielu perkusistów, także tych doświadczonych. Niestety, membrany podlegają wspomnianym już zasadom fizyki i jak przystało na tworzywo sztuczne, po prostu rozciągają się pod wpływem działania siły oraz czasu. Ponieważ ceny naciągów nie napawają optymizmem, często szukamy sposobów, by uratować brzmienie mocno już nadwątlonych duchem czasu membran.

Poniżej kilka porad na to, jak odzyskać choć odrobinę witalności brzmieniowej, czyli parę „garażowych” patentów na poprawę jakości brzmienia.

1. Jak zaczyna dudnić i „buczeć” to podciągamy wyżej – niestety, nie da się tak w nieskończoność, bo bardzo wysoko nastrojony werbel lub tom nie oczaruje nas głębią swej szlachetności.

2. Żelki, taśma, pierścienie tłumiące – generalnie zawsze warto lekko podkleić. Nawet nowe membrany można podrasować, montując w okolicach obręczy specjalny żelek tłumiący (lub mniej specjalny, o tych samych jednak właściwościach, kupiony w sklepie papierniczym). Jeszcze kilka lat temu powszechnie używało się krążków tłumiących, zakładanych bezpośrednio na brzeg membrany – obecnie nieco rzadziej spotyka się to rozwiązanie (prawdopodobnie żelki są bardziej trendy), ale jest ono o tyle sensowne, że zapewnia równomierne wytłumienie membrany ze wszystkich stron (tylko bardziej ingerują w brzmienie niż podklejenie z jednej strony).

Żelki tłumiące doskonale robią robotę

3. Ostatecznością jest ekstremalne pozaklejanie membrany taśmą (notabene, bardzo przydatną także do podklejania dolnej membrany tomów, dla skrócenia wybrzmienia i wyeliminowania nadmiernego wzbudzania się instrumentów).

W studio nieraz trzeba drastycznie zaingerować́ w strój i naturalne wybrzmienie.

4. Zwiększenie ataku stopy – oprócz wymiany młotka na twardszy, możemy użyć starego jak budka telefoniczna sposobu – przyklejenie do naciągu, w miejscu uderzania młotka, karty z tworzywa sztucznego (może być złota karta kredytowa, choć tańszym rozwiązaniem będzie np. stosowana w zamierzchłych czasach karta telefoniczna lub jakakolwiek inna, niezbyt gruba). Brzmienie stanie się bardziej utwardzone, ale atak czytelniejszy.

Utwardzamy brzmienie stopy kosztem nabitych punktów

5. Bębny preparowane – eksperymenty brzmieniowe można rozwijać – w miarę zwiększania własnej wyobraźni i zmniejszania zasobów portfela, ograniczających kupno nowych naciągów. Czasem jednak uzyskamy niezwykle ciekawy efekt, zwłaszcza w studio lub – przy dobrym nagłośnieniu – na koncercie. Jednym z bardziej szalonych pomysłów, zmieniających brzmienie, ale i usuwającym nadmierne przydźwięki, jest nałożenie na bębny kartek papieru (warto je podkleić taśmą, by nie odleciały), użycie naciągu położonego drugą stroną na werbel (słynny sposób na „szmatę”, który zapoczątkował m.in. Benny Greb, kładąc na werbel drugi naciąg odwrotną stroną). Wyciąga to z instrumentu niesamowicie dużo dołu, zmieniając całkowicie brzmienie. Wielu znamienitych perkusistów stosuje własne sposoby na poprawę brzmienia instrumentów, nawet, jeśli używają zestawów z najwyższej półki.

Słynny ostatnimi czasy sposób na „zeszmacenie” werbla naciągiem kładzionym luźno na membranie.

Wsparcie technologiczne

Skoro żyjemy w czasach, w których smartfon jest w stanie usprawnić niemal każdą naszą czynność życiową, czemu by nie spróbować nastroić swoich bębnów przy użyciu aplikacji mobilnej? Oczywiście istnieją już od dawna tego typu udogodnienia, a w zależności od posiadanego systemu operacyjnego możemy wybierać pomiędzy iDrum Tuner’em (OS X), Drumtune PRO (Android) i innymi tego typu aplikacjami.

Zasada działania jest prosta i intuicyjna – uderzamy w membranę bębna, wykorzystując mikrofon smartfonu, który odczytuje częstotliwość pojawiającego się dźwięku (wartość liczbowa), dodatkowo skalując wysokość tonu wg skali muzycznej (np. A, D, G# itd.). Uderzając w środek membrany zbieramy wypadkową harmoniczną, składającą się na daną wysokość dźwięku, a przemieszczając mikrofon bliżej obręczy, odczytujemy wysokość odpowiadającą naciągnięciu membrany przy danej śrubie naciągowej. Dzięki temu możemy bardzo precyzyjnie dostroić poszczególne śruby – by wartość liczbowa częstotliwości dźwięku była taka sama – a także znaleźć najbardziej nam odpowiadającą wysokość dźwięku (przykładając smartfon do konkretnej śruby, którą kręcimy) i dostosować resztę śrub do odpowiadającej nam wysokości.

Ten sposób ma jeszcze jedną zaletę – pozwala zapisywać ustawienie i – przynajmniej w teorii – wiernie odtworzyć brzmienie zestawu w każdych warunkach. Raz dokonana kalibracja brzmienia i zapisanie ustawień pomaga uniknąć konieczności używania zmysłu słuchu przy każdym następnym strojeniu. Czy to właściwa droga? Hm… Z pewnością warto nie zdawać się jedynie na łaskę urządzenia, ale świadomie kontrolować brzmienie, korygując je, gdy trzeba, według własnego uznania.

Oczywiście na rynku mamy także znane już stroiki perkusyjne, bazujące na tym samym mechanizmie, co aplikacje. Spośród nich najbardziej użyteczny wydaje się cyfrowy Overtone Labs Tune-Bot Studio oraz równie znane, wskazówkowe: Tama Tension Watch czy DrumDial Precision Drum Tuner.

Na rynku istnieje wiele urządzeń wspomagających strojenie. Trzeba najpierw nauczyć się z nich korzystać, by móc je wykorzystać.

 

O NACIĄGACH SŁÓW KILKA

Możemy sobie dyskutować o najdroższych bębnach, wspaniałych werblach, płynnie śmigających stopkach, ale jak nie będziemy mieć naciągów, to daleko nie ujedziemy. Wszakże Terry Bozzio zagrał kiedyś na zestawie składającym się z samych talerzy, ale…

MEMBRANY, naciągi, skóry, błony, różnie nazywane składają się na lwią część naszego brzmienia. Doskonałym potwierdzeniem tego faktu są bębny tzw. cybantowe lub rototomy, czyli pozbawione korpusów obręcze, na które naciągamy membranę. Brzmienie, jakie uzyskujemy, jest pozbawione dodatkowego zabarwienia, bo samo sedno jest. Coś jak potrawa pozbawiona przypraw. Da się zjeść, ale z bazylią, oregano, pieprzem czy inną szczyptą soli byłaby pełniejsza i smaczniejsza. Naciąg potrafi podrasować brzmienie słabego bębna, dobry bęben podrasuje brzmienie zdechłego naciągu.

Na polskim rynku mamy dostępnych kilku producentów: Remo, Evans i Aquarian, to czołówka i najczęściej spotkamy je w sklepach. Są to też najdroższe membrany, ale ich jakość jest wysoka. Dalej mamy skóry: Attack, polskiego WS Drumheads (niestety, nieprodukowane w Polsce) oraz dynamicznie rozwijającej się angielskiej firmy Code. Jakimiś okazjonalnymi markami nie ma co sobie głowy zawracać. Niekiedy można natrafić na tanie nowe naciągi Remo, są to tajwańskie oficjalne skóry Remo o nazwie Encore, oczywiście niska cena idzie w parze z mocno średnią jakością, głównie w kwestii wytrzymałości. Największą różnicą technologiczną jest mocowanie folii w obręczy poprzez zacisk, a nie zalewanie specjalną żywicą. Ogólnie naciągi zaciskane są mniej pewne od zalewanych, to absolutny fakt potwierdzony czystą ekonomią producentów, bo skoro zdecydowanie bardziej kosztowne zalewanie byłoby takie samo jakościowo jak zaciskanie, to po co przepłacać? Technologia tworzenia naciągów jest wbrew pozorom skomplikowana, ale nie będziemy się tu tym bliżej zajmować.

GRUBOŚĆ I RODZAJE:

Numerowanie grubości naciągów opiera się na jednostce o nazwie mil, która oznacza 1/1000 cala. Dla przykładu najpopularniejszy naciąg Remo Ambassador, mający grubość 10 mil to w przeliczeniu na milimetry 0,254. Evans G2 to dwie warstwy o grubości 2 x 7 mil czyli 2 x 0,178 mm. Nie wdając się w specjalistyczne analizy, na rynku istnieją trzy rodzaje naciągów: jednowarstwowe, dwuwarstwowe oraz obie grupy, wspomagane wszelkiego rodzaju wzmocnieniami i tłumikami. UWAGA! Membrany dwuwarstwowe nie są synonimem membran olejowych! Membranami z olejem między warstwami są jedynie Evans Hydraulic! Remo, Aquarian i reszta nie mają takich naciągów! Niezależnie od konstrukcji warstw i tłumików, membrany mogą być też powlekane cienką warstwą lub przezroczyste (ewentualnie mleczne).

W PRAKTYCE:

To wszystko oczywiście przekłada się na brzmienie. Naciągi posiadające jedną warstwę są jaśniejsze, bardziej otwarte i brzmią dłużej. Nawet powlekane skóry, które dostają nieco więcej ciepła i ciemniejszego charakteru, dalej są dźwięczne. Takie membrany są także mniej wytrzymałe od podwójnych. To nie znaczy, że lubiąc takie brzmienie, jesteśmy skazani na ciągłe ich przebijanie. Od tego są naciągi z kółkami na środku (np. Remo Controlled Sound, Code Zero), które bardziej służą wzmocnieniu niż tłumieniu, ale taki wpływ też siłą rzeczy wywierają. W przypadku naciągów dwuwarstwowych brzmienie jest bardziej skupione, a w zależności od powlekania lub jego braku, jest przy tym jaśniejsze bądź ciemniejsze. Pojawiają się też membrany dwuwarstwowe pokroju Remo Pinstripe, Aquarian Performance 2 lub Evans EC2S, mające różnego rodzaju obręcze wokół, które powodują jeszcze większą koncentrację brzmienia i siłę ataku, przy czym są mniej „śpiewne” i dynamiczne.

W kwestii naciągów rezonansowych, czyli tych od dołu zazwyczaj używa się cienkich skór (np. Remo Diplomat, Aquarian Hi Frequency), ułatwiających rezonowanie, czego najlepszym przykładem jest naciąg Remo Amabassador Snare Side o grubości raptem 3 mil.

Warto też zerknąć w stronę membran bębna basowego, które dostają sporo kopniaków. Legendarne Evans EMAD z ringiem zwiększającym koncentrację, atak i ciepło uderzenia. Podobnie lubiany Aquarian z rodziny Super Kick.

Jeżeli chodzi o kolory to tak naprawdę wpływ na brzmienie ma powlekanie, czyli ta szorstka warstwa na membranie (która prędzej czy później schodzi), a nie kolor sam w sobie, ponieważ membrany są robione z gładkiego polimeru, który może być przezroczysty, czarny, biały lub barwiony (Remo Colortone). Stylizowane na stare lub niektóre czarne mają specjalną warstwę powlekania i to ona tu odgrywa rolę w zależności od rodzaju nałożenia (np. specjalna przejściowa wersja frosted w Evans).

Wreszcie na sam koniec naciągi siateczkowe do cichego grania. Tu nie mamy wielkiego wyboru i godne polecenia są Remo Silent Stroke. Są to membrany wykonane z bardzo wytrzymałej drobniutkiej siateczki, podobne do tych w bębnach elektronicznych. Można je stroić, a sama gra jest zbliżona do prawdziwych skór, jednak nie możemy się tu spodziewać jakichś specjalnych doznań.

JAK KUPIĆ?

Każdy z poważnych producentów na swoich stronach internetowych informuje o konstrukcji swoich naciągów (grubości, warstwy, dodatki), przedstawia też czytelne wykresy (świetnie ma to zrobione Evans) i na tej bazie spokojnie można zamówić sobie membranę w sklepie. Jeżeli nie znamy nazwy modelu, wystarczy powiedzieć, że potrzebujemy ciepło brzmiącego, wytrzymałego naciągu i wtedy sprzedawca już wie, że nie sięgnie po Aquarian Classic Clear czy też Code DNA, tyko po powlekany Evans G2 lub Aquarian Response 2.

Na koniec jedna ważna uwaga na jeden temat, który wraca jak bumerang w internetowych dyskusjach – Polska nie jest krajem, do którego trafiają membrany tzw. drugiego sortu! Jest to absolutna bzdura! Z resztą żaden z czołowych dystrybutorów w Polsce, nie ściąga żadnego sprzętu drugiej kategorii! Niektórzy indywidualni sprzedawcy mają czasami takie pomysły, ale z pewnością żaden dystrybutor.

 

3. WYSOKOŚĆ DŹWIĘKU I INTERWAŁY

Do jakich dźwięków stroić werbel, stopę, tomy? Te pytania spędzają sen z oczu wielu – i tak często niedospanym – perkusistom. Stopę i werbel raczej traktujemy indywidualnie (możliwie nisko stopa i werbel w opisany wyżej sposób), ale na myśl o zabawie z tomami wielu z nas ogarnia blady strach. Aby ulżyć wszelkim niepokojom, można założyć, że mamy tylko i wyłącznie 3 możliwości strojenia tomów, w zależności od stosunku wysokości dźwięków obu membran:
• góra niżej, dół wyżej,
• góra wyżej, dół niżej,
• góra i dół tej samej wysokości.

Którą z tych metod wybrać? Odpowiedź na to pytanie trzeba już znaleźć samodzielnie, co komu bardziej pasuje. Zasadniczo można przyjąć, że strojenie obu naciągów do tej samej wysokości skraca wybrzmienie, nastrojenie wyżej dołu względem góry (np. pół tonu wyżej) pozwala uzyskać przyjemnie ciągnący się „ogon”, wędrujący brzmieniowo ku górze, natomiast wyżej brzmiąca góra obfituje w bardziej basowy i silniej rezonujący dół.

Naturalny zakres stroju

Dobrze jest wyczulić się na niuanse, „otworzyć szeroko” swoje uszy i wsłuchać się w brzmienie korpusu instrumentu, jak robi to w mistrzowski sposób John Good. Całą procedurę strojenia John zaczyna od opukiwania korpusu palcami lub miękką filcową pałką i znalezienia konkretnego dźwięku, wydobywającego się z drewna instrumentu. Następnie przechodzi do strojenia dolnego naciągu, używając dalej palców, uderzających „rimshotem” (w obręcz i naciąg jednocześnie) przy każdej śrubie naciągowej.

Ważne, by zbliżyć się do dźwięku, jaki wydobywał się z korpusu oraz aby odległość palca uderzającego w naciąg była przy każdej śrubie taka sama. Uzyskując pożądaną wysokość dźwięku dolnej membrany, dostrajamy membranę górną, jednak o tercję małą wyżej niż membranę dolną. Dzięki temu uzyskujemy bardzo melodyjny, ale i mocno ciągnący się sound, a bębny brzmią naprawdę potężnie (sprawdzone wielokrotnie na moim prywatnym DW!).

Stroimy do konkretnych dźwięków

Jak nastroić tom do konkretnego dźwięku? Jest na to prosty sposób, polegający na odpowiednim dostrojeniu górnego naciągu z dolnym. Punktem odniesienia będą wysokości dźwięków, jakie wydobędziemy z instrumentu melodycznego lub użycie stroika bądź aplikacji, pozwalających uzyskać konkretny dźwięk. Załóżmy, że potrzebujemy nastroić tom do dźwięku G. Zaczynamy od dolnego naciągu, strojąc go pół tonu niżej, czyli do dźwięku F# (tak by uzyskać pożądany dźwięk przy każdej ze śrub naciągowych), a górny naciąg stroimy o tercję małą od dolnego, czyli w tym wypadku do D#. Skutkiem tego zabiegu tom zabrzmi w G. Ta metoda jest wysoce skuteczna i pozwala nastroić tomy do wysokości, jakiej potrzebujemy.

Chciałbym podzielić się z tobą jeszcze jednym sposobem strojenia tomów, który sobie wymyśliłem i czasem dobrze się sprawdza. Zapraszam do obejrzenia filmu na ten temat:

 

4. JAK ROBIĄ TO NAJWIĘKSI?

Wielu perkusistów (także tych światowej klasy) kieruje się bardziej intuicją niż matematyką. Warunki studyjne wymagają oczywiście większej precyzji i często konkretnego odniesienia do tonacji utworu, jednak w sytuacjach koncertowych po prostu ma dobrze brzmieć i tyle…

Jak mawia Simon Phillips, perkusista siedzący tak blisko zestawu nigdy nie słyszy swoich instrumentów we właściwy sposób, tak, jak słuchacz siedzący w odpowiedniej odległości od bębnów. Ponadto zestaw stroimy często nieco inaczej w zależności od akustyki pomieszczenia, w którym gramy. Pamiętam pierwsze spotkanie na żywo z Jojo Mayerem, który na warsztatach we Wrocławiu opowiadał o zaufaniu, jakim darzy swojego realizatora dźwięku, pytając właśnie jego – siedzącego we właściwym miejscu sali – co jak ma dostroić.

Warto też myśleć całościowo o zestawie perkusyjnym, jak robi to Simon, traktując swoje bogate instrumentarium jako jeden cały instrument (jak np. fortepian). Dlatego, gdy rezygnuje z któregokolwiek instrumentu zestawu, to czuje, że reszta już brzmi inaczej. Simon jest akurat przykładem muzyka, który kocha otwarte, niewytłumione brzmienie, a tak otwarte brzmieniowo tomy bywają trudne do nastrojenia, nie mówiąc już o nagraniu... Co w takiej sytuacji radzi Simon? Po prostu uderzać najciszej jak się da, a wtedy uda się wysłyszeć wysokość dźwięku górnej membrany. Jeśli tom brzmi dobrze w dynamice skrajnie cichej, zabrzmi też dobrze uderzony z normalną siłą.

Amerykański rockman, Liberty DeVitto, dla odmiany stroi swoje tomy zgodnie z pierwszymi dźwiękami hymnu amerykańskiego, na co pozwalają mu używane na koncertach rozmiary instrumentów (12’’ – H, 13” – G#, 14” – E, 10” – E o oktawę wyżej). Może warto spróbować nastroić tomy do „Jeszcze Polska..."? Ciekawe czy któryś śmiałek odważy się, idąc w ślad za Libertym propagować w ten sposób naszą polskość?

A jak stroją nasi lokalni bohaterzy narodowi? Michał Dąbrówka stosuje różne metody, jak przystało na jego uniwersalność i wielozadaniowość. Na koncertach bazuje na optymalnym brzmieniu naturalnym tomów, zwykle strojąc je kwartami, schodząc w dół, w kolejności od najmniejszego (np. D, A, E, H dla czterech tomów). W studio natomiast stroi instrumenty do danej tonacji – w miarę możliwości tomy, a zwłaszcza werbel (pryma, kwinta, a czasem sekunda w stosunku do tonacji utworu). Strojąc tomy do konkretnych dźwięków, używa często metody opisanej wyżej (dół o pół tonu niżej oczekiwanego dźwięku, a góra tercję małą od dołu).

Robert Luty również dostosowuje strój do sytuacji muzycznej oraz akustyki pomieszczenia, stosując często strój kwartowy tomów, czasem tercjowy, a w zależności od rodzaju muzyki w różny sposób dostraja naciągi dolne względem górnych (często strojąc je wyżej i na tej samej wysokości, gdy gra jazz lub górę o tercję małą wyżej od dołu w sytuacjach popowych).

Darek „Daray” Brzozowski natomiast lubi używać stroika TAMA (Tension Watch) ze względu na ogromną ilość koncertów i powtarzalność brzmienia, jakiej oczekuje w wykonywanej przez siebie muzyce.

Michał Dimon Jastrzębski lubi pogrzebać przy stroju.

5. INSPIRACJE I BRZMIENIE REFERENCYJNE

Ten na-strojowy artykuł chciałbym podsumować w sposób muzyczny, by czerpać od tych największych i korzystać z bogactwa kultury, którą tworzono przez lata. I choć każdy z nas odczuwa muzykę na swój własny sposób, warto odnosić się do legendarnych drummerów i czerpać inspiracje brzmieniowe, wzorując się na brzmieniowych guru.

W tym miejscu przytoczę listę najczęściej pojawiających się nazwisk, zebranych w ranking dziesięciu najlepiej brzmiących nagrań perkusyjnych, stworzony przez Mike'a Snydera dla Drum Magazine (The 10 Best Recorded Drum Sounds). Zestawienie oczywiście w pewnym stopniu subiektywne, ale zawierające postaci, których pominąć nie sposób. Liczę, że ta lista nie tylko pozwoli wielu poszerzyć horyzonty brzmieniowe, ale przede wszystkim sprowokuje niejednego do stworzenia własnej, być może kontr-listy.

1. John Bonham „When The Levee Breaks” – Led Zeppelin IV – Led Zeppelin (1971)
2. Phil Collins „No Reply At All” – Abacab – Genesis (1981)
3. Ringo Starr „Strawberry Fields Forever” – Magical Mystery Tour – The Beatles (1967)
4. Steve Gadd „50 Ways To Leave Your Lover” – Still Crazy After All These Years – Paul Simon (1975)
5. Jeff Porcaro „Rosanna” – Toto IV – Toto (1982)
6. Vinnie Colaiuta „Seven Days” – Ten Summoner’s Tales – Sting (1993)
7. Jim Keltner „Thing Called Love” – Bring The Family – John Hiat (1987)
8. Steve Jordan „I Don’t Trust Myself” – Continuum – John Mayer (2006)
9. Chad Smith – Every Track – I’m With You – Red Hot Chili Peppers (2011)
10. Kenny Aronoff „Secret Agent” – Lucky – Melissa Etheridge (2004)

Niby nie strój zdobi człowieka, ale … jak cię słyszą, tak cię piszą. Szczęśliwie dożyliśmy czasów, w których stać nas na coraz lepsze instrumenty, mikrofony, a przy odrobinie wytrwałości każdy jest niemal w stanie zbudować własne domowe ministudio nagrań. Dlatego też łatwiej jest pracować nad brzmieniem dziś niż przed laty, gdy nie było ani dobrych instrumentów, ani poradników, a to, co pojawiało się na Zachodzie, było w naszym kraju zupełnie nieosiągalne.

Pamiętajmy jednak, że brzmienie to nie tylko sposób strojenia instrumentów, nie tylko sprzęt i osprzęt. Brzmienie zaczyna się w naszej głowie, więc kształtujmy je najpierw na tym poziomie, słuchając muzyki i świadomie analizując brzmienia innych wykonawców, także tych spoza naszego ulubionego podwórka. Dlaczego on brzmi właśnie tak? Jak strój bębnów odnosi się do muzyki, którą gra i brzmienia zespołu, w którym gra? Brzmienie to przede wszystkim praktyka, wypracowana latami, w przydomowym garażu, w studio, w sali prób, na kameralnych scenach klubowych, estradach plenerowych, czy wielkich koncertowych halach. Pracując nad brzmieniem będziemy dużo mądrzejsi od najbardziej wzniosłych filozofów tego świata, którzy poprzestawali niekiedy jedynie na własnych teoriach (bo jak już wspomniano, nie mieli za swoich czasów zestawów perkusyjnych, więc czymś musieli się przecież zająć…).

Szukajmy brzmienia, eksperymentujmy, bądźmy niestrudzonymi poszukiwaczami, którzy nie tylko potrafią się wystroić i nastroić, ale brzmienie zestawu odnajdują najpierw głęboko w sobie, a później, już bardziej kierowani intuicją, potrafią doskonale zabrzmieć, za sprawą kilku tylko ruchów kluczyka.

Materiał przygotował: Paweł Ostrowski