Śląski Festiwal Perkusyjny 2022

Dodano: 04.11.2022
Autor: Maciej Nowak

Jak wyglądał? Co się działo? Festiwal w odczuciu, siłującego się na maksimum obiektywności, naczelnego Perkusisty Maćka Nowaka.

Ten artykuł czytasz ZA DARMO w ramach bezpłatnego dostępu. Jeśli lubisz nasze treści, rozważ zakup pełnego dostępu cyfrowego do całej zawartości naszego serwisu.

Tytułem wstępu

Piękna październikowa niedziela z jedną godzinką zapasu z racji zmiany czasu z letniego na zimowy. I całe szczęście, bo dzień wcześniej miałem bardzo intensywne spotkanie w Krakowie z Darayem, który hałasował porządnie z Hunterem. „Przekaż tam wszystkim pozdrowienia”, powiedział od serca i rozjechaliśmy się w swoje strony. On do Rzeszowa, na kolejny koncert, ja na festiwal perkusyjny do Chorzowa. Festiwal, który ma status największej imprezy perkusyjnej w Polsce w 2022 roku. Chociaż, jak tak pogrzebiemy i sięgniemy pamięcią, jest to największa impreza perkusyjna w Polsce od… ostatniej edycji festiwalu w 2019 roku.

Oczekiwania

Układ festiwalu miał wyglądać następująco:

/godzinna przerwa/

To wszystko spięte perkusyjnym harcami wśród sprzętu rozstawionego w korytarzach Chorzowskiego Centrum Kultury, wizytami w podstawionym przy wejściu food trucku, ewentualnie wyskokiem do pobliskiej Żabki. 

Zestaw artystów jaki jest, każdy widzi i każdy też ma swoje osobiste odczucia co do poszczególnych muzyków. Z pewnością, faworytem „bukmacherów” był Chris Coleman, którego mogą dobrze kojarzyć na żywo ci, którzy byli na festiwalu Meinl w 2017 roku. Duże zaciekawienie budziła też osoba Wiktorii Bialic, do której wciąż sporo osób u nas podchodzi z rezerwą. Układ kolejnych występów był dokładnie taki, jak na liście powyżej i uznaję to za trafny wybór, kiedy to na pierwszy ogień idzie postać legendarna, celem zachęty do uczestniczenia w wydarzeniu od samego początku i nieważne, że dostajemy od razu perkusyjną fizyką kwantową. Jakie miałem oczekiwania? Pamiętny wcześniejszych edycji, pewny byłem co do jakości produkcji. Artyści zapewniali jakość merytoryczną. Mój osobisty stosunek do poszczególnych perkusistów pozostawiam tu jednak bez komentarza. Zwykłem mówić - jeden lubi kółka, a drugi kwadraty. Reasumując – oczekiwałem przyjemnego perkusyjnego dnia. Tyle i aż tyle. A co otrzymałem?

Wydarzenia i atmosfera poza sceną główną

W tym roku, organizatorzy pokusili się o szeroką ekspozycję instrumentów marek firm partnerujących i sponsorujących. Trzeba przyznać, że goście wzięli sobie ten przywilej do serca i kanonada bębnów trwała w najlepsze, a Chorzowskie Centrum drżało od równych lub mniej równych rytmów i sypanych „kartofli”. Ciekawa obserwacja. Jedni po prostu sprawdzali sprzęt, inni chcieli tworzyć interakcję z innymi grającymi, a jeszcze inni, nie zważając uwagi na nic, chcieli pokazać, kto jest szefem i rąbali „andrzejami” zza ucha, licząc – z mizernym skutkiem - na uznanie. Dziewczyny w ustawionym na środku sklepiku Silesia Drum – głównego organizatora imprezy – z pewnością bardzo szybko pożałowały, że nie są to targi biblioteczne. Trzymały się jednak dzielnie, z uśmiechem do samego końca.

Na tym tle wyróżniał się bogaty kącik Gewa Digital Drums, czyli z zestawami perkusji elektronicznych. Tam też mieliśmy możliwość, jako pierwsi na świecie, poznać nowy zestaw G3, którego oficjalna premiera była dzień później. Mimo tego całego hałasu (albo może właśnie dzięki niemu) perkusyjna atmosfera fuaje pokazała jak ważny i pożądany jest bezpośredni kontakt z instrumentami oraz wspólne dyskusje, czego nie zastąpi żadna strona i kanał internetowy.

Oprawa i produkcja sceniczna

Silesia Drum, w tym roku, postanowił pójść w pozorną prostotę, jeżeli chodzi o wystrój sceny. Dlaczego pozorną? Nie było na scenie zestawów perkusyjnych poszczególnych artystów, z wyjątkiem tego, który akurat był w użyciu. Wszystko opierało się o wielkie ekrany, na których, w profesjonalny sposób (żadnych kanciapowych GoPro), transmitowany był występ. Układ ekranów koncentrował uwagę oglądających w stronę artysty, bez żadnych elementów rozpraszających. Prosty, skuteczny psychologiczny zabieg. Wejście kolejnej gwiazdy miało być wejściem par excellence gwiazdy, opartym na tzw. efekcie łał. Wielki, tylni ekran rozsuwał się i na podeście, w oparach dymu, wjeżdżał zestaw perkusyjny, za którym siedział gotowy do działania muzyk. Fajne. Po recitalu i wręczeniu pamiątkowej statuetki, stworzonej przez DrumShapes, następował powrót i przepinka za kulisami na kolejny zestaw. Tak to działało w każdym przypadku.

Na uwagę zasługuje też zawodowe prowadzenie imprezy przez Kubę Kurzelę. Gość wie, jak to robić. Świetnie sobie też radził z wieloma konkursami, które przeplatały występy. Tu wspomnę jedynie o moim ulubionym momencie, gdy pojawił się do rozdania crash Classic Dual. Walka była zażarta, a zabawa przednia. Jako autor pytania konkursowego, następnym razem pomyślę, zanim powiem: „e tam, proste, aż obciach pytać”.

Występy artystów

Jak wspomniałem wcześniej, każdy miał swojego własnego faworyta, dlatego mój punkt widzenia jest z pewnością, w jakimś stopniu, subiektywny. Wydaje mi się jednak, że wiele osób się zgodzi z tym, że na wyróżnienie zasługują Wiktoria i Chris, co nie oznacza, że reszta była mierna. Nic z tych rzeczy. Virgil jak zawsze „łamał kod Enigmy” i z wielkim luzem odpowiadał na pytania publiczności. Kaz Rodriguez również pokazał szeroką paletę efektownych umiejętności i chętnie pogaworzył z publiką. Milos Meier… ten nie gadał, tylko rąbał jak Zwierzak z Muppetów. Niesamowity szaleniec i godna podziwu kondycja.

Wiktoria była intrygującym punktem programu. Jej ostatnie sukcesy i obecność w wielu perkusyjnych miejscach, jak zawsze u nas oprócz pochlebnych opinii, rodzą też wszelkiego rodzaju teorie spiskowe. Chorzowskie dechy miały to mocno zweryfikować. I faktycznie, udało się. Przed nami wystąpiła skromna dziewczyna z ogromną pasją, głodem eksploracji brzmień perkusji i służenia muzyce. Jednocześnie świadoma szansy, jaka przed nią stoi i drogi jaką musi pokonać. Przy tym świetnie wyciągająca wnioski z tego co już przeżyła, a jak na dziewczynę, która jeszcze 3 lata temu była niemal zupełnie nieznana, jej bagaż doświadczeń rośnie w szybkim tempie. Tym wszystkim sprawnie i ochoczo podzieliła się z bardzo ciekawą artystki publicznością. U niej nie ma przypadku.

Chris Coleman, będący nieformalnie największą gwiazdą dnia, ujął wszystkich, nie tylko swoim fenomenalnym stylem gry, który może i oparty jest na czopsach, ale nie ma w sobie tej wieśniackiej pirotechniki „o niczym”. Chris trafił też do ludzi swoimi opowieściami, jak to pracował w niejednej typowej dziennej pracy, ale nie poddawał się by sięgać po swoje marzenia. Frazes? Może tak. Może to trąci amerykańskim filmem z flagą w tle, ale facet zrobił to w tak ciepły sposób, że dało się to kupić, a obserwując napięcie jakie rośnie na widowni widać było, że trafiało to do publiki niemniej celnie, niż tłuste groove’y. Dodam, że na owym Meinl Festiwal 2017, robiąc wywiad z Chrisem, miałem identyczne odczucia. 

Na koniec obowiązkowa sesja autografów wszystkich muzyków, później szybka zbiórka i ewakuacja do miejscowej jadłodajni, żeby skosztować nieco śląskiej kuchni. Ekipa była zmęczona, ale bardzo zadowolona. Pałaszowali z apetytem, ekscesów nie było.

Reasumując

Festiwal został wbity soczyście i mięsiście. Wszystko szło zgodnie z planem i nie przypominam sobie imprezy (nie tylko w Polsce!), gdzie stosunek rozmachu do ilości „wypadków” był tak korzystny. Szczerze mówiąc, nie było żadnych nieprzyjemnych, czy też niemile zaskakujących przygód związanych z przebiegiem imprezy. Produkcje i przygotowanie spektaklu przez Silesia Drum oceniam na najwyższą notę. Zaangażowanie i podejście wszystkich artystów również, a nie jest to rzecz oczywista.

Widownia także świetnie wciągnęła się w interakcję z artystami i żywo reagowała na wydarzenia, zarówno te związane z występami jak i konkursami. O detalach nie będę już zanudzał, bo są to naprawdę bzdury, podobnie jak gapiostwo Milosa, który nie dobiegł na wspólne zdjęcie na scenie (chłop się zmachał podczas swojego recitalu).

Jako dyżurny maruda, szyderca i krytyk, przyznaję z wielką satysfakcją, że Silesia Drum nie dało mi pola do rozwinięcia skrzydeł. Była to rewelacyjnie spędzona niedziela. Jakość wydarzenia godna chwalenia się na świecie, co będę z rozkoszą czynił.

A jak będzie wyglądać kolejna edycja? Bądźcie na bieżąco z nami w naszych mediach. 

Firmy, które partycypowały w organizacji artystów

Gewa Drums – Gretsch, DW, PDP, Paiste, Remo, LP, Gewa Digital Drums

Meinl Distribution – Meinl Cymbals, Meinl Sticks, Tama

Musik Meyer – Zildjian, Sonor

Music info – Sabian, Dixon, Aquarian, Vic Firth

Przygotował: Maciej Nowak

Zdjęcia: Agnieszka Litarska

Quiz – Pieśń o Rolandzie
1 / 12
Na rozgrzewkę – Roland to firma, która została założona w latach 70 w:
Dalej !
Left image
Right image
nowość
Platforma medialna Magazynu Perkusista
Dlaczego warto kupić dostęp do serwisu Magazynu Perkusista?
Platforma medialna magazynu Perkusista to największy w Polsce zbiór wywiadów, testów, lekcji, recenzji, relacji i innych materiałów związanych z szeroko pojętą tematyką perkusyjną.
Dowiedz się więcej
Promocja! Miesiąc za "piątaka"