Wykop: Beata Polak – w detalach

Dodano: 12.05.2022
Autor: Magazyn Perkusista

Często nazywamy Beatę pieszczotliwym tytułem „matki Chrzestnej polskich perkusistek”. Niesamowicie doświadczona, przyczyniła się bardzo mocno do propagowania perkusji wśród dziewczyn.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Skorzystajmy z jej doświadczenia i podpytajmy, jak wygląda u niej kwestia sprzętu, a Beata nie ukrywa, że lubi dobre, markowe graty. Częste koncertowanie, składanie, rozstawianie bębnów, różne miejsca i środowiska. Poza tym wiadomo, że Beata jest perkusistką, która raczej nie opiera swojego brzmienia na triggerach i nie gra też miotełkami, a słychać ją doskonale, bo potrafi przyłożyć. To wszystko na przestrzeni lat wykrystalizowało pewną wizję swojego miejsca pracy.

Wiadomo, łatwej jest, gdy za plecami są pomocne firmy, które wspierają na różnych zasadach w kwestii sprzętu. To jednak nie bierze się z niczego i aktywność perkusistki jest tu kluczowa. Poza tym Beata jest typem mocno lojalnej artystki, zarówno pod kątem oznaczania partnerów przy okazji niemal każdej swojej aktywności, jak i samej długowieczności współpracy. Nikt nie miałby pretensji, gdyby zechciała zmienić którąś z marek, ponieważ ze wszystkimi działa już od bardzo, bardzo dawna i przeskakiwanie „z kwiatka na kwiatek”, jest jej obce. Dlaczego o tym wspominamy? Żeby przypomnieć, że współpraca z producentami to proces dwustronny, polegający na wzajemnych świadczeniach, co jednak nie zwalnia z faktu realnego i szczerego przywiązania do marki i ich produktów. Innymi słowy – takie relacje są szczere i przez to znacznie bardziej przekonujące.

Rozbiliśmy arsenał Beaty na kilka podstawowych części. Oprócz ciekawostek sprzętowych, znajdziemy też kilka zabawnych lub też wręcz szokujących ciekawostek życiowych.

Zestaw

Jesteś typem perkusistki lubiącej jedno rozstawienie. Patrząc po zdjęciach, na przestrzeni lat wykrystalizował ci się konkretny układ, którego raczej nie zmieniasz…

To prawda, przyznam szczerze, że jak już coś mi przypasuje to przy tym zostaję. Od samego początku gram na zestawach Pearl - na 4 tomach 10”, 12”, 14”, 16” i werblu 14” z jedną centralą 22” z podwójną stopą. Na przestrzeni lat tylko głębokość centrali mi się zmieniała, bo pierwszy mój zestaw MMX w kolorze kanarkowym miał centralę głęboką na 16”, a później każda następna była na 18”. Podobnie jest z ramą, na której gram od samego początku i może to głupio zabrzmi, ale nie wyobrażam sobie swojego zestawu na klasycznych statywach, bo przy takiej ilości tomów i blach nie umiałabym sobie z tym poradzić. Muszę mieć wszystko pod ręką i taką możliwość daje mi właśnie rama. Od wielu lat używam: 3 crashy, ride'a, 2 hi-hatów, 2 chinek i splashy. Wszystko to od firmy Paiste.

Są jednak dwa przypadki, kiedy gram na zupełnie innym zestawie. Pierwszy to Dziewczęcy Chór Skowronki, któremu akompaniuję od 10 lat i z którym zwiedziłam już pół świata. Wykorzystuję wówczas malutki zestaw z 16-sto calową centralą, werblem 13” i dwoma tomami 10”, 14” (wszystko od Pearla). Drugi przypadek dotyczy akustycznego składu 2Tm2,3, kiedy stoję w dużym kręgu różnych instrumentów perkusyjnych, w większości zawieszonych na ramie.

Bębny

Masz możliwość korzystania prawdopodobnie z najszerszego katalogu, jaki oferuje producent bębnów. Pearl ma niemal wszystko i w każdym przedziale. To na pewno ułatwia, ale ty masz swój własny gust w kwestii skorup.  

Przeszłam chyba przez wszystkie modele Pearla, bo będąc jeszcze na studiach zaczynałam na modelu Export Pro – właśnie z czteroma tomami i centralą 20”, a później było już bardzo poważnie, bo dzięki firmie Silesia Music Center dostałam kontrakt z Pearlem i zamówiłam klonowy model MMX w kolorze Canary Mist, który wtedy był zarezerwowany tylko dla Dennisa Chambersa. Silesia musiała dwukrotnie monitować, bym dostała ten właśnie kolor, bo początkowo firma Pearl nie chciała się zgodzić i czekałam na ten zestaw 8 miesięcy, grając zastępczo na klasycznym brokatowym Exporcie. Użyczałam ten zestaw na wspólnym koncercie Mirkowi Muzykantowi prosząc go, by był ostrożny (śmiech), bo bębny były jeszcze z metkami i musiałam je oddać w nienagannym stanie. Ostatecznie dostałam wymarzonego Masters Custom MMX w kolorze kanarkowym i był to zestaw z głębokimi tomami 10x10, 12x10, 14x14 i 16x16 - takich już teraz nie robią - i klasyczną centralą 22”. W międzyczasie trafił też do mnie zestaw brzozowy Masters Studio BRX z trzema tomami 10”, 12”, 14” i 20”, ale szybko poszedł w świat. Po tych żółtych MMXach miałam jeden z pierwszych modeli Pearl Reference, którym początkowo byłam mocno zafascynowana, bo trochę się o nich naczytałam, że to taki zestaw wręcz laboratoryjnie stworzony, by z każdego rozmiaru bębna wydobyć najlepsze dla niego brzmienie. Mniejsze tomy były zrobione z kombinacji brzozy i klonu, środkowe rozmiary były klonowe, a te większe klonowo-mahoniowe, z większa dozą mahoniu. Jednak muszę przyznać, że szybko znudziło mi się ich brzmienie – były głośne, ale w moim mniemaniu nie miały duszy. No i były mega ciężkie (śmiech). Pozbyłam się ich w bardzo niezaplanowanej i zaskakującej dla mnie sytuacji – zadzwonił do mnie człowiek (dziś już mój kolega i twórca mojego pierwszego filmu dla Paiste'a) oznajmiając z radością, że jedzie po moje bębny i cieszy się, że… mnie osobiście pozna. Odpowiedziałam, że nie sprzedaję moich bębnów, ale okazało się, że mój obecnie były mąż Marcin, sprzedał mu je za moimi plecami! Sytuacja początkowo wydawała się tragiczna, bo zostałam bez bębnów, bez pieniędzy, a grałam nadal koncerty. Wtedy z pomocą przyszła niezawodna Silesia Music Center – polski dystrybutor Pearla, który zaopatrzył mnie w nowy zestaw, a właściwie zestawy, bo co kilka miesięcy dostawałam nowe bębny – najpierw Masters Legend, który wydał mi się zbyt delikatny jak na muzykę metalową. Poprosiłam więc o to, co miałam na początku i spełniało moje oczekiwania – czyli MMX, który obecnie nazywa się Masters Premium MMP. I na tym zestawie grałam najdłużej. Jednak pojawiła się opcja przejęcia kultowej „Pszczółki” wykonanej wiele lat temu na Targi Muzyczne NAMM w USA, którą po targach Silesia wykupiła. Na tym zestawie grali wszyscy zagraniczni „pearlowcy” przyjeżdżający do Polski na swoje kliniki, a teraz mogłam grać na nich ja! Początkowo wzięłam dwie centrale, ale szybko zrezygnowałam ze względów logistycznych. Ta „pszczółka” to model Masterworks – najwyższy z możliwych. Jej czas w końcu minął i znowu wróciłam do klasycznego klonowego zestawu Masters MMP. Jak wiać jest to model bębnów, który najbardziej mi odpowiada – 4 warstwowy korpus klonowy z pierścieniami wzmacniającymi wewnątrz tomu jest bębnem, który pod moją ręką pozwala na tyle się wzbudzać, że jestem zadowolona z dźwięku. Trochę na nim pograłam i poszłam za radą naczelnego „Perkusisty”, który powiedział: „Dla Ciebie dobre byłyby te nowe bębny GUM”, więc nie zwlekając zadzwoniłam do Silesii Music Center i poprosiłam o model Masters Maple Gum, na którym gram do dziś.

Werble

Ważność tego instrumentu jest niepodważalna, to „konik” wielu bębniarzy. Ale ty jednak starasz się nie przesadzać. Jak wygląda dobór i twój gust werblowy? 

Początkowo grałam na werblu od zestawu Export Pro, ale przy kanarkowym MMX zaszalałam i zamówiłam 6-warstwowy klonowy werbel 3,5” z systemem Free Floating i możliwością wymiany korpusów na głębsze. Mimo że już dawno sprzedałam moje kanarkowe MMXy, to werbel wciąż mam (chyba z sentymentu do żółtego koloru bębnów Chambersa). Miałam również klonowy werbel z jego sygnaturą z podwójnym systemem napinania sprężyn, ale ostatecznie mam teraz klonowy 20-warstwowy (bardzo ciężki) werbel Reference 14”x5,5” oraz mój ulubiony, który obok wartości samej w sobie, jako genialny instrument, ma też wartość sentymentalną, bo jest pamiątką po ś.p. ”Stopie” - Piotrku Żyżelewiczu, z którym graliśmy razem w zespole 2Tm2,3 na 2 zestawy i jest to werbel włoskiej manufaktury Drum Art z grubych klepek drewna oliwnego, równie ciężki jak Reference.

Stopki

Hardware to także silna strona Pearl, ale w twoim przypadku ważne są szczególnie stopki. Jak wygląda twoja historia ze stopkami i jak to się ma teraz?

Od samego początku mojej przygody z bębnami gram na podwójnej stopie. Początkowo była to Tama Iron Cobra, ale od wielu lat już tylko Pearl. Najpierw wybrałam Eliminatora i tak długo na nim grałam, że wymagał już renowacji, czym zajął się Loszmi (Miłosz Krauz) i sprawił, że stopki chodziły lepiej niż wtedy, gdy były nowe. A muszę przypomnieć, że Loszmi miał kiedyś w Magazynie Perkusista taki swój „kącik”, w którym pokazywał ciekawe rozwiązania techniczne dotyczące bębnów. Szkoda, że już go nie ma.

Gdy na rynku pojawiła się stopa „nomeD” (czytaj od końca!) dostałam ją od Silesii do reklamy, ale wielość kombinacji, jeśli chodzi o ustawienia, sprawiały, że nie potrafiłam dobrze jej ustawić pod siebie i ostatecznie znowu wylądowałam przy Eliminatorze, na którym gram do dziś. Pewnie znowu oddam go w ręce Loszmiego.

Blachy

Z tego, co widać, masz dobre relacje z Paiste. Jak wygląda twoja historia z tą firmą i jak dobierasz zestawy blach?

Paiste to dla mnie nie tylko blachy, ale prawie rodzina. Od 20 lat jestem endorserem Paiste'a i bardzo sobie to cenię. Staram się być lojalna dla tych, którzy obdarzają mnie zaufaniem, dlatego mimo propozycji trzech konkurencyjnych firm, cały czas stoję przy Paiste.

Swój pierwszy kontrakt z Paiste, podobnie jak z Pearlem, zawdzięczam firmie Silesia Music Center, która bardzo dobrze się mną „opiekowała”. Gdy Paiste przejęła Gewa, było już mniej rodzinnie i miałam wtedy bezpośredni kontakt ze źródłem w Szwajcarii i tak jest do dziś. Mam ogromny sentyment do tych talerzy dzięki ich jakości, ale także do ludzi tworzących tę firmę. Dzięki Maciejowi Nowakowi z Perkusisty, na targach NAMM poznałam osobiście Kelly Paiste – szefową firmy, która wręcz nakazała mi zrobić film reklamowy talerzy Paiste oraz Christiana Wenzla, który od wielu lat zabezpiecza mnie talerzowo i spełnia moje wszelkie paiste'owe życzenia. Później spotkaliśmy się z Kelly w Poznaniu przy okazji badania polskiego rynku instrumentalnego oraz w Warszawie. Mega kobieta – prawdziwa Iron Woman!

Mój pierwszy set talerzowy to seria Signature, do których teraz wróciłam. Później mierzyłam się z 2002, ale basista, z którym gram w 2Tm2,3, po koncertach wciąż mówił, że ta blacha od jego strony (2002 - 19”) jest straszna, bo świdrującym dźwiękiem robi mu dziurę w głowie. Później zmieniłam je na Dark Signature, które bardzo lubiłam za ich sound, ale koncertowo, gdy w klubach nie nagłaśniano talerzy, trochę ginęły. I po jednym z takich koncertów w Krakowie, na którym pojawił się mój „doradca” (śmiech), powiedział, że muszę mieć Reflectory i Rude. I tak też się stało. Razem z Mańkoverem przesłuchaliśmy wszystkie blachy tych modeli i wybraliśmy:

  • crash 18” - Signature Reflector
  • crash 19” - Signature Reflector
  • crash 20” - Rude Basher
  • hi-hat 14” - Signature Reflector
  • ride 22”- Blue Bell (Stewart Copeland model)
  • china 18” - Signature
  • china 20” - Signature
  • splash 8” i 10” - Signature

Tego setu używam do grania czadów, ale mam też set Paiste 602, na których gram, gdy akompaniuję Skowronkom. W międzyczasie, na potrzeby filmu reklamowego, dostałam też cały set serii 900 – Colorsound.

Naciągi

Czy naciągi to tylko wytrzymałość, czy też brzmienie? Ostatnio często korzystasz z ciemnych skór. Jak wygląda ta relacja między korpusem, membraną a muzyką?

Jak zaczynałam grać na bębnach to szczytem marzeń było mieć naciągi Remo Pinstripe. Później, gdy już inne marki były dostępne, to zrobiła się moda na Evans G1 lub G2. Ja bardzo lubiłam czarne Aquariany, sygnatura Jacka DeJohnette, ale przyszedł moment, że przestałam patrzeć na to, kto na jakich naciągach gra, tylko zaczęłam myśleć o tym czego ja chcę od brzmienia moich bębnów i musiałam się przyznać, że lubię brzmienie Pinstripe'ów – tych pospolitych, ogólnodostępnych naciągów. Lubię, jak bęben brzmi miękko i to dawały mi Pinstripe'y. Ale podobnie odbieram czarne Ebony, na których obecnie gram, tylko, że Ebony brzmią ciemniej i to mi się podoba. Co ciekawe, mimo całej mody i tendencji wśród muzyków grających czadową muzykę, nie przekonałam się nigdy do białych Emperorów.

Pałki

Hikora to najpopularniejszy materiał do pałek, teraz coraz częściej ludzie sięgają po klon. Tymczasem ty walisz w bębny… dębem. Możesz to wytłumaczyć?

Mam kontrakt z ProMarkiem. Na początku rzeczywiście grałam pałkami z hikory. Ich dystrybutorem również była firma Silesia Music Center, dlatego mogłam wejść sobie na magazyn i pogrzebać w stertach pałek, w poszukiwaniu tych właściwych. Trafiłam wtedy na pałki dębowe - Shira Kashi Oak PW5AW i ku mojemu zdziwieniu poczułam jak pałka dobrze leży mi w dłoni – nie jest gruba, ale mocniej czuję jej ciężar i lepsze wyważenie. Dąb jest drewnem twardszym niż hikora i o większej gęstości, dlatego w grze ma się poczucie czegoś mocniejszego w ręce. Dla mnie to genialne rozwiązanie, bo zawsze miałam słabe ręce, więc twarda dębowa pałka daje moc mojemu uderzeniu. Szczególnie przy tych ciemnych naciągach, jakich używam, z pałki dębowej uzyskuje lepszy atak. Dlatego od tamtej pory gram tylko tymi pałkami.

Odsłuch

Wywodzisz się ze starej szkoły odsłuchów scenicznych, ale teraz bazujesz na odsłuchach dousznych. Jak to wyglądało i czy polecasz robienie odlewów?

Pierwszy mój odsłuch douszny był dwudrożny i wykonany przez Emila Stoleckiego (Lime Ears) – to był piękny czerwony odsłuch, który mogłam sobie sama zaprojektować, więc na jednej słuchawce był mój podpis, a na drugiej zdjęcie. Ale w pewnym momencie zgubiłam ten odsłuch i zaproponował mi nowy, lecz innej firmy – Dariusz Komar (audiolog i perkusista). W tym przypadku nie mogłam już nic sama projektować, ale odsłuch był genialny, bo trzydrożny i z S-basem. Niestety ani jeden, ani drugi nie przetrwał, ponieważ obie pary odsłuchu dousznego… zjadł mój młody pies rasy whippet!

Materiał przygotowali: Staszek Piotrowski, Kajko

Foto:

Przemysław Marciniak
Igor Drozdowski
Adam Wawrzyniak
Przemysław Marciniak
Maciej Lipiński
Romana Makówka
Justyna Gackowska-Milecka

Quiz – Co wiesz o Sabian?
1 / 16
Na rozgrzewkę - Sabian jest firmą…
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"